poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 58



Justin's POV:

Kiedy Selena stanęła naprzeciwko nas, serce stanęło mi w gardle. Kurwa, co ja mam teraz jej powiedzieć?- pomyślałem
- Wypierdalaj!- krzyknąłem do chłopaka
- Justin, uspokój się- cicho powiedziała Selena. Bała się. Znowu się mnie bała.
Rzuciłem groźne spojrzenie, na co chłopak wyszedł z mojego domu.
- Kochanie..- zaczęła powoli do mnie podchodząc- O co chodzi?- chwyciła moją rękę i delikatnie potarła kciukiem kostki.
- Nieważne! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, nie musisz o wszystkim wiedzieć!- krzyknąłem zdenerwowany i wyrwałem moją rękę z jej uścisku.
- O czym on nie miał mi mówić?- kontynuowała
Uspokoiłem  się troche. Usiadłem na kanapie i zastanawiałem się jak mam jej to powiedzieć.
- Skarbie..- zacząłem
- Mów- pospieszyła mnie
- Wiesz, że nie mogę znieść tego jak ktoś cię krzywdzi.. a ty prawie umarłaś- ścisnąłem powieki wspominając to zdarzenie- I to wszystko było przez tego skurwiela.. ale go już nie ma. Już nic ci nie zrobi.- w końcu to z siebie wydusiłem
- Justin.. zabiłeś go?- zapytała i cofnęła się ode mnie o krok
- Kurwa mać, dziwisz mi się? O mało co cie nie straciłem i to właśnie przez niego. Skąd wiesz, czy by nie chciał zrobić ci coś jeszcze raz? Tym razem gorszego
- Przecież byś mnie ochronił!- krzyknęła
- Właśnie cie ochroniłem..
Selena usiadła obok mnie i zastanawiała się nad czymś.
- A jak policja się dowie?- zapytała- Wiesz, że ci tego nie wybaczę, jak będziesz musiał iść siedzieć? 
- Wiem.. poradzę sobie, nikt się nie dowie. Przepraszam, ale za bardzo Cię kocham, żeby dać takiemu dupkowi żyć- objąłem ją ramieniem 

Rozdział 57



Justin's POV:

-Kurwa- powiedziałem do siebie jak byłem już w łazience. Umyłem rękę, która była od krwi i ponownie poszedłem do Seleny. Siedziała na szpitalnym łóżku i przyglądała się mi. Jej małe stópki spoczywały na podłodze. Uśmiechnęła się do mnie, przesunęła trochę i wskazała na miejsce obok niej, sugerując abym usiadł.https://24.media.tumblr.com/1a52f5078c7e55a2ee2cad136260dbb6/tumblr_mxxg6oOudJ1qm3541o1_500.gif
Zaśmiałem się- Jesteś taka słodka- usiadłem obok niej i położyłem rękę na jej kolanie.

Tydzień później:

Selena's POV:

W końcu mogłam wyjść z tej dziury. Puścili mnie szybciej, bo już nie musiałam brać antybiotyku. Chciałam zrobić niespodziankę Justinowi. Szybko się spakowałam, przebrałam w dresowe spodnie i zwykły biały top. Zawiązałam sznurówki u białych conversów i zamówiłam taksówkę. Pożegnałam się z moim lekarzem i wyszłam przed szpital. Usiadłam na ławkę i obserwowałam życie zabieganych ludzi. Było po 15 i ludzie wracali z pracy. Mało ludzi miało uśmiech na twarzy. Na większości z nich widziałam złość, zdenerwowanie, zmęczenie. Ciekawe, dlaczego?
Wsiadłam do taksówki, która w maksymalnym tempie podjechała pod drzwi szpitala.
Justin codziennie przyjeżdżał do mnie i sprawdzał jak się czuję i czy wszystko jest w porządku. Był strasznie nadopiekuńczy. Dzisiaj nie mógł przyjechać, nie wiem dlaczego. Bardzo go kocham- pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. Nie wiem jak to się stało, ale byłam już na miejscu. Przed domem Justina. Wyszłam z taksówki, pan taksówkarz pomógł mi wyjąć walizki z bagażnika.
-Dziękuję bardzo, do widzenia- pożegnałam się
Podeszłam pod drzwi i chciałam już wchodzić, ale usłyszałam krzyki. Zmarszczyłam czoło i przyłożyłam ucho do drzwi, żeby coś usłyszeć. Słyszałam głos Justina i obcego chłopaka. Po cichu weszłam do środka- drzwi były otwarte. Odłożyłam walizki najdelikatniej jak umiałam.
- Kurwa mać tylko spróbuj, znajde cie wszędzie i zabije rozumiesz?!- usłyszałam Justina. Przestraszyłam się i cofnęłam o krok.
- Przecież już ci mówiłem, że nic jej nie powiem!
W tym momencie domyśliłam się, że chodzi o mnie. Czego miał mi nie mówić?
Weszłam szybko do salonu, gdzie stał Justin i jakiś facet.
- Justin o co tu chodzi?- powiedziałam cicho
- Co ty tu robisz?- zapytał szybko. Byl  najwyraźniej zdziwiony
- Myślałam, że mieszkam...wypuścili mnie szybciej. o co tu chodzi?- powtórzyłam pytanie. Spojrzałam się na obcego chłopaka. Był najwyraźniej przestraszony i zdesperowany. Oboje nie wiedzieli co mają powiedzieć.
- Wkopałeś się stary- wydusił z siebie ten facet
- Zamknij ryj- powiedział Justin przez zaciśniętą szczękę


                                                                    ***

Dzisiaj chyba dodam jeszcze jeden rozdział. Chciałam was przeprosić, że przez prawie całe wakacje nie dodałam ani jednego rozdziału. Teraz regularnie będę dodawała rozdziały i starała się, żeby były jak najlepsze

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 56



Justin's POV:

Zatrzymałem go za szkołą. Popchnąłem go mocno na ściane budynku i kopnąłem go w brzuch.
- Kurwa o co ci chodzi?- zapytał chłopak zwijając się z bólu
- Jeżeli wykapujesz coś policji, wiesz jak się to dla ciebie skończy- uśmiechnąłem się szyderczo, wyjąłem pistolet z kieszeni, tak aby chłopak go zauważył, i schowałem z powrotem.
Rzuciłem mu ostrzegawcze spojrzenie i wsiadłem do swojego auta, które znajdowało się w pobliżu.

Wziąłem rzeczy Seleny z domu i szybko wybrałem się do szpitala. Zastałem Selene siedzącą na łóżku szpitalnym ze słuchawkami w uszach, które były podłączone do jej telefonu. Cichutko podszedłem do niej od tyłu i położyłem rękę na jej ramieniu.
- Justin pojebało Cię?- Selena wzdrygnęła
- Uoo chyba pierwszy raz w życiu przeklnęłaś. Niegrzeczna dziewczynka.- objąłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie.
Selena zaśmiała się i położyła rękę na mojej klatce piersiowej.- Dziękuję, że przywiozłeś mi te rzeczy, jesteś kochany.
Odwzajemniłem jej uśmiech.
Oboje usiedliśmy na łóżku.- Justin..- powiedziała Selena
- Tak?- uniosłem brew
- A co musiałeś załatwić?- skierowała wzrok na moje oczy.
- Selena, przecież mówiłem Ci, że nie będę Ci mówił, o moich prywatnych sprawach.
Dziewczyna westchnęła i spojrzała się na moje dłonie. Złapała jedną z nich i przyglądała się jej.
- Justin! Co to jest?- wskazała na czerwoną plamę krwi.
Szybko odsunąłem dłoń i próbowałem coś wymyślić. - Zaciąłem się najwyraźniej.- wstałem i udałem się do łazienki, która znajdowała się niedaleko.


Selena's POV:

Wiedziałam, że kłamie. Nienawidziłam jak to robił. Co się stało? Nie wiem. Ale mam zamiar dowiedzieć się prawdy.


                                                                        ***

Wielki powrót bloga!! Podoba się wam? Mam zamiar częściej pisać rozdziały. Proszę was o komentarze kicie!

piątek, 20 września 2013

Rozdział pięćdziesiąty piąty.



Justin's POV:

W drodze do domu zadzwonił do mnie telefon.
- Justin, mamy problem - powiedział mój kolega
- Ja pierdole, co znowu?- nerwowo zatrzymałem samochód.
- Ten mały chuj Jake groził mi, że wyda policji to, że zabiłem tego kolesia, który porwał tą twoją laske.
- Selena się nazywa- syknąłem przez zaciśnięte zęby.
- Kurwa, wiesz o co mi chodzi- rzucił szybko.
- Gdzie ten skurwiel jest?- zapytałem
- W szkole na młyńskiej- odparł
- Załatwie to- oznajmiłem i rozłączyłem się. Odpaliłem samochód i wróciłem się.

Odstawiłem auto na parkingu i wyszedłem z auta. Poprosiłem kolegę, aby zabił tego skurwysyna, który tak załatwił moją dziewczynę, i nie mogłem pozwolić na to, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział a zwłaszcza Selena albo policja.

Wzdychając głęboko mocnym kopnięciem otwieram drzwi szkoły. Uśmiecham się w myślach, poprawiając pistolet znajdującej się w mojej kieszeni.
Idąc korytarzem ignoruję irytujące, plotkarskie spojrzenia drugoklasistek i ich napakowanych chłopaków.
Wyjąłem swój telefon, napisałem sms i odłożyłem go z powrotem do kieszeni.
Zauważyłem tego chuja. Stał z kolegami i śmiał się z czegoś. Schowałem się za szafkami, żeby nie mógł mnie zauważyć. Zadzwonił dzwonek. Ludzie zaczęli zbierać się do klas. On również. Pożegnał się z kolegami i skręcił w lewo. Wybiegłem za nim . Porozglądałem się tylko, czy przypadkiem nikt nas nie zauważy. Popchnąłem go na ściane i uderzyłem go pięścią w twarz.
- Ała!- krzyknął- Pojebało cie Justin?- zapytał trzymając się za nos z którego kapała krew.
- Zamknij morde!- wrzasnąłem na co on się wzdrygnął.- Trzeba było nie wkurwiać mojego kumpla. - szarpnąłem go za kurtke pokazując aby szedł w moją stronę.


Selena's POV:

Po powrocie do szpitala położyłam się na łóżku. Odwiedziła mnie pielęgniarka i podała mi antybiotyk. W końcu udało mi się zasnąć. Po jakiejś godzinie obudził mnie dźwięk sms. Od Justina.
Przepraszam skarbie, będę trochę później, muszę coś załatwić. 

środa, 18 września 2013

Rozdział pięćdziesiąty czwarty.



Selena's POV:

Pomimo tego, że byłam bardzo zmęczona, nie mogłam zasnąć. Leżałam obok Justina rysując palcem serduszka na jego klatce piersiowej. Minęły chyba 2 godziny. Za oknem robiło się już jasno. Usłyszałam pukanie do drzwi. Uniosłam się trochę i zawołałam: Proszę.
Wszedł lekarz, widząc, że jestem już przytomna uśmiechnął się.
- Dzień dobry proszę pani, jak pani się czuje?
- Jest już trochę lepiej, ale nie mogę zasnąć.
- To normalne po wstrząsach. - zapisał coś na mojej karcie - A jak ręka?
Spojrzałam się na zabandażowaną rękę. - Jest okej. - odwzajemniłam uśmiech.
- Dobrze, musi pani jeszcze przejść podstawowe badania, musimy sprawdzić, czy wszystko jest dobrze.
Przytaknęłam głową i wstałam z łóżka. Lekarz wziął mnie pod rękę, abym nie upadła, byłam bardzo słaba.
- Justin- zawołałam
Chłopak jęknął i niechętnie otworzył oczy. Jak zobaczył, że wstałam z łóżka i stoję naprzeciwko niego usiadł.
- Gdzie idziesz?- zapytał
- Na badania zaraz będę- rzuciłam szybko
- Okej, czekam- chłopak puścił mi oczko na co ja się zaśmiałam i powoli wyszłam z sali wraz z lekarzem.


Weszliśmy do innego pomieszczenia. Usiadłam na białym krześle i wyciągnęłam rękę. Pielęgniarka pobrała mi krew i zmierzyła temperaturę. Zrobili mi jeszcze kilka innych badań
- A więc temperatura 36*C, faktycznie jest pani słaba. A oprócz tego ma pani zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.
- To coś poważnego?- zapytałam
- To choroba wywołana przez bakterie, najczęściej występuje po zakażeniu, także w pani przypadku.
- Ugh- przewróćiłam oczami
- Zapiszę pani antybiotyk, ale musi pani zostać jeszczę trochę w szpitalu.
Wstałam z krzesła i powolnym krokiem ruszyłam do wyjścia.
- Mogę już iść do mojego chłopaka?
- Tak, proszę bardzo.
Podziękowałam i wyszłam. Spacerowanie po szpitalnych korytarzach było okropne. Większość ludzi płakało, niektórzy krzyczeli z bólu. Szybko weszłam do sali, zastałam tam Justina czekającego na mnie.
- Muszę zostać w szpitalu jeszcze kilka dni.
Chłopak przejechał ręką po swoich włosach i wstał.
- Przywieźć ci coś? Potrzebujesz czegoś?
Po chwili zastanowienia powiedziałam- Mógłbyś wziąć mi jakieś ubrania, szczoteczkę do zębów, szczotkę itp, wiesz czego używam w domu- uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
Widziałam zaniepokojenie w oczach Justina.
- Kochanie, dam sobie radę, przecież nie będzie cię tylko chwile- zawiesiłam ręce na jego szyi. Chłopak objął mnie w talii i mocno przycisnął do siebie.
- Kocham Cię- szepnął i pocałował mnie w szyję
- Ja Ciebie też- musnęłam delikatnie jego usta i uśmiechnęłam się.- Dobra, to pójdę cię odprowadzić.
- Nie musisz, zostań tu i prześpij się- chłopak schował mi kosmyk włosów za ucho.
Udawałam, że się zastanawiam- Hmm- potarłam ręką brodę- Jednak pójdę
Justin zaśmiał się i złapał mnie za rękę.

                                                             


                                                                           ***
Jak wam się podoba nowy wygląd bloga?

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział pięćdziesiąty trzeci.



Justin's POV:

Stałem bezczynnie patrząc się na ciało Seleny. Nie ruszała się, nie oddychała. Nie mogłem nic zrobić, jedynie modliłem się w myślach. 
- Proszę, obudź się- powtarzałem w kółko to samo.
Łzy spływały mi po policzkach, nie mogłem nad tym zapanować, po prostu nie umiałem.
- Proszę cię Boże..- wymruczałem - Pozwól jej do mnie wrócić.- wypuszczając powietrze popatrzyłem na zamknięte oczy Seleny
- Ma wstrząs, zacząć reanimacje- powiedział lekarz
- Co się dzieje?- powtórzyłem żądając odpowiedzi, widziałem jak walczą o nią, poganiałem ich w myślach
- Naładowane do 200- trąc dwie metalowe sztabki od defibrylatora, przycisnął je do klatki piersiowej Seleny.
 - Strzelam- krzyknął
- kurwa, Selena- krzyknąłem


Selena's POV:

Pobiegłam w stronę rodziców. Czy ja właśnie umarłam i jestem w niebie?
- To naprawdę wy?- zapytałam, byłam od nich jakoś metr dalej.. bałam sie podejść
- Tak słoneczko.. posłuchaj mnie- zaczęła mama- Wiem, że masz chłopaka, który cię bardzo kocha, ty go też- uśmiech rozpromieniał jej twarz- Musisz do niego wrócić
- Ale.. jak? Tęsknie za wami, bardzo- z oczu popłynęła mi łza
- Wiem, kiedyś się jeszcze zobaczymy. Będziemy się nad wami opiekować, papa córeczko- nie zdążyłam nic powiedzieć. Nagle przed moimi oczami zrobiło się ciemno


Justin's POV:

- Prawie zaskoczyła, chcesz jeszcze raz 300?- pielęgniarka zapytała mocnym głosem.
- 360.. ładuj, teraz!- odpowiedział równie głośno
- Dalej nic- w głosie pielęgniarki można było usłyszeć zwątpienie. 
Lekarz odsunął si,ę od Seleny a drugi mężczyzna podszedł do łóżka przyłożył obie dłonie do klatki piersiowej dziewczyny i mocno uciskał trzy razy.
- No dalej skarbie- mówiłem do Seleny,
- Mamy ją! Mamy rytm zatokowy. - zawołała pielęgniarka - Jest puls
- Ja pierdole- wymruczałem
- Co z jej ciśnieniem?- zapytał lekarz notując coś na karcie Seleny
- 70 na 38- poinformowała pielęgniarka, po czym zaczęła sprzątać i sprawdzać czy wszystko zostało zrobione.
- Dziękuję- powiedziałem lekarzowi, który zaczął się do mnie zbliżać
- Trochę nas przestraszyła- powiedział- jej serce przestało kompletnie pracować na parę minut, ale teraz powinno być bardzo dobrze. Udało nam się przywrócić ją do normalnego stanu. - lekarz patrzał się na mnie z uwagą- nie wiem co to było, ale coś ciągnęło ją na ten świat. Jesteś wielkim szczęściarzem.- dodał
Przed wyjściem z sali lekarz podszedł jeszcze do Seleny sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Uśmiechnął się do siebie i wyszedł z sali zostawiając mnie z nią.
Przegryzłem wargę i usiadłem na łóżku obok mojej dziewczyny.
- Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś- wytarłem łzy z policzków - Bardzo rzadko płaczę.
Złapałem jej rękę i potarłem delikatnie kciukiem- Nigdy więcej mnie tak nie strasz, nigdy. - pocałowałem ją w policzek



Minęło już dobre parę godzin, a ja nadal siedziałem przy dziewczynie. Usłyszałem pukanie do drzwi. Wszedł lekarz.
- Zostanie tu pan? Bo jak jest pan bardzo zmęczony, to może niech się pan prześpi w domu, jakby się obudziła, zadzwonie- uśmiechnął się
- Nie, zostane przy niej tyle ile będzie trzeba.
Lekarz wyszedł z pokoju.
Ponownie spojrzałem się na Selene.
- Proszę cię, daj mi jakiś znak, że jest dobrze. - powiedziałem cicho, ale nic to nie dało.
- Proszę- wyszeptałem
Jej oczy zaczęły się otwierać. Przy takiej sytucacji miałem wezwać pielęniarke, ale musiałem nacieszyć się tą chwilą.
 - Kochanie, wszystko dobrze? Jesteś w szpitalu.- jej klatka piersiowa unosiła się w spokojnym rytmie. Ścisnęła mocno moją dłoń, mówiąc przy tym, ze jest dobrze.
- Chcesz się może czegoś napić?- zapytałem
- Co się stało?- zapytała cichutko
- Zakażenie wdało się do serca. Uratowali cię. - Selena rozglądała się po sali po czym ponownie spojrzała się na mnie.
- Byłeś tu przy mnie cały czas?
- No pewnie, że tak, nie zostawiłbym cie, wiesz o tym- powiedziałem, jakby to była najoczywistsza sprawa na świecie.
Dziewczyna potarła ręką oczy i usiadła na łóżku tak, że jej nogi zwisały poza nim.
- Kocham cię, nie rób mi tak więcej- objąłem ją ramieniem tak mocno, jakbym bał się, że zaraz mi ucieknie.
Selena uśmiechnęła się i z powrotem położyła na łóżko.
- Widzę, że jesteś zmęczony kochanie.- przesunęła się i odkryła kołdrę- Zapraszam do mnie
Zaśmiałem się, zdjąłem buty i położyłem się obok niej.


                                                                             ***
K O M E N T U J C I E <3

niedziela, 15 września 2013

Rozdział pięćdziesiąty drugi.


Justin's POV:

Po słowach Seleny, zrobiło mi się jakoś dziwnie przykro. Wiedziałem, że nie mogę zapewnić jej tego, czego naprawdę chciała. Zacząłem się zastanawiać, czy jestem dla niej odpowiedni, chcę jej szczęścia, może lepiej byłoby, gdyby znalazła sobie normalnego chłopaka, z normalnymi problemami i normalnym życiem. Ale przecież jestem pierdolonym egoistą, i mimo tego nie pozwoliłbym jej odejść, w końcu tak bardzo ją kocham, i jej potrzebuje.

Następnego dnia obudziliśmy się około 11. Selena wydawała mi się jakaś inna, była strasznie blada i zmęczona.
- Coś się stało?- zapytałem patrząc na jej bladą, niewinną twarzyczkę.
- Źle się czuje, pewnie się przeziębiłam.- powiedziała przykrywając się kołdrą po samą szyje.
Od razu do głowy przyszło mi, że przecież ma ranę na ręce. Bez słowa poszedłem do łazienki po nowy bandaż i wróciłem do sypialni.
- Pokaż rękę, zmienie ci opatrunek.
Selena wyciągnęła rękę spod kołdry i położyła na moim kolanie. Powoli odwinąłem bandaż. Ręka była spuchnięta i cała czerwona, od rany szła ciemna kreska w stronę serca. Złapałem ją trochę mocniej na co Selena pisknęła.
- Boli
Rana wyglądała nieciekawie. Widać było, że później jeszcze leciała z niej krew.
- Kurwa, Selena, mówiłem, żeby jechać do szpitala.
- Ale to przecież nic takiego, ręka przestanie boleć a teraz pewnie się po prostu przeziębiłam.
- Ja pierdole, czy ty nie rozumiesz, że jak wdało się zakażenie to może być bardzo źle? Ubieraj się i jedziemy do szpitala.
Dziewczyna niechętnie wstała z łóżka i po paru krokach upadła na podłoge. Podbiegłem do niej szybko i wziąłem ją na ręce.
- Albo może od razu pojedziemy.
- Justin, nie panikuj, zakręciło mi się w głowie po prostu.
Przewróciłem oczami i zaniosłem ją do auta.

Po przybyciu do szpitala Selena była bardziej słaba. W ogóle się nie odzywała i nie mogła chodzić. Miałem poczekać przed salą. Dziewczyna często miała kłopoty ze zdrowiem i to tylko przez swoją głupotę.
Kiedy siedziełem przed salą i myślałem o tym wszystkim, nagle lekarz wybiegł z sali.
- Co się dzieje?- wstałem szybko i złapałem go za ramie
- Najprawdopodobniej wdało się zakażenie, musimy ją ratować zanim dojdzie do serca.- pobiegł dalej.
- O kurwa- powiedziałem do siebie i szybko wszedłem do sali. Selena była nieprzytomna. Jej biała skóra kontrastowała z całym pomieszczeniem.
Znowu zobaczyłem lekarza, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
- Wyjdź stąd.
- Nie!- krzyknąłem- To moja dziewczyna, nie zostawię jej
Doktor szturchnął mnie i podszedł do dziewczyny. Dał jej parę zastrzyków. W mojej głowie miałem setki myśli. Selena nie zostawiaj mnie. Moją uwagę przykuło pewne urządzenie. Widziałem je wcześniej na różnych filmach. Przypomniałem sobie, że pokazuje ono tętno pacjenta. Kardiomonitor. Patrząc na niego wywnioskowałem, że Selena jest blisko śmierci. Kreski były ledwo podniesione, większość była prosta. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
- Kiedy to zacznie działać?- zapytałem
Lekarz mnie ignorował. Patrzał się na dziewczynę podając jej jakieś leki.
- HALO- wrzasnąłem
- Już powinno.
- Co się stanie? Uratuje ją pan, prawda?
Znowu się nie odezwał.
- Ratujcie ją, ja pierdole!

Selena's POV:

Zobaczyłam rażące światło. Słyszałam głos Justina i lekarzy, ale niestety nie widziałam ich. Coś ciągnęło mnie do tego, aby pójść w stronę światła, ciekawiło mnie co się w nim znajduje. Zrobiłam jeden krok ku niemu. Z oddali zobaczyłam moich rodziców trzymających się za rękę. Pomachali mi. Można było zobaczyć, że są uśmiechnięci. Również się uśmiechnęłam. Podeszłam do nich.
- Cześć córeczko.
- Mamo, tato... to.. to wy? - zapytałam drżącym głosem.

                                                                    ***
komentujcie

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział pięćdziesiąty pierwszy.



Selena's POV:

Justin przeklął pod nosem wyciągając dzwoniący telefon z tylnej kieszeni spodni. Duże, karmelowe oczy spoczęły na wyświetlaczu, a kiedy zobaczył nazwę osoby dzwoniącej na jego pełnych ustach pojawił się uśmiech. Nie zdążyłam zerknąć kto to. Moje usta otworzyły się zanim pomyślałam nad tym co powiedziałam.
- Kto to?
Justin podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi karmelowymi oczami. Nie był przygotowany na takie pytanie.
- Um.... - zaczął zmagać się sam sobą.
- Nie musisz odpowiadać, po prostu jestem ciekawa. - zamilkłam na chwilę, Justin wrócił wzrokiem na telefon, który cały czas brzęczał między nami
- To stary przyjaciel... - potaknął głową jakby sam siebie chciał o tym przekonać.
- Och, ok. - przygryzłam dolną wargę.
Odebrał telefon i szybko powiedział osobie po drugiej stronie, żeby poczekała, po czym spojrzał na mnie.
- Zostań tutaj. - poinstruował - Mówię serio, Selena. Nigdzie się stąd nie ruszaj.
Jego surowy wzrok niemal przybił mnie do ziemi.
- Dobra. - rzuciłam i zaczęłam energicznie odpychać powietrze, dając mu znak, że może odejść.
- Wrócę za minutę. Nie oddalaj się nigdzie.
Jego zaborcza potrzeba, żebym była bezpieczna, często powodowała, ze traktował mnie jak dziecko. Wiedziałam, że był tylko ostrożny, ale jego ciągła opiekuńczość ostatnimi czasy zaczynała mi działać na nerwy. Obserwowałam jak się oddala lawirując pomiędzy ludźmi spacerującymi po wesołym miasteczku. Przesunęłam żółwia pod pachę, kiedy obrócił się na moment. Nie ufał mi? Teatralnie wskazałam palcem na miejsce w którym stałam i bezdźwięcznie rzuciłam w jego kierunku "Stoję". Telefon mocno przyciskał do ucha, kiedy palcem wolnej ręki zatykał sobie drugie, żeby odciąć się od hałasu panującego wokół niego. Widziałam, że był lekko rozdrażniony, gdy ściągnął brwi i równie bezdźwięcznie powiedział "Przestań się ze mnie nabijać".
Czekałam na Justina kołysząc nogami zwisającymi z niewykorzystanego podestu, na który się wdrapałam. Palcami wyciągałam z woreczka różowe kosmyki waty cukrowej, którą kupił mi Justin, wkładałam ją do ust i pozwalałam, żeby cukier roztopił się na języku. Uśmiechnęłam się, gdy obok przeszły jakieś dzieci, ciasno trzymające w rączkach pęki balonów na sznurku. Byłam zajęta obserwowaniem ludzi, zanim z zamyślenia wyrwał mnie głos.
- Sama jesteś?
Odwróciłam głowę i zobaczyłam grupkę młodych chłopaków. Mięli jakieś 15, 16 lat, niektórzy z nich mieli naciągnięte kaptury. Stali i gapili się na mnie, dlatego nie czułam się całkiem komfortowo. To był ten typ chłopaków, na widok których przechodzisz na drugą stronę ulicy, żeby tylko nie minąć się z nimi na chodniku.
- Nie. - odwróciłam wzrok mając nadzieje, że zrozumieją aluzję i się odczepią. Ale serce zaczęło mi bić szybciej, kiedy kontynuowali zadawanie swoich pytań.
- Jesteś pewna? - odezwał się jeden z wyższych.
Wokół kręciło się jeszcze sporo ludzi, próbowałam odnaleźć wzrokiem Justina. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaków, ich uśmieszki były dalekie od przyjaznych, kiedy wytrwale czekali na moją odpowiedź.
- Czekam na mojego chłopaka.
Widziałam jak jeden z nich szturcha lekko drugiego, który wydawał się być ich liderem. Ich przeszywający wzrok wywoływał u mnie gęsią skórkę.
- Możemy poczekać z tobą.
- Nie, dziękuję. Dam sobie radę sama. Powinien zaraz być.
Odsunęłam się szybko, chwytając swojego żółwia, kiedy jeden z nich wspiął się na podest i postanowił się przysiąść. Był ode mnie większy, mimo że byłam starsza. Reszta cały czas się na nas gapiła, prowokując jeszcze chłopaka.
- Na twoim miejscy nie próbowałabym nic robić. - ostrzegłam go.
Justin skopałby mu dupę. Kiedy poczułam dotyk jego ręki na moim udzie zamachnęłam się pluszakiem i uderzyłam go nim w tył głowy. Szybko stanęłam na równe nogi, okręcając się w kółko na drewnianej platformie. Poczułam ulgę, kiedy zobaczyłam Justina idącego ze złością w naszym kierunku.
- Selena!
Stanął przede mną patrząc w górę, odwrócił się plecami, żebym mogła się na nie wspiąć. Oplotłam swoje ręce wokół jego szyi, kiedy powoli zsunęłam się na dół. Justin podtrzymał moje uda, żebym mogła opleść je wokół jego talii. Chłopak wstał górując nad nami wzrostem i zajmując tę samą pozycję w której ja byłam przed momentem.
- Nie waż się jej dotknąć, ty mały chuju. - syknął Justin.
Chwycił go za kostkę i mocno pociągnął wytrącając chłopaka z równowagi. Jego koledzy mogli tylko patrzeć, jak ten ląduje na twardym drewnie. Usłyszeliśmy jęknięcie, gdy chłopak zwinął się z bólu.
Justin odwrócił się zwinnie, wtuliłam twarz w zagłębienie między jego szyją a ramieniem i zaczęliśmy oddalać się od szemranego towarzystwa.
- Zimna suka! - zawołał jeden z kolesi.
Moje ręce mocniej oplotły jego szyję, a usta od razu powędrowały do ucha, kiedy Justin odwrócił się z powrotem w stronę chłopaków.
- Proszę, proszę cię Justin, nie...- szepnęłam błagalnie.
Kilkoro niższych chłopców skuliło się pod wpływem ostrego wzroku Justina, był wściekły. Poczuł moje kapiące łzy na skórze swojej szyi, co pozwoliło mu wyrwać się ze swojego gniewnego otępienia. Jego mięśnie wciąż były napięte, ale oblała mnie fala ulgi kiedy powoli odwrócił się w kierunku którym szliśmy. Ręka w której trzymałam żółwia lekko masowała jego tors, starałam się go uspokoić. Poczułam jak mocniej ściska moje uda, co odebrałam jako docenienie moich działań.
- Dziękuję. - szepnęłam - Dziękuję, że odpuściłeś... Na prawdę nie chciałabym odwiedzać mojego chłopaka za kratkami.
Justin przenosił mnie przez tłum jeszcze kilka minut.
- Odwiedziłabyś mnie w więzieniu? - zapytał już nieco spokojniejszym głosem.
- Nie, Justin. Chodziło mi o to, że właśnie bym nie chciała.
Słyszałam jak fuknął.
- Pewnie byś musiała, gdybyś mnie nie powstrzymała.
Mocniej zacisnęłam oczy na samą myśl.
- Ale teraz już jest dobrze, tak? - zapytałam sprawdzając poziom jego rozgrzanego temperamentu.
- Dobrze. - odpowiedział całując moją prawą rękę.
Odpłynęłam myślami, zastanawiając się co potencjalnie mogło się wydarzyć, aż ciarki przeszły po moim ciele. Ale coś jeszcze dało mi do myślenia.
- O co w tym wszystkim chodzi... Jak tylko na moment zostawię cię samą, zaraz przyciągasz do siebie wszystkich palantów.
Mimo, że jego oddech wciąż był ciężki, wyczułam rozbawienie w jego głosie. Starał się odwrócić moją uwagę od wcześniejszego tematu.
- Widocznie to jedna z wielu wyjątkowych cech, które posiadam.

- Tak... szczególnie wyjątkowa... ok. - zaczął się ze mną droczyć.
Przycisnęłam usta do skóry jego szyi i poczułam lekką wibrację, kiedy mruknął pod wpływem mojego dotyku.
- Wygląda na to, że większość mojego wolnego czasu spędzam ratując cię od jakichś idiotów. - jego palce mocniej oplotły się wokół moich ud, kiedy się zaśmiał - Nie to, żebym narzekał...
- Cóż... Może powinieneś pozwolić mi raz uratować ciebie.
Podeszliśmy trochę dalej, gdzie gromadzili się ludzie, żeby obejrzeć pokaz fajerwerków.
- Uderzyłaś go swoim żółwiem? - Justin zapytał wyraźnie zaciekawiony i rozbawiony.
Już wiedziałam, ze przeszła mu złość, kiedy zaczął wkurzać mnie. Wciąż przytulałam się do jego pleców, co pozwoliło mi ukryć przed nim róż, który wpłynął na moje policzki. Oparłam głowę o jego szyję.
- To była jedyna rzecz, którą mogłam się bronić. - odpowiedziałam w odwecie.
Odchyliłam się trochę od jego pleców wciskając pluszaka między nas. Wolną ręką otwarłam torebeczkę z watą cukrową, którą nadal trzymałam. Moje ręce swobodnie opierały się o jego ramiona, kiedy oderwałam jeden mały kosmyk.
- Zjadłaś już ponad połowę torby? - zapytał Justin wyraźnie zaskoczony.
Wymamrotałam, żeby się zamknął i oparłam brodę o jego ramię. Podstawiłam mu pod usta nowo oderwany kawałek. Chwycił słodki kosmyk między usta, zawadiacko zasysając przy tym moje palce. Dokarmiałam go co jakiś czas, podczas naszej rozmowy. Jednak większość waty cukrowej wędrowała do moich ust.
- Skarbie, wracamy już? Jestem zmęczona.- mruknęłam mu do ucha.
- Oczywiście, jak sobie życzysz księżniczko- odstawił mnie na ziemię i mocno złapał moją dłoń kierując mnie w stronę wyjścia.
Większość ludzi, również powoli kierowała się ku wyjścia, za niecałe 20 minut zamykali wesołe miasteczko. Omijając ich w końcu znaleźliśmy się poza lunaparkiem.
- Chciałabym, żeby każdy dzień wyglądał podobnie- powiedziałam patrząc się na ziemie. Chłopak tylko zerknął na mnie kątem oka, nie odzywając się słowem. Oczywiście wiedziałam, że nie może tak być, mój chłopak to w końcu Justin Bieber, ten znany Rowdy, czasami mnie to wkurzało, ale nie miałam mu tego za złe.

no weźcie komentujcie no ;((

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział pięćdziesiąty.


Justin's POV:


Na początku byłem wkurwiony, aż kipiałem ze złości. Chciałem odwrócić się i wykrzyczeć temu skurwielowi wszystko w twarz. Jak on mógł zbliżyć się do mojej dziewczyny? Ale Selena znowu mnie powstrzymała. Jej głos koił moje nerwy, uspokajał mnie i sprawiał, że czułem się szczęśliwy. Wkurwiało mnie to, że ona zawsze musiała wpakować się w kłopoty. Nie mogła po prostu schować się za półkami? Bardzo się o nią martwię, nie mogę jej stracić, nigdy więcej, już raz straciłem ją na 3 lata. Nie wytrzymałbym kolejnej rozłąki. Musiałem się nią zaopiekować, czułem, że jest to mój obowiązek. Poza tym, to naprawdę ją kocham. Nigdy do nikogo nic nie czułem aż tak bardzo. Oddałbym dla niej wszystko, dosłownie wszystko.

Oboje zamówiliśmy kebaba i usiedliśmy na ławce w parku, zjedliśmy w ciszy.
- Idziemy na wesołe miasteczko- Selena złapała mnie za rękę, wstała z ławki i pociągnęła mnie delikatnie za sobą.
Zaśmiałem się i dorównałem jej kroku. Po paru minutach byliśmy już na wesołym miasteczku. Zapłaciłem za wejście i oboje rozglądaliśmy się w różne strony.


Selena's POV:



- Chodźmy na diabelski młyn! - pociągnęłam Justina za rękę.
Ruszyłam w kierunku wielkiego koła, ale on stał jak wbity w ziemię i wpatrywał się w sam czubek karuzeli.
 Małe dzieci siedzące w wagonikach wesoło pokrzykiwały do swoich rodziców, którzy obserwowali ich z dołu.
- Co jest? - zapytałam.
- Jesteś pewna, ze nie chcesz iść na coś innego? - rozejrzał się dookoła.
Zakołysał się na stopach i skupił wzrok na mnie. W jego oczach przebłysnęło coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.
 Uśmiechnęłam się do niego, a on wrócił nieufnym wzrokiem na karuzelę.
- Masz lęk wysokości, Justin? - stanęłam na przeciwko niego.
Jego szczęka momentalnie się zacieśniła.
- Nie mam żadnego lęku. - zaprotestował - Po prostu nie czuję się zbyt komfortowo będąc tak wysoko od ziemi.- wymamrotał niewyraźnie, żywo gestykulując w stronę wielkiego koła.
Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu, ale zaraz umilkłam, gdy spojrzałam na pięknego chłopaka stojącego przede mną.
- Selena. - rzucił ostrzegawczo Justin.
- W porządku. Pójdę sama.
Ruszyłam w kierunku kolejki stojącej po bilety, gdy usłyszałam jak Justin wypuszcza z siebie głośne,
pełne irytacji i desperacji jęknięcie. Spojrzałam na niego i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nadal mocno zaciśnięta szczęka.
- Nie. - rzucił szybko. Odetchnął ciężko i zacisnął powieki - Nie pójdziesz tam sama.
Czasem jego nadopiekuńczość była przydatna. Obserwował jak staje na palcach i chwytam go za ramiona.
- Nie martw się. Potrzymam cię za rękę, jak będziesz chciał.
- Ugh...Przestań traktować mnie protekcjonalnie. - powiedział z poważną miną, próbując przebić się przez mój śmiech.



- Najgorsza przejażdżka kiedykolwiek. - burknął Justin.
- Może by ci się podobało, gdybyś nie spędził jej całej z zamkniętymi oczami.  - uśmiechnęłam się do niego.
Nie miałam zamiaru dalej słuchać jego narzekań. Mój wzrok przykuło coś za plecami Justina.
- Chodź. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę.
Zatrzymaliśmy się gwałtownie przy jednym ze stoisk z grami.
- Ten żółw już jest mój. - namierzyłam wzrokiem wypchaną zabawkę.
Justin zaśmiał się głośno i wręczył kilka funtów facetowi do którego należał kram.
- Chciałbym to widzieć. - zaczął się ze mną droczyć.
Miałam zamiar udowodnić mu co nieco.
Mężczyzna wyjaśnił mi, że muszę strącić trzy puszki ustawione przy tylnej ścianie, po czym podał mi trzy zielone kulki.
 Pierwsze dwa strzały przeszły frustrująco blisko moich obiektów, trochę je nawet drasnęły.
 Justin przyglądał się  moim poczynaniom z uśmieszkiem na twarzy, zanim jednym rzutem nie przewróciłam dwóch irytujących mnie przeszkód na drodze do mojej nagrody.
- No nieee!
Usłyszałam jego śmiech.
- Mam cela, potrzebuję tylko amunicji. - wymamrotałam pod nosem.
- Daj mi spróbować. - powiedział Justin i trącił mnie lekko biodrem, żeby zrobić sobie miejsce.
Patrzyłam jak strąca trzy puszki, oszczędzając przy tym jeszcze jedną kulkę. Odwrócił się w moją stronę bardzo zadowolony z siebie z wielkim uśmiechem na ustach.
- Poluzowałam je dlatego ci się udało. - powiedziałam
- Tak, tak... - wręczył mi żółwia, którego wygrał.
- Dziękuję! - krzyknęłam pochylając się i całując go w policzek.
Już mieliśmy odchodzić, kiedy do JustinA podeszła mama ze swoją córeczką.
 Mała dziewczynka kurczowo trzymała kobietę za rękę i chowała się za jej nogami, spoglądając nieśmiało na Justina z roztwartą buzią.
- Przepraszam, że zawracam głowę, ale moja córka bardzo by chciała tego misia. - wskazała palcem na maskotkę z czerwoną kokardą na szyi
 - A ja jestem beznadziejna w te gry - wyszeptała z rezygnacją w głosie - Mógłby pan dla niej spróbować? Proszę...
- Jasne! - uśmiechnął się Justin.
Kobieta podała właścicielowi stoiska monety, a ten po raz kolejny wręczył Justinowi trzy piłeczki.
 Stałam razem z nimi i obserwowałam jak Justin prezentuje swoje umiejętności. Gdy wszystkie puszki znalazły się na ziemi zaczęłyśmy żywo klaskać.
 Odwrócił się uśmiechając. Podszedł do dziewczynki i przykucnął na jej wysokości.
- Proszę bardzo, skarbie. - z uśmiechem wręczył jej misia.
- Co się mówi? - powiedziała pochylając się nad nią jej mama.
- Dziękuję. - powiedziała swoim dziecinnym głosikiem.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Justin wyprostował się a kobieta chwyciła go lekko za ramię.
- Bardzo dziękuję. - powiedziała przyciszonym głosem.

Skinął głową, po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął w jakimś kierunku.
 Odwróciłam się i jeszcze raz zerknęłam na dziewczynkę, która mocno przyciskała do siebie nową zabawkę.
- To było na prawdę słodkie z twojej strony. - powiedziałam patrząc na niego z boku.
Mruknął coś niezrozumiale w odpowiedzi i opuścił głowę, ale zdążyłam zauważyć, ze lekko się zarumienił.


***
Może być? :D Komentujcie



czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział czterdzisty dziewiąty.



Selena's POV:

Oboje wsiedliśmy do samochodu.
- Co do chuja się stało?- zapytał Justin wskazując na moją zakrwawioną rękę
- Justin.. nic takiego. Zahaczyłam się o coś przy.. wyskakiwaniu z okna.
- Jedziemy do szpitala- oznajmił
- Jezuu... ty i ta twoja nadopiekuńczość, przecież nic mi nie jest, zabandażuje i będzie ok.
- Kurwa, Selena, martwię się o ciebie. Możesz trochę uważać? Przecież, gdyby ci się coś stało.. ja pierdole.
- Bieber, jakoś sobie radzę.
- No właśnie widzę- Chłopak przewrócił oczami i zawrócił w stronę domu.
Przez jakieś 10 miniut siedzieliśmy cicho. Justin patrzał się na drogę, co jakiś czas zerkając na mnie kątem oka. Bałam się cokolwiek powiedzieć.
- Po raz kolejny muszę ci podziękować- postanowiłam przerwać tą krępującą cisze. Chłopak zaśmiał się pod nosem. Zaparkowaliśmy w garażu i wyszliśmy z auta.
 Po wejściu do domu od razu udałam się do łazienki. Obmyłam całkiem dużą ranę i zawinęłam bandażem.
- Przepraszam- chłopak zaskoczył mnie obejmując mnie w talii.- Wiem, że nie powinienem tak na ciebie naskakiwać, ale zrozum mnie, naprawdę się martwię.
Zawiesiłam ręce na jego szyi patrząc się w jego duże karmelowe oczy.
- Od tego wszystkiego odechciało mi się spać, a byłem naprawdę bardzo zmęczony.- zaśmiał się
- No ja się nie dziwie, wróciłeś dopiero rano, jestem ciekawa co tam się działo u tej ,,Nicki''- powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo. - Albo w sumie nie.. nie chce wiedzieć- uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie ufasz mi?- zmarszczył czoło
Zaśmiałam się- Żartuje- przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej i otarłam się o jego usta.
- Co powiesz na to, żeby pójść gdzieś na obiad? Jestem głodny, a twoje dzisiejsze wyjście na zakupy, okazało się pechowe.
- Tak, chcę kebaba.
Justin zaśmiał się i pocałował mnie namiętnie. Zdjęłam ręce z jego szyi a on delikatnie złapał mnie za zabandażowany nadgarstek i złożył na nim kilka pocałunków.
Ta ręka jest jakaś pechowa- pomyślałam. Jest na niej pełno blizn, od wtedy kiedy.. chciałam sie zabić. A teraz jeszcze to. Też na pewno zostanie jakaś blizna- westchnęłam.
Pocałowałam chłopaka w nos na co on zaśmiał się.
- Jesteś taka słodka.- uśmiechnął się
Zmarszczyłam nos i ruszyłam w stronę garderoby.
- Skarbie, jak mam się ubrać?- krzyknęłam aby mnie usłyszał
- Obojętnie, we wszystkim wyglądasz pięknie. - wiedziałam, że właśnie się uśmiecha. Zaśmiałam się.
Przebrałam się w krótkie spodenki i w czarną skurzaną kurtkę. Odświeżyłam swój makijaż i uczesałam włosy w koka.
- Kochanie, jestem gotowa- powiedziałam idąc w jego strone.
Wyszliśmy z domu, Justin złapał mnie za rękę i udaliśmy się na miasto.
                                                                 ***

KOMENTUJCIE :C


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział czterdziesty ósmy.


Justin's POV:


Obudziłem się w jakimś dużym, ładnie udekorowanym pokoju. Spojrzałem na duży zegar wiszący na ścianie. Spałem tylko 3 godziny. Bardzo bolała mnie głowa i chciało mi się pić, tamtej nocy jeden drink zamienił się w 10 innych. Wstałem, ubrałem czapke i zszedłem po schodach na dół. Była tam Nicki i pare innych osób. Pożegnałem się z nią i wyszedłem udając się prosto do domu. Miałem nie być długo, a wróciłem rano, po drodze zastanawiałem się jak mogę to wszystko wytłumaczyć Selenie. Postanowiłem powiedzieć po prostu prawdę, zresztą chciałem żeby szła ze mną, ale ona nie miała ochoty. Moim jedynym marzeniem w tamtej chwili było położyć się do łóżka i porządnie wyspać.
Otworzyłem drzwi od domu. Wszedłem do środka wołając imie mojej dziewczyny. Odpowiedziała mi jedynie cisza. Wolnym krokiem udałem się do kuchni, w której znalazłem karteczke na której było napisane: Jestem w sklepie, niedługo będę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do lodówki. Napiłem się wody. Po jakimś czasie udałem się do łazienki, wykąpałem się. Minęło jakieś 30 minut, a Seleny nadal nie było. Chwyciłem za telefon i wykręciłem jej numer. Tak jak myślałem, zostawiła telefon w domu, zawsze zapominała go brać ze sobą, ,,Moja niezdara''- pomyślałem.
Po kolejnych 30 minutach czekania na nią, zacząłem się martwić. Przebrałem się i poszedłem do pobliskiego sklepu.
- Dzień dobry- powitał mnie uśmiechem pracownik marketu
- Dzień dobry, była tu może Selena?- zapytałem
- Owszem.. była.- odpowiedział jakoś niepewnie.
- Coś się stało?
- W sumie to nie... to znaczy tak- gubił się w swojej odpowiedzi- Jakoś 3 godziny temu robiła zakupy, gdy nagle wszedł jakiś chłopak i chciał obrabować sklep, ona go powstrzymała, a następnie wyszła.
Przestraszyłem się. 3 godziny? Mogło jej się coś stać, ten chłopak mógł ją porwać, albo coś. Wybiegłem ze sklepu, chciałem coś zrobić, ale nie wiedziałem jak. Wsiadłem w auto i jechałem przed siebie, w poszukiwaniu mojej pięknej i niewinnej dziewczyny.

Selena's POV:

Trafiłam do małego, szarego pokoiku. Czułam się jak w więzieniu, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Podeszłam do małego okienka i z trudem je otworzyłam. Wyjrzałam przez nie, odległość od ziemi nie była taka duża. Rozejrzałam się po okolicy, nie było tam żadnego człowieka, była to straszna dzielnica, mieszkały tam same ćpuny i alkoholicy. Chwyciłam torbę i usiadłam na parapecie. Chciałam już skoczyć, kiedy drzwi od pokoju się otworzyły, stał w nich Zayn.
- A gdzie panienka się wybiera?- zapytał idąc w moją stronę.
Szybko wyskoczyłam przez okno i zaczęłam biec przed siebie. Chłopak wybiegł przez drzwi i ciągle biegł za mną. Wybiegłam na ulicę i jakimś cudem, auto pędzące w moją stronę nagle się zatrzymało. Wyglądało znajomo. Przyglądałam się mu i zapomniałam o biegnącym za mną chłopaku. Złapał mnie za nadgarstek i poczułam ogromny ból. Spojrzałam się na niego, był cały zakrwawiony. Musiałam się zahaczyć o coś skacząc z okna.
Chłopak pociągnął mnie w swoją stronę, kiedy nagle drzwi od auta się otworzyły i wybiegł z niego Justin.
- Zostaw ją szmato.- w oczach Justina zauważyłam znany mi błysk. Zaczęły się robić coraz ciemniejsze pod wpływem złości. Zayn puścił mnie a ja chwyciłam Justina za rękę. Gdy na mnie spojrzał, jego oczy odzyskały karmelową barwę.
- Chodźmy- wydusiłam i przyciągnęłam go delikatnie do siebie.

                                                                                   ***

Przepraszam za tą długą przerwę :*

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział czterdziesty szósty.



Selena's POV:

Obudził mnie powiew świeżego powietrza. Delikatnie otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było. Przypomniało mi się, że Justin tej nocy był na imprezie. Ubrałam biały szlafrok i zeszłam po schodach na parter domu. Rozejrzałam się po salonie i kuchni, niestety nikogo nie było.No tak, pewnie został u Nicki- pomyślałam. Skierowałam wzrok na duży zegar wiszący na ścianie. 07:34. Wróciłam do kuchni i otworzyłam dużą, białą lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. - Kurde, trzeba iść na zakupy- powiedziałam sama do siebie i westchnęłam. Ubrałam się w białą bluzkę i jasne spodenki. Związałam włosy w kok, umyłam twarz i zęby i wyszłam z domu zakluczając za sobą drzwi. Będąc w niewielkim sklepie marketingowym, który znajdował się zaraz od naszego domu, sięgnęłam po liste z zakupami. Często byłam w tym miejscu sama, bo ten mały sklepik nie był zaopatrzony w dobrej jakości jedzenie. Zakreśliłam kilka produktów, które znajdowały się w moim koszyku i omijałam kolejne półki.
- Daj kase. - usłyszałam głośny krzyk - Daj ją!
Wyjrzałam zza półek i dostrzegłam wysokiego chłopaka z pistoletem w ręku którym celuje w sprzedawce.
- Człowieku odpuść.. - błagał
- Chcesz żebym strzelił? - powiedział z depresją w głosie. - wyciągaj pieniądze, już.
Sprzedawca otworzył kasę i wolno w niej grzebał. Miałam okazję aby przyjrzeć się sytuacji. Chłopak nie wyglądał groźnie. Miał włosy postawione na żelu, za dużą koszulkę, szare dresowe spodnie i trampki. Na jego ręku wisiała kolorowa bransoletka zrobiona ze sznureczków, na której widniał napis "Zayn".
Nie wiedziałam co robić. Kiedy za bardzo się wychyliłam, strąciłam łokciem szklaną butelkę. Po sklepie rozległ się głośny dźwięk, a chłopak od razu spojrzał w moją stronę. Wycofał się lekko do tyłu i skierował broń w moją stronę, obserwując uważnie kontem oka sprzedawce.
- Chodź tu - powiedział głośno .
Ścisnęłam wargi i stanęłam przed chłopakiem z podniesionymi rękami. Spojrzał na mnie od góry do dołu i zmarszczył brwi.
- Powiedziałem że masz wyciągać tą kase, tak? - zwrócił się do sprzedawcy, który stał nieruchomo.
- Dlaczego to robisz? - w końcu wydusiłam z siebie słowo.
- Hm? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem.
- Dlaczego tutaj jesteś? - mówiąc to, przybliżyłam się do niego o jeden krok.
- Co cie to interesuje? - odpowiedział z błyskiem w oczach.
Zauważyłam że sprzedawca korzystając z okazji, sięga po telefon.
- Odłóż to - powiedziałam do sprzedawcy. Chłopak skierował na niego wzrok i przybliżył pistolet patrząc prosto w jego stare oczy.
- Słyszałeś? Odłóż. - powtórzył, a kiedy starzec zrobił co mu kazaliśmy, znów spojrzał na mnie.
- No więc bardzo mnie to interesuje.
- A ty? Dlaczego to robisz?
- To znaczy?
- Wygląda jakbyś mi pomagała. - wzruszył ramionami.
- Bo nie chce żebyś sobie spieprzył życie. Jesteś młody. - Opuściłam ręce w dół i znów zrobiłam krok w przód.
- Moje życie już jest spieprzone. - skierował wzrok w dół
- Masz rodzinę?
- Mam.
- Chciałbyś ich zostawić samych?
- Nigdy.
- Więc odłóż ten pistolet. Zapomnimy o tym.
Chłopak spojrzał na swoją rękę, a później na przerażoną twarz sprzedawcy. Po chwili wachania, opuścił rękę w dół i schował pistolet w kieszeń.
- Ja...-rozejrzał się - ja przepraszam. - chwycił za klamkę i wyszedł pośpiesznym tempem.
- Dziękuje. Nie wiem co by się stało gdyby tutaj pani nie było - powiedział sprzedawca.
- Nie ma za co, ale proszę nie dzwonić na policję. On tutaj nie wróci. - odparłam i wyszłam ze sklepu, zostawiając gdzieś między półkami swoje zakupy.
Na ulicach było jasno i wiało pustkami. Rozejrzałam się i skręciłam w kolejną ulicę. Po chwili na swoim ramieniu poczułam dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka ze sklepu, który mi się przygląda.
- Wsiadaj - pokazał na samochód, który stał obok.
- Ale..
- Wsiadaj - przerwał ci.
Zrobiłaś jak kazał. To był kolejny moment w którym bałam sie o własne życie. Chłopak zatrzasnął za mną drzwi, a po chwili usiadł obok mnie, na miejscu kierowcy. Odpalił gaz i ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam niepewnie.
- Chyba nie myślisz że po tym co widziałaś, dam ci po prostu odejść? - odpowiedział, nie spuszczając wzroku z ciemnej ulicy.
Przełknęłam głośno śline, myśląc w co się właśnie wpakowałam i postanowiłam siedzieć cicho. Pytania ani błaganie o litość nic tutaj nie dadzą. Skoro mnie porwał, to znaczy że jest nie obliczalny. Modliłam się tylko, żeby Justin wrócił do domu, zauważył, że mnie nie ma i zaczął mnie szukać.
Po jakimś czasie, zatrzymaliśmy się przy małym domu, na dość ubogiej dzielnicy. Na widok popękanych okien, miałam ochotę przeznaczyć na nie całe swoje pieniądze. Rozejrzałam się dookoła i nawet nie zauważyłam kiedy chłopak czekał już na zewnątrz aż wysiąde. Otworzył mi drzwi, przez które wyszłam i zostawił samochód na trawniku obok domu.
Weszliśmy powoli do środka. Wyglądał on okropnie. Tania tapeta ze ścian, schodziła prawie że do podłogi a wilgoć dało się wyczuć biorąc mały wdech.
Po chwili z małego pokoju wybiegła dziewczynka, która podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła. Wziął ją na ręce i pocałował w czoło.
- Już nigdzie nie idę kochanie. - znów ją ucałował.
- Zayn. Jestem głodna. - chłopak spojrzał na mnie, a potem znów na dziewczynkę
- Ja też. Jutro zjemy normalny obiad, obiecuję. - przejechał dłonią po jej potarganych włosach i postawił na ziemię.
- Kto to jest? - dziewczynka wyszeptała Zaynowi i pokazała na mnie palcem.
- To jest moja koleżanka - odpowiedział, zerkając na mnie z zakłopotaniem - a to jest moja młodsza siostra, Jazzy. - dziewczynka spojrzała z poważną miną na chłopaka i tupnęła nogą - Ah tak - zaśmiał się - księżniczka Jazzy. Tobie też radzę tak na nią mówić, bo jak się obrazi to nie ma przebacz.
Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził do pokoju obok. Po chwili do mnie wrócił i podobnie jak dziecko, poprowadził mnie do pomieszczenia na przeciwko pokoju Jazzy.
Wyszedł z pokoju i zamknął mnie na klucz.


                                                                      ***
no

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział czterdziesty piąty.



Justin's POV:

Słysząc jej słowa uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Pocałowałem ją w policzek a ona zaśmiała się i usiadła okrakiem na moich kolanach opierając ręce na moich ramionach. Przybliżyła się o kilka centymetrów w stronę mojego ucha
- Tęskniłam- szepnęła
- Ja też- puściłem do niej oczko i położyłem ręce na dole jej pleców.
Patrzyłem się w jej jasno niebieskie oczy. Była piękna.
Usłyszałem dzwonek telefonu, leżącego obok mnie. Podniosłem go i przeczytałem wiadomość, którą wysłał mi Scooter.
- Kurwa Sel, muszę iść do studia nagraniowego.- westchnąłem- Zajebie go kiedyś, zawsze muszę być na zawołanie menagera-  ponownie przeniosłem wzrok na jej twarz.- Ale możesz iść ze mną- przybliżyłem twarz do jej.
- No nie wiem- próbowała się ze mną droczyć, ale i tak wiedziałem, że pójdzie.
Oboje wstaliśmy z kanapy, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszliśmy z domu.

Kiedy byliśmy na miejscu, weszliśmy do dużego budynku. Od razu przywitał nas Scooter, powiedział, że mamy chwilę poczekać, bo na razie studio jest zajęte.
Usiedliśmy na krzesłach niedaleko studia i cierpliwie czekaliśmy.
Drzwi zaczęły się otwierać.
- O kurwa, Nicki, siema- wstałem i podszedłem do niej.
http://24.media.tumblr.com/d1424c7b073db5245320e9be91ee3b87/tumblr_mot74uEVFn1ropwwko1_500.gif
- Justiiiiin- Nicki uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek.- Idziesz nagrywać?- uniosła brew czekając na odpowiedź.
- Tak.- odwróciłem się i zobaczyłem Selene siedzącą na krześle i wpatrującą się w nas z lekkim uśmiechem na twarzy.
- O Justin, widzę, że masz nową dziewczynę- Nicki pomachała Selenie, a ona zrobiła to samo.
- Jestem Selena- wstała i podała rękę dziewczynie, którą natychmiast uścisnęła. Chciała być miła.
- Słuchaj Justin- skierowała wzrok na mnie- Musimy coś razem nagrać- puściła do mnie oczko, reakcja Seleny była zniewalająca. Najwidoczniej była zazdrosna. Zaśmiałem się.
- No nie ma sprawy, zgadamy się jakoś.
- JUSTIN!! IDZIESZ?- zawołał Scooter.
- W razie czego masz mój numer, musimy lecieć- złapałem Selene za rękę i pociągnąłem delikatnie w stronę studia. Pożegnaliśmy się z Nicki i weszliśmy do środka.
- Poczekaj tu skarbie

Selena's POV:

Nicki Minaj jest o wiele ładniejsza na żywo niż na zdjęciach. Jest całkiem miła, aż za miła, zwłaszcza dla Justina. Usiadłam na fotelu i przez szklaną szybę patrzałam na Justina. Założył duże, czarne słuchawki i zaczął śpiewać w rytm melodii. Jego głos.... był niesamowity, pierwszy raz słyszałam jak mój chłopak śpiewa. Wiadomo, słuchałam jego piosenek wcześniej, ale nigdy na żywo. Widać było, że bardzo wczuwa się w to co robi.

Siedziałam tam dobre pare godzin, Scooterowi ciągle coś nie pasowało. Ale w końcu się udało, nagrał tą piosenkę i mogliśmy spokojnie wrócić do domu. W między czasie napisałam do Mejsi, że zostaję u Justina, że wszytko jest już w porządku. Odpisała:,, Nie ma sprawy skarbie, jutro będę na ciebie czekać <3'' uśmiechnęłam się tylko i schowałam telefon z powrotem do kieszeni.
Kiedy wracaliśmy samochodem, do Justina zadzwonił telefon. Odebrał i słyszałam tylko:
- Yhym, dobra, tylko na chwilę do domu wpadnę i od razu przyjeżdżamy, ok, cześć.
Rozłączył się i spojrzał na mnie.
- Jesteś zmęczona?- był taki troskliwy, była to jedna z najbardziej uciążliwych cech.
- Nie, nie jestem, a kto dzwonił, i jakie masz plany?- uniosłam brew pytająco.
- Nicki zaprasza nas na domówkę- oblizał usta patrząc na drogę.
Miałam wrażenie, że żołądek przewrócił mi się do góry nogami.
- Wiesz co, ja chyba zostanę w domu. - odwróciłam wzrok i spojrzałam się w boczną szybę.
- Czemu? Jak chcesz to ja też mogę zostać
- Nie- uśmiechnęłam się słabo, aby przekonać go aby szedł. W głębi serca chciałam, żeby ze mną został, ale przecież to jego życie.
Resztę drogi przesiedzieliśmy cicho. Jak byliśmy już w domu, powiadomiłam go, że wykąpie się i idę spać. Chłopak przebrał się w czarne spodnie, czarną bluzkę i fioletowe supry. Pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł z domu.

Justin's POV:

Wszedłem do domu Nicki, było w nim pełno znajomych ludzi. Z daleka zobaczyłem Nicki, wyglądała ślicznie, miała na sobie różową sukienkę. Podszedłem do niej.
- Cześć, a ty bez Sel...Seleny, czy jak jej tam..?
- Źle się czuła- musiałem skłamać, wiedziałem, że moja dziewczyna po prostu nie przepada za Nicki.
                     
                                                                                 ***
Nie umiem i chuj, ale komentujcie

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty czwarty.



Selena's POV:

Ubrałam się normalnie. Spodnie, trampki, bluzka. Nie miałam czasu wymyślać jakiś bardziej eleganckich stroi, chciałam po prostu szybko znaleźć się koło Justina i usłyszeć co ma mi do powiedzenia. Jak tylko myślałam o sytuacji, która miała się wydarzyć, mój żołądek przewracał się pare razy. Szybko wyprostowałam włosy i poprawiłam swój delikatny makijaż. Chwyciłam torbę. Pożegnałam się z Mejsi. Kochana powiedziała mi jeszcze, że wszystko będzie dobrze, i że zawsze jest i będzie ze mną. Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam. Było już lato, więc było jeszcze ciemno. Słońce nawet nie pokazywało, że ma zamiar zajść. Godzina 20:57, Justina jeszcze nie ma. Usiadłam na ławce niedaleko i rozglądałam się na wszystkie strony. Serce biło mi coraz mocniej, miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi.
Podjechało do mnie duże białe auto. Wstałam niepewnie, i powolnym krokiem szłam w stronę auta. Przed wejściem do niego wzięłam głęboki oddech.
- Cz....cześć- cała się trzęsłam
- Coś nie tak?- chłopak uniósł brew
- Nie- wymusiłam uśmiech.
Justin westchnął, co sprawiło, że ciarki przeszły po całym moim ciele.
- To pojedziemy do mnie.
- A nie mieliśmy jechać do restauracji?- zapytałam
- Mieliśmy- zaśmiał się- Ale zmieniłem zdanie- puścił do mnie oczko a ja zarumieniłam sie.
Czułam się jak kiedyś, jak dopiero zaczynaliśmy rozwijać naszą znajomość. Czyli tak.. niepewnie, wstydziłam się go.
Oboje wysiedliśmy z auta obok jego domu. Kiedy zamykałam auto i obróciłam się twarzą w stronę domu, przestraszyłam się. Justin stał zaledwie kilka centymetrów ode mnie.
- Boże Justin, przestraszyłeś mnie.
- Kocham Cię- rzucił szybko, a ja niekontrolowanie się uśmiechnęłam.
Złapał mnie za biodra i przybliżył jeszcze bardziej, łącząc nasze usta w pocałunku.
Byłam zaskoczona. To on nie chciał ze mną zerwać?
- C..c...co?- zapytałam niepewnie.
- Słyszałaś..- chyba bał się to powtórzyć
Zaśmiałam się i złapałam go za rękę.
- Wejdziemy do środka?- pokazałam palcem na Jego dom, który znajdował się przed nami. Chłopak przytaknął i oboje weszliśmy do środka. Usiadłam na dużej czarnej sofie i patrzałam na ruchy Justina. Poruszał się po kuchni szukając czegoś.
\- Chcesz coś do picia?- zapytał
- Yhym- uśmiechnęłam się delikatnie- Może być woda- puściłam do niego oczko.
Justin podał mi wodę, a ja napiłam się.
- Słuchaj..- zaczął- Przepraszam za wtedy.. ja.. nie panowałem nad sobą. Ale przysięgam, że to już nigdy się nie powtórzy- złapał mnie za rękę i delikatnie ją ścisnął.
- Justin...- chciałam coś powiedzieć, ale Justin mi przerwał
-Nie.. wiem, że jesteś zła, masz do tego prawo. Ale wiedz, że ja też cię kocham. I już tak zostanie, bez względu jaką decyzje podejmiesz.- w jego oczach było widać, że się przejmuje.
- Ale daj mi dokończyć- zaśmiałam się co najwyraźniej go zdziwiło.- Mówiłam ci już co do ciebie czuje- spojrzałam się w dół a na moich policzkach zaczęły pojawiać się czerwone wypieki.- I to się nie zmieniło. -czułam przeszywający wzrok Justina na całym moim ciele.


                                                                                ***
KRÓTKI ALE TRUDNO, LAPTOP ROZWALONY I CIĘŻKO MI SIĘ PISZE, TERAZ BĘDĘ RZADKO DODAWAŁA ROZDZIAŁY ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE PRAWIE W OGÓLE NIE MA MNIE W DOMU.

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty trzeci.



Selena's POV:

Przez ostatnie dni kontaktowałam się z Justinem tylko poprzez sms. Nie mogłam mu na razie spojrzeć w oczy, nie dałabym rady. Ciągle o nim myślałam, o tej nocy, kiedy powiedział, że też mnie kocha. Czy mówił prawdę?
Mieszkałam razem z Mejsi w jej domu, nie miałam gdzie się podziać, a ona zawsze potrafiła mi pomóc.


Wracałam z supermarketu. W dłoniach trzymałam siatki wypełnione różnymi zakupami. Zatrzymałam się na chwilę, położyłam zakupy na ławce i z mojej dużej, białej torby wyjęłam czarne słuchawki, które były już podłączone do mojego telefonu. Włożyłam je do uszu i włączyłam moją ulubioną piosenkę. Dźwięk muzyki zawsze sprawiał, że czułam się lepiej. Chwyciłam siatki, i z powrotem udałam się w stronę domu Mejs. Szłam przed siebie, wzdłuż szarego, wąskiego chodnika.Patrzałam się w dół, obserwowałam jak moje nogi poruszały się w szybkim tempie. Moje myśli przerwało uderzenie. Siatki wypadły mi z rąk. Podniosłam głowę, żeby zobaczyć co spowodowało moje zachwianie równowagi. Do oczu rzuciły mi się duże ramiona mężczyzny stojącego nade mną. Tatuaże idealnie podkreślały ich umięśnienie. Już wiedziałam kto stoi naprzeciwko mnie. Mój wzrok powędrował jeszcze wyżej i zatrzymał się na karmelowych oczach. Szybko wyjęłam słuchawki z uszu.
- Cześć piękna- powiedział pewnie Justin patrząc mi w oczy.
- Mógłbyś mnie tak nie straszyć?- fuknęłam wściekła i zaczęłam zbierać zakupy z ziemi i wkładać je z powrotem do siatek. Justin po chwili zrobił to samo.
- Dobra, będę pamiętał- puścił do mnie oczko po czym kontynuował- Moglibyśmy pogadać?
Moje serce stanęło co najmniej na 2 sekundy. To pytanie brzmiało tak.. wieloznacznie.
- T..t..teeraz?- głośno przełknęłam ślinę
- Nie, przyjadę po Ciebie o 21- rzucił pewnie
Kiwnęłam głową potwierdzająco i wstałam. Wyjęłam rękę aby Justin oddał mi część moich siatek.
- Podprowadzę Cię.- powiedział
- N..nie, Mejsi mieszka niedaleko, poradzę sobie.
- Na pewno?
- Tak- uśmiechnęłam się słabo.
Chłopak przekazał mi reklamówki.
Pomachałam mu niepewnie i ruszyłam dalej.
Całą drogę powrotną myślałam o Justinie. Na myśl tego, że chciał dzisiaj ze mną pogadać, mój żołądek przewracał się pare razy.
- Mejsi- zawołałam kładąc zakupy na stole.
Weszłam do jej pokoju i zastałam ją siedzącą przy laptopie.
- Coś się stało?- zapytała widząc mój wyraz twarzy.
- Spotkałam Justina- zrobiłam krótką pauzę- Umówiłam się z nim na dzisiaj, chce ze mną- przełknęłam ślinę- Pogadać...
Mejsi zrobiła duże oczy
- O..o której?
- O 21 ma po mnie przyjechać.
Cisza. Nic więcej nie powiedziała. Usiadłam na łóżku i spojrzałam się na nią.
- Myślisz...myślisz, że to już koniec?Że chce mi powiedzieć, że już nic do mnie nie czuje?
- Nie martw się, będzie dobrze- próbowała mnie pocieszyć.


                                                            ***
Przepraszam, że krótki, ale część klawiatury w laptopie mi nie działa, więc było mi bardzo trudno. Dzięki za przeczytanie :*

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty drugi.



Selena's POV:

Weszłam do domu Mejsi. Nie było jej, ale na szczęście na wszelki wypadek dała mi klucze. Rzuciłam torebkę na stół i w szybkim tempie zdjęłam bluzę. Łzy nie przestawały lecieć mi z oczu.  Mimo że wciąż byłam cała rozdygotana, to mój stan był nieporównywalny z tym, kiedy opuściłam mieszkanie Justina.  Nie miałam ochoty, żeby ktokolwiek na mnie patrzył w takim stanie, więc zamiast zatłoczonego autobusu wybrałam pieszą podróż do domu. Lekki wiatr zdawał się koić moje nerwy, przy okazji osuszając mokre od płaczu policzki. Bez przerwy zadręczałam się tym co zostało powiedziane, a raczej tym co nie zostało powiedziane. Usiadłam na zimnej posadzce i zaczęłam rozwiązywać swoje buty. Pragnęłam tylko jednej rzeczy, znaleźć się w moim łóżku i jakimś cudem odpędzić od siebie to wszystko co się stało, odpłynąć w nieświadomość. Moja uwaga została natychmiast odwrócona, kiedy usłyszałam gwałtowne walenie w drzwi wejściowe. Kompletnie się tego nie spodziewałam, dlatego głośny dźwięk sprawił, że lekko podskoczyłam.
Natychmiast się podniosłam i szybszym krokiem podeszłam do drzwi i z lekkim trudem je otworzyłam.
Przede mną stał zdyszany Jaden.
- Jaden? Co się dzieje?
Jego ręka oplotła moje ramie.
- Musisz iść ze mną.- rzucił szybo.
- Co się stało? Coś z Justinem?- moje serce biło coraz szybciej a klatka piersiowa poruszała się w szybkim tempie.
Mój głos zdecydowanie zdradzał wszelkie oznaki lekkiej paniki, załamując się kiedy z trudem zadawałam ostatnie pytanie. Mój Boże... Justin.
- Chodź ze mną, wytłumaczę ci wszystko po drodze.
Nie czekając dłużej chwyciłam klucze z torebki i szybko zamknęłam za sobą drzwi. Ruszyłam za Jaden'em prosto do samochodu, który cały czas podczas naszej krótkiej rozmowy, stał z odpalonym silnikiem na poboczu. Wskoczyłam na miejsce pasażera, auto już pędziło ulicą zanim zdążyłam zapiąć swój pas. Ze zniecierpliwieniem patrzyłam na Jaden'a, żeby w jakiś sposób wytłumaczył mi to, co się właśnie dzieje.
- Sel, on stracił nad sobą panowanie. Wyszedł szukać Jacoba.- Mogłam się domyślić, że Jacob, to ten obrzydliwy facet, który dal upust swojej złości na mojej twarzy.
Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę, a palce mocno zacisnęły na materiale siedzenia, kiedy dotarły do mnie jego słowa.
- Jaden. - wiedziałam, że to jeszcze nie wszystko, dlatego chciałam żeby kontynuował.
- Znalazł go.
Nigdy, w całym moim życiu, nie doświadczyłam takiej jazdy samochodem. Serce podchodziło mi do gardła, a puls przyspieszał jak oszalały. Jaden nie zdejmował nogi z gazu. Dotarliśmy na miejsce. Jak tylko samochód stanął w miejscu, momentalnie z niego wyskoczyłam i pobiegłam w stronę wejścia do nieznanego mi baru, do którego jak wcześniej powiedział mi Jaden, swego czasu, często przychodził Justin. Ilość bójek wywołanych spożyciem alkoholu, skutecznie odciągnęła mnie od jego picia na całą resztę mojego życia.
- Sel, czekaj!
Moje dłonie mocno popchnęły ciężkie drzwi. Przeciskałam się miedzy ludźmi, śmiali się, rozmawiali.. Moje oczy desperacko wypatrywały chłopaka z karmelowymi oczami. W tamtej chwili najmniej obchodziło mnie to, że moje wyznanie nie zostało odwzajemnione przez Justina. Pragnęłam jedynie znaleźć go i powstrzymać, zanim zdąży zrobić coś głupiego.
W jednej chwili mój wzrok zawisł na dwóch wysokich mężczyznach. Wiedziałam, że to był Justin. Mimo, że jego idealne włosy ukryte były pod kapturem ciemnej bluzy, to jego postawna sylwetka, była czymś z czym byłam bardzo dobrze zaznajomiona. Duże dłonie zaciśnięte były na koszulce Jacoba ciągnąc go przy ścianie wąskiego korytarza w stronę wyjścia przy łazienkach. Byli praktycznie tego samego wzrostu, budowę ciała też mieli podobną, ale Jacob był niczym w porównaniu z pięknym mężczyzną, który aktualnie mierzył go lodowatym spojrzeniem.
Podskoczyłam, kiedy Justin podniósł Jacoba z jego pochylonej pozycji, tylko po to, by zaraz przycisnąć go z wielką siłą z powrotem do ściany. Ręka na moim ramieniu odwróciła moją uwagę od przerażającego widoku. Jaden podążył za moim wzrokiem, dostrzegając swojego przyjaciela, niezważającego na nic, całkowicie skupionego na osiłku, którego ciągnął wzdłuż zaciemnionego korytarza. Ruszyłam za nimi, żaden z nich nie miał pojęcia, że ja i Jaden tam jesteśmy. To znowu się działo. Justin znowu stracił nad sobą panowanie. ZNOWU
Drzwi ewakuacyjne otworzyły się z hukiem uderzając o zewnętrzną ścianę. Zimne, nocne powietrze wypełniło wąski korytarz. Szłam za Jaden'em, który szybko mnie wyprzedził. Nie zdążyłam całkiem wyjść z pubu, zanim Justin wymierzył mocny cios w brzuch Jacoba, na co ten zgiął się w pół i zachwiał na własnych nogach.
- Jesteś pierdolonym śmieciem. - wycedził przez zęby Justin - Jaki facet bije kobietę?!
Jaden starał się wepchnąć mnie z powrotem do baru, powtarzając pod nosem, że nie powinien był mnie tam przywozić. Nie ruszyłam się z miejsca, nie mogłam oderwać wzroku od tego co działo się przede mną. Dłoń Justina zacisnęła się na ramieniu Jacoba, przytrzymując go w miejscu, kiedy gwałtownie uniósł kolano wymierzając kolejny, bolesny cios w brzuch wytatuowanego mężczyzny.
- Błagam cię, Jaden. Powstrzymaj go.-wyjąkałam pewna siebie
Stałam, cała się trzęsąc, kiedy chłopak, który potrafił być tak delikatny i opiekuńczy z wielkim impetem posyłał kolejne uderzenia na osłabionego już faceta, który przyprawił moją skórę o kilka siniaków. Jacob wydawał się taki potężny, kiedy stał na przeciwko mnie. Teraz wcale nie przypominał tego samego człowieka, który był wtedy w łazience. Zwijał się z bólu i słaniał na nogach, kiedy pięść Justina bez przerwy lądowała na jego szczęce.
Jaden od razu posłuchał mojej prośby, chwytając bruneta za ramię i starając się go odciągnąć. Obserwowałam jak Justin odpycha go od siebie. Był zbyt zaabsorbowany chęcią sprawienia bólu swojemu przeciwnikowi, żeby zorientować się kto stara się go powstrzymać. Tym razem Jacob otrzymał silne kopnięcie w ramię. Zawył z bólu, powoli staczając się w agonię. Nie zdziwiłabym się gdyby wyszedł z tego z kilkoma złamanymi kośćmi. Jeżeli w ogóle by z tego wyszedł. To w jaki sposób Justin się nad nim pochylał, było czymś przerażającym.
Nie dużo brakowało i to wszystko zaszłoby za daleko. Ruszyłam w stronę trzech mężczyzn, zdesperowana żeby coś zrobić, cokolwiek. Stanęłam w pół kroku, kiedy Jaden zatrzymał mnie ręką i bezgłośnie powiedział, żebym się odsunęła.
- Wykończę cię, kurwa! - krzyknął Justin.
Dłonią zakryłam usta, żeby powstrzymać wydostające się z nich łkanie. Wściekłość bijąca od Justina wywołała ciarki na całym moim ciele. Tym razem Jaden był bardziej stanowczy.
- Stój! Justin, uspokój się, Selena się ciebie boi.
Znajomy odcień brązu spoczął na mojej twarzy, kiedy Jaden siłą odwrócił Justina w moją stronę. Przez ułamki sekund wyglądał na kompletnie zagubionego, zanim jego rysy ponownie się zaostrzyły.
- Zabierz ją stąd. Nie chcę żeby na to patrzyła.
Gorączkowo pokręciłam głową, a ciemne włosy opadły na moją twarz.
- Stracisz ją. Justin, stracisz najlepszą rzecz, jaka przydarzyła się w twoim życiu, jeżeli teraz nie przestaniesz!
Z kostek jego palców kapała krew. Jej czerwień symbolizowała niebezpieczeństwo. To co wszyscy dookoła mi powtarzali. Justin był niebezpieczny. Był kompletnie wyzuty z emocji, kiedy tępo wpatrywał się w moje oczy. Słowa Jadena wyznaczyły jakąś niewidzialną barierę, która powstrzymywała Justina od zadania kolejnego ciosu, który z pewnością pozbawiłby Jacoba przytomności. Podczas gdy uwaga Justina została na moment odwrócona, ten znalazł sposobność ucieczki. Chwiejąc się podniósł z ziemi i niepewnym krokiem ruszył w kierunku głównej drogi. Przez cały ten czas Jacob nie odezwał się ani słowem. Może wreszcie dotarło do niego, że nigdy nie wygra. Gdyby nie ja i Jaden to z całkiem prawdopodobnym jest, że opuścił by to miejsce w czarnym worku.
Justin z całej siły przytrzymywany był, żeby tylko nie odwrócić się w stronę wytatuowanego mężczyzny. Jaden mocno trzymał go za ramiona. Nie zniósłby widoku uciekającego Jacoba. Pragnął jedynie wyrządzić mu jak największą krzywdę. Nawet z dość odległego miejsca w którym stałam, słyszałam jak powtarzane jest moje imię. Jaden starał się go uspokoić, zapobiec kolejnej fali złości, która w każdej chwili mogła nadejść.
Mijały kolejne minuty, czułam tylko strach. Słyszałam jak oddech Justina powoli się uspokaja. Jaden puścił jego ramiona, wtedy Justin na mnie spojrzał. Poczułam pogardę do samej siebie, kiedy zrobił krok w moim kierunku, a ja bezwiednie cofnęłam się, żeby nie mógł się zbliżyć. Chłopak z niepokojem spojrzał na Jadena który momentalnie stanął przy moim boku.
-M...móglbyś..mógłbyś zawieść mnie do Mejsi?- powiedziałam cicho w stronę Jadena. Ten pokręcił głową w potwierdzeniu i złapał mnie za ramię.
Instynktownie przesunęłam się za wysoką sylwetkę Jadena, uciekając od zrozpaczonego wzroku mojego chłopaka. Zraniło go to. Bolało go, że czuje się bezpieczniejsza z kimś innym niż on.
Jaden przesunął się o parę kroków i stanął przed Justinem. Powiedział coś do niego. Zdołałam usłyszeć tylko: Ona potrzebuje czasu, będzie dobrze. 
Powiew wiatru osuszał moje łzy. Justin wyciągnął rękę w moją stronę, ale ja..ja nie mogłam jej złapać. Opuściłam głowę w dół na co on zaczął iść powoli w moją stronę. Odsunęłam się i chciałam schować za ścianą. Nie miałam siły teraz z nim rozmawiać. Gdy szłam w stronę budynku, ponieważ chciałam schować się i spokojnie poczekać na Jadena usłyszałam krzyk Justina- Ja też cię kocham
Stanęłam w miejscu. Te słowa ucieszyły mnie, bo myślałam, że Rowdy.. już mnie nie kocha. Myliłam się. Odwróciłam się do niego przodem i spotkałam jego wzrok na mojej twarzy. Nie panując nad sobą podbiegłam do niego i pocałowałam delikatnie w policzek. Zdążyłam zauważyć jego uśmiech, kiedy razem z Jadenem udaliśmy się do jego samochodu. 

                                                                       ***

KOMENTUJCIE!!!

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty pierwszy.


Selena's POV:


- Nie dokładnie taką rozmowę miałam na myśli. - zmarszczyłam brwi cały czas obserwując jego ruchy.
Wiedziałam co zaraz się stanie, kiedy jego duże dłonie powędrowały na moją talię. Nie udało mu się, od razu odstawił mnie na ziemię, kiedy zaczęłam wykręcać się z jego uścisku. Zrobiłam krok do tyłu, żeby złapać równowagę, zanim całkiem zmniejszyłam dystans między nami, chwytając go za ramiona i odpychając do tyłu.
- Przestań! - ledwo powstrzymywałam płacz - Przestań się tak zachowywać! Nie traktuj mnie jak małe dziecko, które za każdym razem możesz po prostu podnieść i odsunąć na bok, kiedy nie masz ochoty ze mną rozmawiać.
Moja klatka unosiła się i opadała w szybkim tempie. Justin nie zwrócił na to uwagi. Mocno zacisnęłam oczy, kiedy przeszedł obok mnie, lekko trącając moje ramię. Czułam jego rosnące poirytowanie, kiedy ruszyłam za nim do salonu. Siedział na kanapie.
W niedowierzaniu obserwowałam jak sięga po pilota i włącza telewizor. Zmieniał kanały kilkakrotnie, aż w końcu zaczął oglądać jakiś mecz. No chyba sobie żartował...
- Justin.
Zmarszczka na jego czole znacznie się pogłębiła, kiedy wlepiał nieobecny wzrok w ekran telewizora. Stanęłam przed nim.
- Nie jesteś przezroczysta. - odparł.
- Mam to gdzieś. - rzuciłam surowym tonem.
Głos dobiegający z telewizora zdawał się irytująco dudnieć, kiedy czekałam na jakąkolwiek reakcję. Jego chłodny wzrok spoczywał na moim ciele, dopóki nie odwróciłam się wyłączając telewizor.
- Porozmawiaj ze mną.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! - krzyknął nagle.
Serce mocniej zaczęło mi bić, kiedy podniósł głos, fatalnie przygotowałam się do odpowiedzi na to pytanie.
- Bo chciałam cię chronić! Jeden jedyny raz to ja chciałam cię obronić. Zagroził, że cię zabije jeśli komukolwiek powiem.
Moje ciało nie współpracowało ze mną tak jakby chciała, łzy zaczęły kapać z policzków i gdy tylko je poczułam momentalnie wytarłam twarz. Kiedy Justin podniósł się z miejsca zrobiłam krok w tył, przestraszyłam się. Drogę zablokowała mi półka z telewizorem. Nie pojmowałam tego, jak bardzo przerażający mógł być Justin, jeśli tylko chciał.
- Sam mogę o siebie zadbać! Czego z pewnością nie można powiedzieć o tobie.
Zapłakałam głośniej ze zdenerwowania. Jak on śmiał. Doskonale radziłam sobie sama, zanim pojawił się w moim życiu.
- Nie powiedziałam ci, bo nie mogłam znieść myśli, że cokolwiek może ci się stać! - wrzasnęłam - Na litość boską, Justin. Nie powiedziałam ci, bo cię kocham!
Jego oczy były szeroko otwarte. Nie spodziewał się moich słów. Justin stanął w drzwiach próbując ułożyć jakieś sensowne zdanie.
-I...idę do Mejsi- powiedziałam pewniej siebie.
Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych .
- Selena- wyjąkał Justin
Zaklęłam pod nosem na głos jego ochrypłego szeptu, słyszalnego tuż za mną. Szarpnęłam drzwi, które otworzyły się .  Łzy kapały na moją koszulkę, kiedy zatrzasnęłam drewnianą powłokę, pospiesznie siłując się z metalowym zabezpieczeniem.
Chwilę później stałam na zewnątrz. Ciemne drewno stanowiło barierę między mną a Justinem. Ledwo dotarłam do połowy schodów, kiedy wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Opadłam z sił i usiadłam na schodku. Co, do diabła, się właśnie wydarzyło? Wyznałam mu miłość i uciekłam. Nie byłam w stanie pozbierać myśli. Miałam w głowie totalny bałagan. Mój rozbiegany umysł torturował mnie jednym pytaniem. Dlaczego nie odpowiedział? Czemu nie powiedział, że mnie kocha?
Dźwięk otwieranych drzwi przywołał mnie do teraźniejszości. Szybko otarłam dowód moich rozdartych emocji i odwróciłam głowę do tyłu. Justin stał na górze schodów desperacko wpatrując się w moją twarz.  Ściągnęłam ramiona, kiedy ruszył w moją stronę. Zmusiłam się żeby wstać, niechętne do współpracy nogi powiodły mnie wzdłuż chodnika. Chciałam znaleźć się jak najdalej domu, z którego właśnie wyszłam.
- Selena! - usłyszałam jego krzyk - Selena, poczekaj!
I po raz drugi w przeciągu kilku ostatnich dni, uciekłam od niego.

                                                                                   ***

Krótki, ale trudno ;/

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty.



Justin's POV:

Obudził mnie powiew zimna z otwartego okna. Ciepło drugiej osoby, które czułem przez całą noc gdzieś znikło.Wciąż jeszcze lekko zaspany, rękami starałem się odnaleźć Selene. Nie było jej, wtedy przypomniałem sobie wszystkie wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Alkohol, krzyki, strach i siniaki na twarzy mojej dziewczyny. Nie mogłem dłużej się jej opierać, kiedy podczas snu, wtuliła się w moje ciało, delikatnie splotłem nasze palce.
Usiadłem na łóżku, światło dzienne raziło mnie w oczy. Serce zaczęło mi bić mocniej, kiedy rozejrzałem się po pokoju, żeby ją znaleźć. Odsunąłem pościel i wstałem z łóżka, ruszając prosto do drzwi łazienki.
Żałowałem tego, że na nią krzyczałem, że ją przestraszyłem.
Nie było jej w łazience. Gdzie ona mogła sobie pójść?
Byłem wściekły, pijany. Jej decyzja o tym, żeby nie poinformować mnie kto zrobił jej krzywdę, była dla mnie czymś kompletnie niezrozumiałym. Jak niby miałem ją chronić, skoro o niczym mi nie mówiła? Kiedy zobaczyłem jej twarz poprzedniego wieczoru, zdałem sobie sprawę, że Harry mówił prawdę.
Ruszyłem do kuchni mając nadzieję, że znajdę tam Selene. Pusto. Drzwi do salony były otwarte. Chwyciłem się framugi i wetknąłem głowę do środka pokoju, żeby się rozejrzeć. Już miałem się cofnąć, gdy kątem oka zauważyłem jej ciemne włosy. Siedziała na parapecie, kolana mocno przyciskając do klatki piersiowej. Patrzyła tępo przez okno obserwując zabiegany świat na zewnątrz. Małymi dłońmi oplatała swój kubek podnosząc go właśnie do ust sącząc parujący płyn. Musiała wyczuć moją obecność, bo zaraz odwróciła głowę w moją stronę. Głębia jej niebieskich oczu zawisła na mojej twarzy. Jej twarz ciągle wyglądała na obolałą. Spuchnięta warga, siny policzek. Moja piękna, załamana dziewczyna.
- Zrobiłam ci herbatę...- powiedziała niepewnie
Przyglądałem jej się, miała na sobie moją ciemną koszulę w kratę.
- Już pewnie wystygła- kontynuowała- ale nie chciałam cię budzić
Nie odezwałem się, a ona przeniosła swój wzrok na końce swoich długich włosów i zaczęła się nimi nerwowo bawić. Zeszłej nocy słyszałem niezliczoną ilość razy jak płakała, jej łzy moczyły mój tors, kiedy cicho szlochała, ale nie mogłem nic zrobić. Selena wiele razy starała mi się zamydlić oczy, ale teraz całkiem się tego nie spodziewałem. Dlaczego mi nie powiedziała?
- Dzięki- odparłem cicho.


Selena's POV:

To już powoli robiło się śmieszne. Minęły dwa dni od naszej ostatniej rozmowy. Myślałam, ze Justin potrzebuje chwili przerwy, żeby ochłonąć bo komunikował się ze mną na poziomie minimalnym. Byłam zmęczona jego niedojrzałym zachowaniem. Tak, zataiłam przed nim pewne informacje, ale to co wyprawiał było po prostu głupie. Zamykał mnie w swoim bezpiecznym mieszkanku i mimo to nie mógł przemóc się żeby ze mną normalnie porozmawiać, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nie miałam zamiaru dać nadal się ignorować. Nawet jeśli to oznaczało karczemną awanturę, trudno, niech nie oczekuje że kolejny dzień będę kluczyć koło tematu jak po polu minowym. Kiedy chłopak wynurzył się z pomieszczenia natychmiast zastąpiłam mu drogę, odważnie stając przed jego wysoką sylwetką. Zrobiłam krok w bok, kiedy Justin próbował mnie wyminąć, nie pozwalając mu ruszyć się z miejsca. Zacisnął szczękę i zmarszczył brwi, a jego oczy lekko pociemniały. Był zły. Bez trudu wywoływał przytłaczające uczucie swoim wzrostem, dodatkowo przeszywając mnie palącym wzrokiem. Starał się mnie onieśmielić, ale przemogłam swój strach. - Porozmawiaj ze mną. - powiedziałam.
Jego spojrzenie złagodniało na ułamek sekundy, nie spodziewał się mojej stanowczości. Wrócił do swojej poprzedniej postawy i znowu poruszył się żeby mnie ominąć.
- Odsuń się, albo ci pomogę. - rzucił niskim, przepełnionym groźbą głosem.
Dlaczego był taki oziębły?

                                                                      ***
Przepraszam, że dzisiaj taki krótki. Następny będzie dopiero w niedziele, bo wyjeżdżam :C chyba, że jutro uda mi się jakoś, przed wyjazdem..

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział trzydziesty dziewiąty.



Selena's POV

Podskoczyłam siedząc w aucie, słysząc nagły dźwięk dzwoniącego telefonu. Odszukałam go w swojej torebce i podniosłam prosto pod twarz, żeby zobaczyć kto dzwoni. Spojrzałam na Mejsi a ona pomachała ręką, namawiając mnie żebym odebrała. Nacisnęłam zielony guzik i podniosłam telefon do ucha.
- Cześć, piękna.
Bezwarunkowy oddech, który zaczerpnęłam odbił się bólem w mojej piersi. Ostatnia osoba, która tak się ze mną witała, dała upust swojej złości na mojej twarzy.
- Selena? Skarbie, wszystko w porządku? - zabrzmiał jego niski, zaniepokojony głos
Powstrzymałam cichy płacz próbując zachować spokój.
- W...wszystko dobrze.- odpowiedziałam raczej mało przekonująco.
Przez chwile panowała cisza.
- Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę.- wyczułam, że się uśmiecha- Czujesz się już lepiej?- ton jego głosu w magiczny sposób koił moje nerwy
- Troszkę.
- Przyjadę po ciebie jutro rano- moje oczy rozpostarły się szerzej. Zaczęłam panikować. Justin nie mógł zobaczyć mnie w takim stanie. Słowa obcego mężczyzny odbijały się echem w mojej głowie. Nie mogłam pozwolić, żeby ktokolwiek skrzywdził mojego chłopaka, więc musiałam zataić przed Justinem niektóre informacje.
- N..nie. Zostanę trochę u M...Mejsi, jej rodzice wyjeżdżają, a ona nie chce być sama.
- Aha, no dobra- rozczarowanie w jego głosie łamało mi serce. - Jesteś pewna, że wszystko jest w porządku? Brzmisz jakbyś była zdenerwowana. - odgłosy w tle zaczęły słabnąć, i zdałam sobie sprawę, że chłopak przeniósł się do cichszego miejsca, żeby móc ze mną spokojnie porozmawiać.
- Nie.... nie. Po prostu źle się czuję i jestem zmęczona.- skłamałam kompletnie pomijając wcześniejsze wydarzenia. Nie musiał wiedzieć.
- No dobrze, jakby coś się działo, to dzwoń.
- Justin...- nagle zmieniłam temat, przypominając sobie o Miley- Ufam ci.- dokończyłam a mój oddech przyspieszył.
- Chodzi o Miley?- moja cisza była odpowiedzią- Nie masz się o co martwić.
Uśmiechnęłam się słabo. Zakończyliśmy rozmowe, przez ten czas zdążyliśmy przyjechać do domu Mejsi. Pożegnałyśmy się z Harrym.




Nie wychodziłam z łóżka przez dwa ostatnie dni, jedyne czego chciałam to zostać tam. Mejsi starała się mną opiekować, ale ja nie potrzebowałam współczucia. Kiedy wreszcie odważyłam się podejść do lustra i oszacować obrażenia na mojej twarzy, widok niemal wbił mnie w ziemie. Dolna warga wciąż była mocno opuchnięta a linia szczęki oznaczona była dużym siniakiem. To, że moje policzki znowu stały się mokre, nawet mnie nie zdziwiło. Łzy nie wysychały z nich przez ostatnie dni. Poczułam przeszywający ból, kiedy lekko wyprostowałam ręce. Były pokryte różnych rozmiarów plamami, które miały siny kolor.
Podskoczyłam lekko, gdy usłyszałam wibrację telefonu, na drewnianej półce stojącej koło łóżka. Chwyciłam urządzenie w drżące palce, i zamarłam kiedy nazwa dzwoniącego wyświetliła się na ekranie. Wzięłam głęboki oddech, musiałam się uspokoić.
- Selena?
- Cześć Justin- odezwałam się cicho
- Jak się czujesz?
- Już w porządku
- Później po ciebie przyjadę- powiedział zdecydowanie
Jego słowa spowodowały panike w moim umyśle. Ostatnią rzeczą jakiej chciałam to to, żeby do mnie przyjechał. Nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie.
- Nie, nie. Dzisiaj czuję się o wiele lepiej, nie musisz mnie odwiedzać- rzuciłam szybko na jednym wdechu.
- Nie obchodzi mnie to. I tak przyjadę- powaga i siła jego głosu wywołały ciarki na moich plecach.
- Ja...ja przyjadę do ciebie.- odparłam cicho.


Stanęłam ostatni raz przed lustrem. Mój widok przyprawiał mnie o mdłości.
Nie ważne jak wiele warstw makijażu nałożyłam na twarz, ciemne siniaki i tak prześwitywały. Nie miałam pojęcia jak zakryć rozcięcie na mojej wardze. Moje oczy były lekko opuchnięte od płaczu, który nie pozwalał mi zasnąć. Byłam w rozsypce. Ostatni raz rzuciłam okiem na moje odbicie zanim chwyciłam torebkę i wyszłam z domu Mejsi. Weszłam do jej auta, zaraz po mnie Mejs zrobiła to samo. Zawiozła mnie przed dom Justina. Wyszłam z samochodu i pomachałam dziewczynie. Mimo, że bardzo chciałam opóźnić moment spotkania z Justinem, to ciemna noc zaczynała mnie przerażać. Ruszyłam szybkim krokiem wzdłuż chodnika i weszłam po paru schódkach zatrzymując się przy drzwiach Justina. Wiedziałam, że będzie na mnie czekał. Przeczesałam ręką włosy pozwalając, żeby nieco opadły na posiniaczony policzek. Zawahałam się lekko zanim zapukałam do drzwi. Otworzył je szybko. Popatrzył na mnie w ciszy i odsunął się na bok pozwalając mi wejść do środka. Justin stanął do mnie tyłem zamykając drzwi. Nerwowo bawiłam się ramiączkami torebki, słysząc tylko jego głęboki oddech, jakby przygotowywał się żeby stanąć ze mną twarzą w twarz. Kiedy to w końcu zrobił, nie trudno było dostrzec bólu w jego oczach, które wędrowały po moich rysach. Mocniej zacisnęłam pasek torebki, kiedy powoli uniósł dłoń i odgarnął ciemne fale włosów, które zasłaniały mój policzek. Obserwowałam jak lekko przekrzywia głowę w bok, żeby mieć lepszy widok. Jego spojrzenie było przepełnione smutkiem, kiedy jego palce ostrożnie podnosiły mój podbródek. Był taki cichy, nienormalnie cichy.
- Co ci się stało?- prawie wyszeptał.- Starałaś się to ukryć- przejechał kciukiem po siniaku, gdzie nałożyłam najgrubszą warstwę makijażu. Starałam się odwrócić twarz, ale Justin powstrzymał mnie. Opuszkami palców delikatnie dotknął mojej dolnej wargi.
- Nie chciałam cię martwić... upadłam. To był wypadek
Bardzo trudno było mi mierzyć się z jego przenikającym spojrzeniem. Jego oczy zaczęły ciemnieć. Zmarszczył brwi, jego szczęka zacisnęła się w odpowiedzi na moje słowa. Złość. Moje ręce zaczęły coraz bardziej się trząść kiedy przeniósł swój dotyk z mojej twarzy i zbliżył się, całkowicie zmniejszając dystans między nami. Ledwo oddychałam gdy poczułam jego usta na skórze mojej szyi. Stykaliśmy się klatkami, kiedy przeniósł je do mojego ucha.
- Chyba nie myślisz, że jestem na tyle naiwny, żeby uwierzyć w to gówno, prawda?- powiedział ochrypłym głosem
Rozchyliłam usta a moje oczy otworzyły się szerzej. Justin wiedział.
Odsunął się ode mnie
- Nie wiem co mnie złości bardziej. Fakt, że nie powiedziałaś mi sama... czy to od kogo się dowiedziałem..- na jego twarzy pojawił się grymas.
Jego słowa zawisły w powietrzu, nie byłam w stanie się odezwać.
- Selena, zostałaś zaatakowana- zabrzmiał jego niski głos- On cię kurwa uderzył!
Nagła zmiana głośności w jego wypowiedzi sprawiła, że podskoczyłam. Z moich oczu natychmiast zaczęły lecieć łzy. Nadal staliśmy w korytarzu.
- Harry mi powiedział.
Skrzywiłam się kiedy sylwetka Justina przeszła tuż obok mnie. Momentalnie ruszyłam za nim, ale stanęłam w bezruchu, kiedy dotarłam do kuchennych drzwi. Stał przy zlewie, miał opuszczoną głowę.
- Muszę się napić- wymamrotał do siebie
Moje serce przeszedł dziwny ból, jak obserwowałam jak odwraca się i chwyta butelkę wódki i nalewa do szklanki. Kiedy z trzaskiem odstawił pustą szklankę na blat zrobiłam niepewny krok w tył. Justin odwrócił się szybko w moją stronę. Wpatrując się we mnie ciemnym wzrokiem zaczął iść w moim kierunku. Nie wiedziałam co mam robić, więc... uciekłam.
Nogi szybko zaprowadziły mnie wzdłuż korytarza do naszej sypialni. Krzyczał na mnie. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, spanikowałam, kiedy usłyszałam za nimi ciężkie kroki. Łzy ciurkiem spływały mi po policzkach, kiedy pospiesznie ruszyłam w stronę łazienki. i zamknęłam drewnianą powłokę., odgradzając się od rozwścieczonego, pijanego anioła, który teraz bardziej przypominał mi zwierze.
Chwilę później usłyszałam jak jego pięści z całej siły uderzają o drzwi. Z sekundy na sekundę dźwięk wydawał się głośniejszy. Zakryłam dłonią usta, żeby zagłuszyć wydostające się z nich odgłosy płaczu.
- Selena, otwórz drzwi.
Nie wiedziałam jak długo jeszcze wytrzymają drzwi, dlatego odsunęłam się od nich idąc w tył i oddalając się od przerażającego głosu Justina. Weszłam do wanny i automatycznie podkuliłam nogi pod klatkę piersiową. Moje palce chwyciły cienki materiał zasłonki prysznicowej i zaciągnęły ją nad wanną, starałam się za wszelką cenę odgrodzić chłopaka kipiącego gniewem. Nie przestawał. Odnalazłam słuchawkę prysznica i odkręciłam wodę. Była zimna, odbijała się od mojej skóry przesiąkając przez ubrania. Chciałam jedynie przestać słyszeć jego głos.
- Selena?- krzyknął pytającym tonem.
Nastała chwila ciszy.
- Selena, otwórz te pierdolone drzwi!- krzyknął nagle
To było ostatnie co powiedział, zanim ciężkie drzwi ustąpiły pod naporem jego silnego ramienia. Cienka zasłonka została momentalnie odciągnięta. Modliłam się, żeby zniknąć, żeby mnie nie zauważył. Zaryzykowałam i spójarzałam w górę, na mojego chłopaka. Stał z rozchylonymi wargami, wpatrując się w przerażoną dziewczynę skuloną w wannie. Justin przeciągnął swoją koszulkę przez głowę i rzucił ją na ziemie. Z trudem złapałam powietrze, kiedy poczułam jak jego dłonie ostrożnie przesuwają mnie do przodu. Chwile później z powrotem przyciągnął mnie do siebie, umieszczając między swoimi udami. Moje plecy zostały przytulone do jego nagiego torsu. Zdziwiłam się kiedy poczułam, że opiera głowę o moje ramie.
- Nadal jestem na ciebie zły- powiedział cicho
- Wiem
Siedzieliśmy pod zimną wodą kilka godzin. W mojej głowie ciągle zadawałam sobie pytanie, kiedy w końcu powiedziałam na głos
- Co masz zamiar zrobić?
Myślał nad odpowiedzią
- Jeszcze nie wiem- przyznał
- P..proszę cie, nie..
Przerwał mi w połowie zdania, kiedy mocniej oplótł mnie rękami przyciskając do swojego ciała ze złości.
- Nie ty będziesz o tym decydować. Nie masz żadnego wpływu na to co robię.
Załkałam cicho, w jego głosie nie było ani krzty ciepła. Kiedy nie odpowiedziałam potrząsnął moimi ramionami.
- Rozumiesz?!- rzucił szybko
- T..tak- odpowiedziałam cicho.
Woda kapała z moich ubrać, gdy Justin postawił mnie na nogi. Chwycił mnie za rękę i pomógł wyjść z wanny. Stanęłam na przeciwko niego i obserwowałam jak chwyta ręcznik i wyciera swoje mokre włosy. Po chwili wręczył mi materiał, którym osuszyłam swoje włosy i przerzuciłam je za jedno ramie. Stał i przyglądał mi się chwilę, zanim jego palce odpięły guzik moich mokrych spodni. Zaciekawione karmelowe oczy wpatrywały się w moją twarz, zanim chwycił przemoczoną bluzę i zdjął ją z moich rąk. Ledwo dotknęła ziemi, kiedy chwycił końce mojej koszulki i pociągną do góry. Delikatnie złapał moje nadgarstki i wyprostował moje ręce. Przegryzł dolną wargę kiedy zauważył ciemne siniaki pokrywające moją skórę. Mocno zacisnął oczy w których widziałam tylko ból. Uklęknął i zaczął rozwiązywać moje buty. Stałam boso w całkowitym bezruchu, kiedy drugi raz sięgnął do zapięcia moich spodni, żeby je zdjąć.
Nie protestowałam już, po prostu stałam w samej bieliźnie cała mokra. Trzęsłam się z zimna, kiedy odpiął mój stanik, majtki za chwile znalazły się wokół kostek. Stałam przed nim już całkiem nago. Jego chłodny wzrok przejechał po całym moim ciele nie wyrażając żadnych emocji, kiedy odpinał swój pasek. Opuścił je wzdłuż nóg. Jego bokserki sekundy później powędrowały tą samą drogą. Oplótł ręcznik wokół swojej talii i po prostu wyszedł. Zostawił mnie samą, dygocącą z zimna. Zakryłam piersi rękami i płakałam.
Kiedy weszłam do sypialni właśnie naciągał na siebie szare dresy. Obserwowałam jak wspina się na łóżko.
Spotkaliśmy się wzrokiem, gdy mocniej przycisnęłam ręcznik, którym się owinęłam do piersi. Jego oczy nie wyrażały nic, żadnych najmniejszych uczuć. Ruszyłam do jednej szafki z ubraniami. Poczułam pustkę rozdzierającą moje wnętrze, gdy chłopak po prostu opadł na łóżko. Nic nie pozostało z tego Justina, o którym myślałam w każdej wolnej chwili dnia.
Szlochając cicho, przeciągnęłam jeden z jego t-shirtów przez głowę. Moje palce chwyciły jakąś pare bokserek i wciągnęły na moje nogi. Odwróciłam się w stronę łóżka i zobaczyłam jak Justin unosi się na łokciach i odkrywa część pościeli. Poczułam iskrę nadziei i podeszłam do łóżka. Wspięłam się na nie i przykryłam kołdrą. Wzdrygnęłam się, kiedy przysunął mnie do swojego ciała.
- Ogrzej mnie
Jego słowa wbiły się w moje serce jak nóż. Były chłodne i pozbawione wyrazu. Znowu zaczęłam płakać, kiedy przekręcił mnie zgodnie ze swoimi potrzebami. Nie byłam dla niego niczym więcej, jak tylko źródłem ciepła. Moja ręka spoczęła na jego torsie, łzy spływały po jego skórze. Nie zrobił nic, żeby mnie pocieszyć.
Nie wiem jak długo tak leżałam wykończona brakiem snu. Jego oczy były zamknięte, długie rzęsy spoczywały na górze policzków, kiedy delikatnie przejechałam dłonią po jego piersi, przenosząc ją na mocno zarysowane kości obojczyka. Ledwo dotknęłam jego policzka, kiedy chwycił mój nadgarstek i odsunął od swojego ciała.
- Proszę cię.... Justin- załkałam
Nasza skóra miała ze sobą kontakt, ale nie pozwolił mi się dotknąć. Nie tak jakbym chciała.
- Zrobiłam to dla ciebie- wyszeptałam
Dlaczego on był na mnie aż tak zły? Straciłam nadzieję w cokolwiek.
Zamknęłam oczy w poczuciu kompletnej klęski i oparłam głowę o jego tors. Zaczęłam zapadać w głęboki sen, a chęć wplecenia palców w jego dłoń, została tylko sennym marzeniem.
http://24.media.tumblr.com/b4f4864a801d6a16032069a567a32cdb/tumblr_mhzc14KtjN1ri60xlo1_500.gif
http://24.media.tumblr.com/tumblr_lzpt6kKDsN1r04uh7o4_250.gif