poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdział pięćdziesiąty pierwszy.
Selena's POV:
Justin przeklął pod nosem wyciągając dzwoniący telefon z tylnej kieszeni spodni. Duże, karmelowe oczy spoczęły na wyświetlaczu, a kiedy zobaczył nazwę osoby dzwoniącej na jego pełnych ustach pojawił się uśmiech. Nie zdążyłam zerknąć kto to. Moje usta otworzyły się zanim pomyślałam nad tym co powiedziałam.
- Kto to?
Justin podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi karmelowymi oczami. Nie był przygotowany na takie pytanie.
- Um.... - zaczął zmagać się sam sobą.
- Nie musisz odpowiadać, po prostu jestem ciekawa. - zamilkłam na chwilę, Justin wrócił wzrokiem na telefon, który cały czas brzęczał między nami
- To stary przyjaciel... - potaknął głową jakby sam siebie chciał o tym przekonać.
- Och, ok. - przygryzłam dolną wargę.
Odebrał telefon i szybko powiedział osobie po drugiej stronie, żeby poczekała, po czym spojrzał na mnie.
- Zostań tutaj. - poinstruował - Mówię serio, Selena. Nigdzie się stąd nie ruszaj.
Jego surowy wzrok niemal przybił mnie do ziemi.
- Dobra. - rzuciłam i zaczęłam energicznie odpychać powietrze, dając mu znak, że może odejść.
- Wrócę za minutę. Nie oddalaj się nigdzie.
Jego zaborcza potrzeba, żebym była bezpieczna, często powodowała, ze traktował mnie jak dziecko. Wiedziałam, że był tylko ostrożny, ale jego ciągła opiekuńczość ostatnimi czasy zaczynała mi działać na nerwy. Obserwowałam jak się oddala lawirując pomiędzy ludźmi spacerującymi po wesołym miasteczku. Przesunęłam żółwia pod pachę, kiedy obrócił się na moment. Nie ufał mi? Teatralnie wskazałam palcem na miejsce w którym stałam i bezdźwięcznie rzuciłam w jego kierunku "Stoję". Telefon mocno przyciskał do ucha, kiedy palcem wolnej ręki zatykał sobie drugie, żeby odciąć się od hałasu panującego wokół niego. Widziałam, że był lekko rozdrażniony, gdy ściągnął brwi i równie bezdźwięcznie powiedział "Przestań się ze mnie nabijać".
Czekałam na Justina kołysząc nogami zwisającymi z niewykorzystanego podestu, na który się wdrapałam. Palcami wyciągałam z woreczka różowe kosmyki waty cukrowej, którą kupił mi Justin, wkładałam ją do ust i pozwalałam, żeby cukier roztopił się na języku. Uśmiechnęłam się, gdy obok przeszły jakieś dzieci, ciasno trzymające w rączkach pęki balonów na sznurku. Byłam zajęta obserwowaniem ludzi, zanim z zamyślenia wyrwał mnie głos.
- Sama jesteś?
Odwróciłam głowę i zobaczyłam grupkę młodych chłopaków. Mięli jakieś 15, 16 lat, niektórzy z nich mieli naciągnięte kaptury. Stali i gapili się na mnie, dlatego nie czułam się całkiem komfortowo. To był ten typ chłopaków, na widok których przechodzisz na drugą stronę ulicy, żeby tylko nie minąć się z nimi na chodniku.
- Nie. - odwróciłam wzrok mając nadzieje, że zrozumieją aluzję i się odczepią. Ale serce zaczęło mi bić szybciej, kiedy kontynuowali zadawanie swoich pytań.
- Jesteś pewna? - odezwał się jeden z wyższych.
Wokół kręciło się jeszcze sporo ludzi, próbowałam odnaleźć wzrokiem Justina. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaków, ich uśmieszki były dalekie od przyjaznych, kiedy wytrwale czekali na moją odpowiedź.
- Czekam na mojego chłopaka.
Widziałam jak jeden z nich szturcha lekko drugiego, który wydawał się być ich liderem. Ich przeszywający wzrok wywoływał u mnie gęsią skórkę.
- Możemy poczekać z tobą.
- Nie, dziękuję. Dam sobie radę sama. Powinien zaraz być.
Odsunęłam się szybko, chwytając swojego żółwia, kiedy jeden z nich wspiął się na podest i postanowił się przysiąść. Był ode mnie większy, mimo że byłam starsza. Reszta cały czas się na nas gapiła, prowokując jeszcze chłopaka.
- Na twoim miejscy nie próbowałabym nic robić. - ostrzegłam go.
Justin skopałby mu dupę. Kiedy poczułam dotyk jego ręki na moim udzie zamachnęłam się pluszakiem i uderzyłam go nim w tył głowy. Szybko stanęłam na równe nogi, okręcając się w kółko na drewnianej platformie. Poczułam ulgę, kiedy zobaczyłam Justina idącego ze złością w naszym kierunku.
- Selena!
Stanął przede mną patrząc w górę, odwrócił się plecami, żebym mogła się na nie wspiąć. Oplotłam swoje ręce wokół jego szyi, kiedy powoli zsunęłam się na dół. Justin podtrzymał moje uda, żebym mogła opleść je wokół jego talii. Chłopak wstał górując nad nami wzrostem i zajmując tę samą pozycję w której ja byłam przed momentem.
- Nie waż się jej dotknąć, ty mały chuju. - syknął Justin.
Chwycił go za kostkę i mocno pociągnął wytrącając chłopaka z równowagi. Jego koledzy mogli tylko patrzeć, jak ten ląduje na twardym drewnie. Usłyszeliśmy jęknięcie, gdy chłopak zwinął się z bólu.
Justin odwrócił się zwinnie, wtuliłam twarz w zagłębienie między jego szyją a ramieniem i zaczęliśmy oddalać się od szemranego towarzystwa.
- Zimna suka! - zawołał jeden z kolesi.
Moje ręce mocniej oplotły jego szyję, a usta od razu powędrowały do ucha, kiedy Justin odwrócił się z powrotem w stronę chłopaków.
- Proszę, proszę cię Justin, nie...- szepnęłam błagalnie.
Kilkoro niższych chłopców skuliło się pod wpływem ostrego wzroku Justina, był wściekły. Poczuł moje kapiące łzy na skórze swojej szyi, co pozwoliło mu wyrwać się ze swojego gniewnego otępienia. Jego mięśnie wciąż były napięte, ale oblała mnie fala ulgi kiedy powoli odwrócił się w kierunku którym szliśmy. Ręka w której trzymałam żółwia lekko masowała jego tors, starałam się go uspokoić. Poczułam jak mocniej ściska moje uda, co odebrałam jako docenienie moich działań.
- Dziękuję. - szepnęłam - Dziękuję, że odpuściłeś... Na prawdę nie chciałabym odwiedzać mojego chłopaka za kratkami.
Justin przenosił mnie przez tłum jeszcze kilka minut.
- Odwiedziłabyś mnie w więzieniu? - zapytał już nieco spokojniejszym głosem.
- Nie, Justin. Chodziło mi o to, że właśnie bym nie chciała.
Słyszałam jak fuknął.
- Pewnie byś musiała, gdybyś mnie nie powstrzymała.
Mocniej zacisnęłam oczy na samą myśl.
- Ale teraz już jest dobrze, tak? - zapytałam sprawdzając poziom jego rozgrzanego temperamentu.
- Dobrze. - odpowiedział całując moją prawą rękę.
Odpłynęłam myślami, zastanawiając się co potencjalnie mogło się wydarzyć, aż ciarki przeszły po moim ciele. Ale coś jeszcze dało mi do myślenia.
- O co w tym wszystkim chodzi... Jak tylko na moment zostawię cię samą, zaraz przyciągasz do siebie wszystkich palantów.
Mimo, że jego oddech wciąż był ciężki, wyczułam rozbawienie w jego głosie. Starał się odwrócić moją uwagę od wcześniejszego tematu.
- Widocznie to jedna z wielu wyjątkowych cech, które posiadam.
- Tak... szczególnie wyjątkowa... ok. - zaczął się ze mną droczyć.
Przycisnęłam usta do skóry jego szyi i poczułam lekką wibrację, kiedy mruknął pod wpływem mojego dotyku.
- Wygląda na to, że większość mojego wolnego czasu spędzam ratując cię od jakichś idiotów. - jego palce mocniej oplotły się wokół moich ud, kiedy się zaśmiał - Nie to, żebym narzekał...
- Cóż... Może powinieneś pozwolić mi raz uratować ciebie.
Podeszliśmy trochę dalej, gdzie gromadzili się ludzie, żeby obejrzeć pokaz fajerwerków.
- Uderzyłaś go swoim żółwiem? - Justin zapytał wyraźnie zaciekawiony i rozbawiony.
Już wiedziałam, ze przeszła mu złość, kiedy zaczął wkurzać mnie. Wciąż przytulałam się do jego pleców, co pozwoliło mi ukryć przed nim róż, który wpłynął na moje policzki. Oparłam głowę o jego szyję.
- To była jedyna rzecz, którą mogłam się bronić. - odpowiedziałam w odwecie.
Odchyliłam się trochę od jego pleców wciskając pluszaka między nas. Wolną ręką otwarłam torebeczkę z watą cukrową, którą nadal trzymałam. Moje ręce swobodnie opierały się o jego ramiona, kiedy oderwałam jeden mały kosmyk.
- Zjadłaś już ponad połowę torby? - zapytał Justin wyraźnie zaskoczony.
Wymamrotałam, żeby się zamknął i oparłam brodę o jego ramię. Podstawiłam mu pod usta nowo oderwany kawałek. Chwycił słodki kosmyk między usta, zawadiacko zasysając przy tym moje palce. Dokarmiałam go co jakiś czas, podczas naszej rozmowy. Jednak większość waty cukrowej wędrowała do moich ust.
- Skarbie, wracamy już? Jestem zmęczona.- mruknęłam mu do ucha.
- Oczywiście, jak sobie życzysz księżniczko- odstawił mnie na ziemię i mocno złapał moją dłoń kierując mnie w stronę wyjścia.
Większość ludzi, również powoli kierowała się ku wyjścia, za niecałe 20 minut zamykali wesołe miasteczko. Omijając ich w końcu znaleźliśmy się poza lunaparkiem.
- Chciałabym, żeby każdy dzień wyglądał podobnie- powiedziałam patrząc się na ziemie. Chłopak tylko zerknął na mnie kątem oka, nie odzywając się słowem. Oczywiście wiedziałam, że nie może tak być, mój chłopak to w końcu Justin Bieber, ten znany Rowdy, czasami mnie to wkurzało, ale nie miałam mu tego za złe.
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdział pięćdziesiąty.
Justin's POV:
Na początku byłem wkurwiony, aż kipiałem ze złości. Chciałem odwrócić się i wykrzyczeć temu skurwielowi wszystko w twarz. Jak on mógł zbliżyć się do mojej dziewczyny? Ale Selena znowu mnie powstrzymała. Jej głos koił moje nerwy, uspokajał mnie i sprawiał, że czułem się szczęśliwy. Wkurwiało mnie to, że ona zawsze musiała wpakować się w kłopoty. Nie mogła po prostu schować się za półkami? Bardzo się o nią martwię, nie mogę jej stracić, nigdy więcej, już raz straciłem ją na 3 lata. Nie wytrzymałbym kolejnej rozłąki. Musiałem się nią zaopiekować, czułem, że jest to mój obowiązek. Poza tym, to naprawdę ją kocham. Nigdy do nikogo nic nie czułem aż tak bardzo. Oddałbym dla niej wszystko, dosłownie wszystko.
Oboje zamówiliśmy kebaba i usiedliśmy na ławce w parku, zjedliśmy w ciszy.
- Idziemy na wesołe miasteczko- Selena złapała mnie za rękę, wstała z ławki i pociągnęła mnie delikatnie za sobą.
Zaśmiałem się i dorównałem jej kroku. Po paru minutach byliśmy już na wesołym miasteczku. Zapłaciłem za wejście i oboje rozglądaliśmy się w różne strony.
Selena's POV:
- Chodźmy na diabelski młyn! - pociągnęłam Justina za rękę.
Ruszyłam w kierunku wielkiego koła, ale on stał jak wbity w ziemię i wpatrywał się w sam czubek karuzeli.
Małe dzieci siedzące w wagonikach wesoło pokrzykiwały do swoich rodziców, którzy obserwowali ich z dołu.
- Co jest? - zapytałam.
- Jesteś pewna, ze nie chcesz iść na coś innego? - rozejrzał się dookoła.
Zakołysał się na stopach i skupił wzrok na mnie. W jego oczach przebłysnęło coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.
Uśmiechnęłam się do niego, a on wrócił nieufnym wzrokiem na karuzelę.
- Masz lęk wysokości, Justin? - stanęłam na przeciwko niego.
Jego szczęka momentalnie się zacieśniła.
- Nie mam żadnego lęku. - zaprotestował - Po prostu nie czuję się zbyt komfortowo będąc tak wysoko od ziemi.- wymamrotał niewyraźnie, żywo gestykulując w stronę wielkiego koła.
Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu, ale zaraz umilkłam, gdy spojrzałam na pięknego chłopaka stojącego przede mną.
- Selena. - rzucił ostrzegawczo Justin.
- W porządku. Pójdę sama.
Ruszyłam w kierunku kolejki stojącej po bilety, gdy usłyszałam jak Justin wypuszcza z siebie głośne,
pełne irytacji i desperacji jęknięcie. Spojrzałam na niego i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nadal mocno zaciśnięta szczęka.
- Nie. - rzucił szybko. Odetchnął ciężko i zacisnął powieki - Nie pójdziesz tam sama.
Czasem jego nadopiekuńczość była przydatna. Obserwował jak staje na palcach i chwytam go za ramiona.
- Nie martw się. Potrzymam cię za rękę, jak będziesz chciał.
- Ugh...Przestań traktować mnie protekcjonalnie. - powiedział z poważną miną, próbując przebić się przez mój śmiech.
- Najgorsza przejażdżka kiedykolwiek. - burknął Justin.
- Może by ci się podobało, gdybyś nie spędził jej całej z zamkniętymi oczami. - uśmiechnęłam się do niego.
Nie miałam zamiaru dalej słuchać jego narzekań. Mój wzrok przykuło coś za plecami Justina.
- Chodź. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę.
Zatrzymaliśmy się gwałtownie przy jednym ze stoisk z grami.
- Ten żółw już jest mój. - namierzyłam wzrokiem wypchaną zabawkę.
Justin zaśmiał się głośno i wręczył kilka funtów facetowi do którego należał kram.
- Chciałbym to widzieć. - zaczął się ze mną droczyć.
Miałam zamiar udowodnić mu co nieco.
Mężczyzna wyjaśnił mi, że muszę strącić trzy puszki ustawione przy tylnej ścianie, po czym podał mi trzy zielone kulki.
Pierwsze dwa strzały przeszły frustrująco blisko moich obiektów, trochę je nawet drasnęły.
Justin przyglądał się moim poczynaniom z uśmieszkiem na twarzy, zanim jednym rzutem nie przewróciłam dwóch irytujących mnie przeszkód na drodze do mojej nagrody.
- No nieee!
Usłyszałam jego śmiech.
- Mam cela, potrzebuję tylko amunicji. - wymamrotałam pod nosem.
- Daj mi spróbować. - powiedział Justin i trącił mnie lekko biodrem, żeby zrobić sobie miejsce.
Patrzyłam jak strąca trzy puszki, oszczędzając przy tym jeszcze jedną kulkę. Odwrócił się w moją stronę bardzo zadowolony z siebie z wielkim uśmiechem na ustach.
- Poluzowałam je dlatego ci się udało. - powiedziałam
- Tak, tak... - wręczył mi żółwia, którego wygrał.
- Dziękuję! - krzyknęłam pochylając się i całując go w policzek.
Już mieliśmy odchodzić, kiedy do JustinA podeszła mama ze swoją córeczką.
Mała dziewczynka kurczowo trzymała kobietę za rękę i chowała się za jej nogami, spoglądając nieśmiało na Justina z roztwartą buzią.
- Przepraszam, że zawracam głowę, ale moja córka bardzo by chciała tego misia. - wskazała palcem na maskotkę z czerwoną kokardą na szyi
- A ja jestem beznadziejna w te gry - wyszeptała z rezygnacją w głosie - Mógłby pan dla niej spróbować? Proszę...
- Jasne! - uśmiechnął się Justin.
Kobieta podała właścicielowi stoiska monety, a ten po raz kolejny wręczył Justinowi trzy piłeczki.
Stałam razem z nimi i obserwowałam jak Justin prezentuje swoje umiejętności. Gdy wszystkie puszki znalazły się na ziemi zaczęłyśmy żywo klaskać.
Odwrócił się uśmiechając. Podszedł do dziewczynki i przykucnął na jej wysokości.
- Proszę bardzo, skarbie. - z uśmiechem wręczył jej misia.
- Co się mówi? - powiedziała pochylając się nad nią jej mama.
- Dziękuję. - powiedziała swoim dziecinnym głosikiem.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Justin wyprostował się a kobieta chwyciła go lekko za ramię.
- Bardzo dziękuję. - powiedziała przyciszonym głosem.
Skinął głową, po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął w jakimś kierunku.
Odwróciłam się i jeszcze raz zerknęłam na dziewczynkę, która mocno przyciskała do siebie nową zabawkę.
- To było na prawdę słodkie z twojej strony. - powiedziałam patrząc na niego z boku.
Mruknął coś niezrozumiale w odpowiedzi i opuścił głowę, ale zdążyłam zauważyć, ze lekko się zarumienił.
***
Może być? :D Komentujcie
czwartek, 22 sierpnia 2013
Rozdział czterdzisty dziewiąty.
Selena's POV:
Oboje wsiedliśmy do samochodu.
- Co do chuja się stało?- zapytał Justin wskazując na moją zakrwawioną rękę
- Justin.. nic takiego. Zahaczyłam się o coś przy.. wyskakiwaniu z okna.
- Jedziemy do szpitala- oznajmił
- Jezuu... ty i ta twoja nadopiekuńczość, przecież nic mi nie jest, zabandażuje i będzie ok.
- Kurwa, Selena, martwię się o ciebie. Możesz trochę uważać? Przecież, gdyby ci się coś stało.. ja pierdole.
- Bieber, jakoś sobie radzę.
- No właśnie widzę- Chłopak przewrócił oczami i zawrócił w stronę domu.
Przez jakieś 10 miniut siedzieliśmy cicho. Justin patrzał się na drogę, co jakiś czas zerkając na mnie kątem oka. Bałam się cokolwiek powiedzieć.
- Po raz kolejny muszę ci podziękować- postanowiłam przerwać tą krępującą cisze. Chłopak zaśmiał się pod nosem. Zaparkowaliśmy w garażu i wyszliśmy z auta.
Po wejściu do domu od razu udałam się do łazienki. Obmyłam całkiem dużą ranę i zawinęłam bandażem.
- Przepraszam- chłopak zaskoczył mnie obejmując mnie w talii.- Wiem, że nie powinienem tak na ciebie naskakiwać, ale zrozum mnie, naprawdę się martwię.
Zawiesiłam ręce na jego szyi patrząc się w jego duże karmelowe oczy.
- Od tego wszystkiego odechciało mi się spać, a byłem naprawdę bardzo zmęczony.- zaśmiał się
- No ja się nie dziwie, wróciłeś dopiero rano, jestem ciekawa co tam się działo u tej ,,Nicki''- powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo. - Albo w sumie nie.. nie chce wiedzieć- uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie ufasz mi?- zmarszczył czoło
Zaśmiałam się- Żartuje- przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej i otarłam się o jego usta.
- Co powiesz na to, żeby pójść gdzieś na obiad? Jestem głodny, a twoje dzisiejsze wyjście na zakupy, okazało się pechowe.
- Tak, chcę kebaba.
Justin zaśmiał się i pocałował mnie namiętnie. Zdjęłam ręce z jego szyi a on delikatnie złapał mnie za zabandażowany nadgarstek i złożył na nim kilka pocałunków.
Ta ręka jest jakaś pechowa- pomyślałam. Jest na niej pełno blizn, od wtedy kiedy.. chciałam sie zabić. A teraz jeszcze to. Też na pewno zostanie jakaś blizna- westchnęłam.
Pocałowałam chłopaka w nos na co on zaśmiał się.
- Jesteś taka słodka.- uśmiechnął się
Zmarszczyłam nos i ruszyłam w stronę garderoby.
- Skarbie, jak mam się ubrać?- krzyknęłam aby mnie usłyszał
- Obojętnie, we wszystkim wyglądasz pięknie. - wiedziałam, że właśnie się uśmiecha. Zaśmiałam się.
Przebrałam się w krótkie spodenki i w czarną skurzaną kurtkę. Odświeżyłam swój makijaż i uczesałam włosy w koka.
- Kochanie, jestem gotowa- powiedziałam idąc w jego strone.
Wyszliśmy z domu, Justin złapał mnie za rękę i udaliśmy się na miasto.
***
KOMENTUJCIE :C
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Rozdział czterdziesty ósmy.
Justin's POV:
Obudziłem się w jakimś dużym, ładnie udekorowanym pokoju. Spojrzałem na duży zegar wiszący na ścianie. Spałem tylko 3 godziny. Bardzo bolała mnie głowa i chciało mi się pić, tamtej nocy jeden drink zamienił się w 10 innych. Wstałem, ubrałem czapke i zszedłem po schodach na dół. Była tam Nicki i pare innych osób. Pożegnałem się z nią i wyszedłem udając się prosto do domu. Miałem nie być długo, a wróciłem rano, po drodze zastanawiałem się jak mogę to wszystko wytłumaczyć Selenie. Postanowiłem powiedzieć po prostu prawdę, zresztą chciałem żeby szła ze mną, ale ona nie miała ochoty. Moim jedynym marzeniem w tamtej chwili było położyć się do łóżka i porządnie wyspać.
Otworzyłem drzwi od domu. Wszedłem do środka wołając imie mojej dziewczyny. Odpowiedziała mi jedynie cisza. Wolnym krokiem udałem się do kuchni, w której znalazłem karteczke na której było napisane: Jestem w sklepie, niedługo będę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do lodówki. Napiłem się wody. Po jakimś czasie udałem się do łazienki, wykąpałem się. Minęło jakieś 30 minut, a Seleny nadal nie było. Chwyciłem za telefon i wykręciłem jej numer. Tak jak myślałem, zostawiła telefon w domu, zawsze zapominała go brać ze sobą, ,,Moja niezdara''- pomyślałem.
Po kolejnych 30 minutach czekania na nią, zacząłem się martwić. Przebrałem się i poszedłem do pobliskiego sklepu.
- Dzień dobry- powitał mnie uśmiechem pracownik marketu
- Dzień dobry, była tu może Selena?- zapytałem
- Owszem.. była.- odpowiedział jakoś niepewnie.
- Coś się stało?
- W sumie to nie... to znaczy tak- gubił się w swojej odpowiedzi- Jakoś 3 godziny temu robiła zakupy, gdy nagle wszedł jakiś chłopak i chciał obrabować sklep, ona go powstrzymała, a następnie wyszła.
Przestraszyłem się. 3 godziny? Mogło jej się coś stać, ten chłopak mógł ją porwać, albo coś. Wybiegłem ze sklepu, chciałem coś zrobić, ale nie wiedziałem jak. Wsiadłem w auto i jechałem przed siebie, w poszukiwaniu mojej pięknej i niewinnej dziewczyny.
Selena's POV:
Trafiłam do małego, szarego pokoiku. Czułam się jak w więzieniu, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Podeszłam do małego okienka i z trudem je otworzyłam. Wyjrzałam przez nie, odległość od ziemi nie była taka duża. Rozejrzałam się po okolicy, nie było tam żadnego człowieka, była to straszna dzielnica, mieszkały tam same ćpuny i alkoholicy. Chwyciłam torbę i usiadłam na parapecie. Chciałam już skoczyć, kiedy drzwi od pokoju się otworzyły, stał w nich Zayn.
- A gdzie panienka się wybiera?- zapytał idąc w moją stronę.
Szybko wyskoczyłam przez okno i zaczęłam biec przed siebie. Chłopak wybiegł przez drzwi i ciągle biegł za mną. Wybiegłam na ulicę i jakimś cudem, auto pędzące w moją stronę nagle się zatrzymało. Wyglądało znajomo. Przyglądałam się mu i zapomniałam o biegnącym za mną chłopaku. Złapał mnie za nadgarstek i poczułam ogromny ból. Spojrzałam się na niego, był cały zakrwawiony. Musiałam się zahaczyć o coś skacząc z okna.
Chłopak pociągnął mnie w swoją stronę, kiedy nagle drzwi od auta się otworzyły i wybiegł z niego Justin.
- Zostaw ją szmato.- w oczach Justina zauważyłam znany mi błysk. Zaczęły się robić coraz ciemniejsze pod wpływem złości. Zayn puścił mnie a ja chwyciłam Justina za rękę. Gdy na mnie spojrzał, jego oczy odzyskały karmelową barwę.
- Chodźmy- wydusiłam i przyciągnęłam go delikatnie do siebie.
***
Przepraszam za tą długą przerwę :*
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)


