Justin's POV:
Na początku byłem wkurwiony, aż kipiałem ze złości. Chciałem odwrócić się i wykrzyczeć temu skurwielowi wszystko w twarz. Jak on mógł zbliżyć się do mojej dziewczyny? Ale Selena znowu mnie powstrzymała. Jej głos koił moje nerwy, uspokajał mnie i sprawiał, że czułem się szczęśliwy. Wkurwiało mnie to, że ona zawsze musiała wpakować się w kłopoty. Nie mogła po prostu schować się za półkami? Bardzo się o nią martwię, nie mogę jej stracić, nigdy więcej, już raz straciłem ją na 3 lata. Nie wytrzymałbym kolejnej rozłąki. Musiałem się nią zaopiekować, czułem, że jest to mój obowiązek. Poza tym, to naprawdę ją kocham. Nigdy do nikogo nic nie czułem aż tak bardzo. Oddałbym dla niej wszystko, dosłownie wszystko.
Oboje zamówiliśmy kebaba i usiedliśmy na ławce w parku, zjedliśmy w ciszy.
- Idziemy na wesołe miasteczko- Selena złapała mnie za rękę, wstała z ławki i pociągnęła mnie delikatnie za sobą.
Zaśmiałem się i dorównałem jej kroku. Po paru minutach byliśmy już na wesołym miasteczku. Zapłaciłem za wejście i oboje rozglądaliśmy się w różne strony.
Selena's POV:
- Chodźmy na diabelski młyn! - pociągnęłam Justina za rękę.
Ruszyłam w kierunku wielkiego koła, ale on stał jak wbity w ziemię i wpatrywał się w sam czubek karuzeli.
Małe dzieci siedzące w wagonikach wesoło pokrzykiwały do swoich rodziców, którzy obserwowali ich z dołu.
- Co jest? - zapytałam.
- Jesteś pewna, ze nie chcesz iść na coś innego? - rozejrzał się dookoła.
Zakołysał się na stopach i skupił wzrok na mnie. W jego oczach przebłysnęło coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.
Uśmiechnęłam się do niego, a on wrócił nieufnym wzrokiem na karuzelę.
- Masz lęk wysokości, Justin? - stanęłam na przeciwko niego.
Jego szczęka momentalnie się zacieśniła.
- Nie mam żadnego lęku. - zaprotestował - Po prostu nie czuję się zbyt komfortowo będąc tak wysoko od ziemi.- wymamrotał niewyraźnie, żywo gestykulując w stronę wielkiego koła.
Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu, ale zaraz umilkłam, gdy spojrzałam na pięknego chłopaka stojącego przede mną.
- Selena. - rzucił ostrzegawczo Justin.
- W porządku. Pójdę sama.
Ruszyłam w kierunku kolejki stojącej po bilety, gdy usłyszałam jak Justin wypuszcza z siebie głośne,
pełne irytacji i desperacji jęknięcie. Spojrzałam na niego i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nadal mocno zaciśnięta szczęka.
- Nie. - rzucił szybko. Odetchnął ciężko i zacisnął powieki - Nie pójdziesz tam sama.
Czasem jego nadopiekuńczość była przydatna. Obserwował jak staje na palcach i chwytam go za ramiona.
- Nie martw się. Potrzymam cię za rękę, jak będziesz chciał.
- Ugh...Przestań traktować mnie protekcjonalnie. - powiedział z poważną miną, próbując przebić się przez mój śmiech.
- Najgorsza przejażdżka kiedykolwiek. - burknął Justin.
- Może by ci się podobało, gdybyś nie spędził jej całej z zamkniętymi oczami. - uśmiechnęłam się do niego.
Nie miałam zamiaru dalej słuchać jego narzekań. Mój wzrok przykuło coś za plecami Justina.
- Chodź. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę.
Zatrzymaliśmy się gwałtownie przy jednym ze stoisk z grami.
- Ten żółw już jest mój. - namierzyłam wzrokiem wypchaną zabawkę.
Justin zaśmiał się głośno i wręczył kilka funtów facetowi do którego należał kram.
- Chciałbym to widzieć. - zaczął się ze mną droczyć.
Miałam zamiar udowodnić mu co nieco.
Mężczyzna wyjaśnił mi, że muszę strącić trzy puszki ustawione przy tylnej ścianie, po czym podał mi trzy zielone kulki.
Pierwsze dwa strzały przeszły frustrująco blisko moich obiektów, trochę je nawet drasnęły.
Justin przyglądał się moim poczynaniom z uśmieszkiem na twarzy, zanim jednym rzutem nie przewróciłam dwóch irytujących mnie przeszkód na drodze do mojej nagrody.
- No nieee!
Usłyszałam jego śmiech.
- Mam cela, potrzebuję tylko amunicji. - wymamrotałam pod nosem.
- Daj mi spróbować. - powiedział Justin i trącił mnie lekko biodrem, żeby zrobić sobie miejsce.
Patrzyłam jak strąca trzy puszki, oszczędzając przy tym jeszcze jedną kulkę. Odwrócił się w moją stronę bardzo zadowolony z siebie z wielkim uśmiechem na ustach.
- Poluzowałam je dlatego ci się udało. - powiedziałam
- Tak, tak... - wręczył mi żółwia, którego wygrał.
- Dziękuję! - krzyknęłam pochylając się i całując go w policzek.
Już mieliśmy odchodzić, kiedy do JustinA podeszła mama ze swoją córeczką.
Mała dziewczynka kurczowo trzymała kobietę za rękę i chowała się za jej nogami, spoglądając nieśmiało na Justina z roztwartą buzią.
- Przepraszam, że zawracam głowę, ale moja córka bardzo by chciała tego misia. - wskazała palcem na maskotkę z czerwoną kokardą na szyi
- A ja jestem beznadziejna w te gry - wyszeptała z rezygnacją w głosie - Mógłby pan dla niej spróbować? Proszę...
- Jasne! - uśmiechnął się Justin.
Kobieta podała właścicielowi stoiska monety, a ten po raz kolejny wręczył Justinowi trzy piłeczki.
Stałam razem z nimi i obserwowałam jak Justin prezentuje swoje umiejętności. Gdy wszystkie puszki znalazły się na ziemi zaczęłyśmy żywo klaskać.
Odwrócił się uśmiechając. Podszedł do dziewczynki i przykucnął na jej wysokości.
- Proszę bardzo, skarbie. - z uśmiechem wręczył jej misia.
- Co się mówi? - powiedziała pochylając się nad nią jej mama.
- Dziękuję. - powiedziała swoim dziecinnym głosikiem.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Justin wyprostował się a kobieta chwyciła go lekko za ramię.
- Bardzo dziękuję. - powiedziała przyciszonym głosem.
Skinął głową, po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął w jakimś kierunku.
Odwróciłam się i jeszcze raz zerknęłam na dziewczynkę, która mocno przyciskała do siebie nową zabawkę.
- To było na prawdę słodkie z twojej strony. - powiedziałam patrząc na niego z boku.
Mruknął coś niezrozumiale w odpowiedzi i opuścił głowę, ale zdążyłam zauważyć, ze lekko się zarumienił.
***
Może być? :D Komentujcie

Czy może być?? On jest super!!! *.*
OdpowiedzUsuńkocham Cie za to ze liszesz ten bolg ! **:
OdpowiedzUsuń