niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział czterdziesty czwarty.
Selena's POV:
Ubrałam się normalnie. Spodnie, trampki, bluzka. Nie miałam czasu wymyślać jakiś bardziej eleganckich stroi, chciałam po prostu szybko znaleźć się koło Justina i usłyszeć co ma mi do powiedzenia. Jak tylko myślałam o sytuacji, która miała się wydarzyć, mój żołądek przewracał się pare razy. Szybko wyprostowałam włosy i poprawiłam swój delikatny makijaż. Chwyciłam torbę. Pożegnałam się z Mejsi. Kochana powiedziała mi jeszcze, że wszystko będzie dobrze, i że zawsze jest i będzie ze mną. Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam. Było już lato, więc było jeszcze ciemno. Słońce nawet nie pokazywało, że ma zamiar zajść. Godzina 20:57, Justina jeszcze nie ma. Usiadłam na ławce niedaleko i rozglądałam się na wszystkie strony. Serce biło mi coraz mocniej, miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi.
Podjechało do mnie duże białe auto. Wstałam niepewnie, i powolnym krokiem szłam w stronę auta. Przed wejściem do niego wzięłam głęboki oddech.
- Cz....cześć- cała się trzęsłam
- Coś nie tak?- chłopak uniósł brew
- Nie- wymusiłam uśmiech.
Justin westchnął, co sprawiło, że ciarki przeszły po całym moim ciele.
- To pojedziemy do mnie.
- A nie mieliśmy jechać do restauracji?- zapytałam
- Mieliśmy- zaśmiał się- Ale zmieniłem zdanie- puścił do mnie oczko a ja zarumieniłam sie.
Czułam się jak kiedyś, jak dopiero zaczynaliśmy rozwijać naszą znajomość. Czyli tak.. niepewnie, wstydziłam się go.
Oboje wysiedliśmy z auta obok jego domu. Kiedy zamykałam auto i obróciłam się twarzą w stronę domu, przestraszyłam się. Justin stał zaledwie kilka centymetrów ode mnie.
- Boże Justin, przestraszyłeś mnie.
- Kocham Cię- rzucił szybko, a ja niekontrolowanie się uśmiechnęłam.
Złapał mnie za biodra i przybliżył jeszcze bardziej, łącząc nasze usta w pocałunku.
Byłam zaskoczona. To on nie chciał ze mną zerwać?
- C..c...co?- zapytałam niepewnie.
- Słyszałaś..- chyba bał się to powtórzyć
Zaśmiałam się i złapałam go za rękę.
- Wejdziemy do środka?- pokazałam palcem na Jego dom, który znajdował się przed nami. Chłopak przytaknął i oboje weszliśmy do środka. Usiadłam na dużej czarnej sofie i patrzałam na ruchy Justina. Poruszał się po kuchni szukając czegoś.
\- Chcesz coś do picia?- zapytał
- Yhym- uśmiechnęłam się delikatnie- Może być woda- puściłam do niego oczko.
Justin podał mi wodę, a ja napiłam się.
- Słuchaj..- zaczął- Przepraszam za wtedy.. ja.. nie panowałem nad sobą. Ale przysięgam, że to już nigdy się nie powtórzy- złapał mnie za rękę i delikatnie ją ścisnął.
- Justin...- chciałam coś powiedzieć, ale Justin mi przerwał
-Nie.. wiem, że jesteś zła, masz do tego prawo. Ale wiedz, że ja też cię kocham. I już tak zostanie, bez względu jaką decyzje podejmiesz.- w jego oczach było widać, że się przejmuje.
- Ale daj mi dokończyć- zaśmiałam się co najwyraźniej go zdziwiło.- Mówiłam ci już co do ciebie czuje- spojrzałam się w dół a na moich policzkach zaczęły pojawiać się czerwone wypieki.- I to się nie zmieniło. -czułam przeszywający wzrok Justina na całym moim ciele.
***
KRÓTKI ALE TRUDNO, LAPTOP ROZWALONY I CIĘŻKO MI SIĘ PISZE, TERAZ BĘDĘ RZADKO DODAWAŁA ROZDZIAŁY ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE PRAWIE W OGÓLE NIE MA MNIE W DOMU.
wtorek, 18 czerwca 2013
Rozdział czterdziesty trzeci.
Selena's POV:
Przez ostatnie dni kontaktowałam się z Justinem tylko poprzez sms. Nie mogłam mu na razie spojrzeć w oczy, nie dałabym rady. Ciągle o nim myślałam, o tej nocy, kiedy powiedział, że też mnie kocha. Czy mówił prawdę?
Mieszkałam razem z Mejsi w jej domu, nie miałam gdzie się podziać, a ona zawsze potrafiła mi pomóc.
Wracałam z supermarketu. W dłoniach trzymałam siatki wypełnione różnymi zakupami. Zatrzymałam się na chwilę, położyłam zakupy na ławce i z mojej dużej, białej torby wyjęłam czarne słuchawki, które były już podłączone do mojego telefonu. Włożyłam je do uszu i włączyłam moją ulubioną piosenkę. Dźwięk muzyki zawsze sprawiał, że czułam się lepiej. Chwyciłam siatki, i z powrotem udałam się w stronę domu Mejs. Szłam przed siebie, wzdłuż szarego, wąskiego chodnika.Patrzałam się w dół, obserwowałam jak moje nogi poruszały się w szybkim tempie. Moje myśli przerwało uderzenie. Siatki wypadły mi z rąk. Podniosłam głowę, żeby zobaczyć co spowodowało moje zachwianie równowagi. Do oczu rzuciły mi się duże ramiona mężczyzny stojącego nade mną. Tatuaże idealnie podkreślały ich umięśnienie. Już wiedziałam kto stoi naprzeciwko mnie. Mój wzrok powędrował jeszcze wyżej i zatrzymał się na karmelowych oczach. Szybko wyjęłam słuchawki z uszu.
- Cześć piękna- powiedział pewnie Justin patrząc mi w oczy.
- Mógłbyś mnie tak nie straszyć?- fuknęłam wściekła i zaczęłam zbierać zakupy z ziemi i wkładać je z powrotem do siatek. Justin po chwili zrobił to samo.
- Dobra, będę pamiętał- puścił do mnie oczko po czym kontynuował- Moglibyśmy pogadać?
Moje serce stanęło co najmniej na 2 sekundy. To pytanie brzmiało tak.. wieloznacznie.
- T..t..teeraz?- głośno przełknęłam ślinę
- Nie, przyjadę po Ciebie o 21- rzucił pewnie
Kiwnęłam głową potwierdzająco i wstałam. Wyjęłam rękę aby Justin oddał mi część moich siatek.
- Podprowadzę Cię.- powiedział
- N..nie, Mejsi mieszka niedaleko, poradzę sobie.
- Na pewno?
- Tak- uśmiechnęłam się słabo.
Chłopak przekazał mi reklamówki.
Pomachałam mu niepewnie i ruszyłam dalej.
Całą drogę powrotną myślałam o Justinie. Na myśl tego, że chciał dzisiaj ze mną pogadać, mój żołądek przewracał się pare razy.
- Mejsi- zawołałam kładąc zakupy na stole.
Weszłam do jej pokoju i zastałam ją siedzącą przy laptopie.
- Coś się stało?- zapytała widząc mój wyraz twarzy.
- Spotkałam Justina- zrobiłam krótką pauzę- Umówiłam się z nim na dzisiaj, chce ze mną- przełknęłam ślinę- Pogadać...
Mejsi zrobiła duże oczy
- O..o której?
- O 21 ma po mnie przyjechać.
Cisza. Nic więcej nie powiedziała. Usiadłam na łóżku i spojrzałam się na nią.
- Myślisz...myślisz, że to już koniec?Że chce mi powiedzieć, że już nic do mnie nie czuje?
- Nie martw się, będzie dobrze- próbowała mnie pocieszyć.
***
Przepraszam, że krótki, ale część klawiatury w laptopie mi nie działa, więc było mi bardzo trudno. Dzięki za przeczytanie :*
czwartek, 13 czerwca 2013
Rozdział czterdziesty drugi.
Selena's POV:
Weszłam do domu Mejsi. Nie było jej, ale na szczęście na wszelki wypadek dała mi klucze. Rzuciłam torebkę na stół i w szybkim tempie zdjęłam bluzę. Łzy nie przestawały lecieć mi z oczu. Mimo że wciąż byłam cała rozdygotana, to mój stan był nieporównywalny z tym, kiedy opuściłam mieszkanie Justina. Nie miałam ochoty, żeby ktokolwiek na mnie patrzył w takim stanie, więc zamiast zatłoczonego autobusu wybrałam pieszą podróż do domu. Lekki wiatr zdawał się koić moje nerwy, przy okazji osuszając mokre od płaczu policzki. Bez przerwy zadręczałam się tym co zostało powiedziane, a raczej tym co nie zostało powiedziane. Usiadłam na zimnej posadzce i zaczęłam rozwiązywać swoje buty. Pragnęłam tylko jednej rzeczy, znaleźć się w moim łóżku i jakimś cudem odpędzić od siebie to wszystko co się stało, odpłynąć w nieświadomość. Moja uwaga została natychmiast odwrócona, kiedy usłyszałam gwałtowne walenie w drzwi wejściowe. Kompletnie się tego nie spodziewałam, dlatego głośny dźwięk sprawił, że lekko podskoczyłam.
Natychmiast się podniosłam i szybszym krokiem podeszłam do drzwi i z lekkim trudem je otworzyłam.
Przede mną stał zdyszany Jaden.
- Jaden? Co się dzieje?
Jego ręka oplotła moje ramie.
- Musisz iść ze mną.- rzucił szybo.
- Co się stało? Coś z Justinem?- moje serce biło coraz szybciej a klatka piersiowa poruszała się w szybkim tempie.
Mój głos zdecydowanie zdradzał wszelkie oznaki lekkiej paniki, załamując się kiedy z trudem zadawałam ostatnie pytanie. Mój Boże... Justin.
- Chodź ze mną, wytłumaczę ci wszystko po drodze.
Nie czekając dłużej chwyciłam klucze z torebki i szybko zamknęłam za sobą drzwi. Ruszyłam za Jaden'em prosto do samochodu, który cały czas podczas naszej krótkiej rozmowy, stał z odpalonym silnikiem na poboczu. Wskoczyłam na miejsce pasażera, auto już pędziło ulicą zanim zdążyłam zapiąć swój pas. Ze zniecierpliwieniem patrzyłam na Jaden'a, żeby w jakiś sposób wytłumaczył mi to, co się właśnie dzieje.
- Sel, on stracił nad sobą panowanie. Wyszedł szukać Jacoba.- Mogłam się domyślić, że Jacob, to ten obrzydliwy facet, który dal upust swojej złości na mojej twarzy.
Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę, a palce mocno zacisnęły na materiale siedzenia, kiedy dotarły do mnie jego słowa.
- Jaden. - wiedziałam, że to jeszcze nie wszystko, dlatego chciałam żeby kontynuował.
- Znalazł go.
Nigdy, w całym moim życiu, nie doświadczyłam takiej jazdy samochodem. Serce podchodziło mi do gardła, a puls przyspieszał jak oszalały. Jaden nie zdejmował nogi z gazu. Dotarliśmy na miejsce. Jak tylko samochód stanął w miejscu, momentalnie z niego wyskoczyłam i pobiegłam w stronę wejścia do nieznanego mi baru, do którego jak wcześniej powiedział mi Jaden, swego czasu, często przychodził Justin. Ilość bójek wywołanych spożyciem alkoholu, skutecznie odciągnęła mnie od jego picia na całą resztę mojego życia.
- Sel, czekaj!
Moje dłonie mocno popchnęły ciężkie drzwi. Przeciskałam się miedzy ludźmi, śmiali się, rozmawiali.. Moje oczy desperacko wypatrywały chłopaka z karmelowymi oczami. W tamtej chwili najmniej obchodziło mnie to, że moje wyznanie nie zostało odwzajemnione przez Justina. Pragnęłam jedynie znaleźć go i powstrzymać, zanim zdąży zrobić coś głupiego.
W jednej chwili mój wzrok zawisł na dwóch wysokich mężczyznach. Wiedziałam, że to był Justin. Mimo, że jego idealne włosy ukryte były pod kapturem ciemnej bluzy, to jego postawna sylwetka, była czymś z czym byłam bardzo dobrze zaznajomiona. Duże dłonie zaciśnięte były na koszulce Jacoba ciągnąc go przy ścianie wąskiego korytarza w stronę wyjścia przy łazienkach. Byli praktycznie tego samego wzrostu, budowę ciała też mieli podobną, ale Jacob był niczym w porównaniu z pięknym mężczyzną, który aktualnie mierzył go lodowatym spojrzeniem.
Podskoczyłam, kiedy Justin podniósł Jacoba z jego pochylonej pozycji, tylko po to, by zaraz przycisnąć go z wielką siłą z powrotem do ściany. Ręka na moim ramieniu odwróciła moją uwagę od przerażającego widoku. Jaden podążył za moim wzrokiem, dostrzegając swojego przyjaciela, niezważającego na nic, całkowicie skupionego na osiłku, którego ciągnął wzdłuż zaciemnionego korytarza. Ruszyłam za nimi, żaden z nich nie miał pojęcia, że ja i Jaden tam jesteśmy. To znowu się działo. Justin znowu stracił nad sobą panowanie. ZNOWU
Drzwi ewakuacyjne otworzyły się z hukiem uderzając o zewnętrzną ścianę. Zimne, nocne powietrze wypełniło wąski korytarz. Szłam za Jaden'em, który szybko mnie wyprzedził. Nie zdążyłam całkiem wyjść z pubu, zanim Justin wymierzył mocny cios w brzuch Jacoba, na co ten zgiął się w pół i zachwiał na własnych nogach.
- Jesteś pierdolonym śmieciem. - wycedził przez zęby Justin - Jaki facet bije kobietę?!
Jaden starał się wepchnąć mnie z powrotem do baru, powtarzając pod nosem, że nie powinien był mnie tam przywozić. Nie ruszyłam się z miejsca, nie mogłam oderwać wzroku od tego co działo się przede mną. Dłoń Justina zacisnęła się na ramieniu Jacoba, przytrzymując go w miejscu, kiedy gwałtownie uniósł kolano wymierzając kolejny, bolesny cios w brzuch wytatuowanego mężczyzny.
- Błagam cię, Jaden. Powstrzymaj go.-wyjąkałam pewna siebie
Stałam, cała się trzęsąc, kiedy chłopak, który potrafił być tak delikatny i opiekuńczy z wielkim impetem posyłał kolejne uderzenia na osłabionego już faceta, który przyprawił moją skórę o kilka siniaków. Jacob wydawał się taki potężny, kiedy stał na przeciwko mnie. Teraz wcale nie przypominał tego samego człowieka, który był wtedy w łazience. Zwijał się z bólu i słaniał na nogach, kiedy pięść Justina bez przerwy lądowała na jego szczęce.
Jaden od razu posłuchał mojej prośby, chwytając bruneta za ramię i starając się go odciągnąć. Obserwowałam jak Justin odpycha go od siebie. Był zbyt zaabsorbowany chęcią sprawienia bólu swojemu przeciwnikowi, żeby zorientować się kto stara się go powstrzymać. Tym razem Jacob otrzymał silne kopnięcie w ramię. Zawył z bólu, powoli staczając się w agonię. Nie zdziwiłabym się gdyby wyszedł z tego z kilkoma złamanymi kośćmi. Jeżeli w ogóle by z tego wyszedł. To w jaki sposób Justin się nad nim pochylał, było czymś przerażającym.
Nie dużo brakowało i to wszystko zaszłoby za daleko. Ruszyłam w stronę trzech mężczyzn, zdesperowana żeby coś zrobić, cokolwiek. Stanęłam w pół kroku, kiedy Jaden zatrzymał mnie ręką i bezgłośnie powiedział, żebym się odsunęła.
- Wykończę cię, kurwa! - krzyknął Justin.
Dłonią zakryłam usta, żeby powstrzymać wydostające się z nich łkanie. Wściekłość bijąca od Justina wywołała ciarki na całym moim ciele. Tym razem Jaden był bardziej stanowczy.
- Stój! Justin, uspokój się, Selena się ciebie boi.
Znajomy odcień brązu spoczął na mojej twarzy, kiedy Jaden siłą odwrócił Justina w moją stronę. Przez ułamki sekund wyglądał na kompletnie zagubionego, zanim jego rysy ponownie się zaostrzyły.
- Zabierz ją stąd. Nie chcę żeby na to patrzyła.
Gorączkowo pokręciłam głową, a ciemne włosy opadły na moją twarz.
- Stracisz ją. Justin, stracisz najlepszą rzecz, jaka przydarzyła się w twoim życiu, jeżeli teraz nie przestaniesz!
Z kostek jego palców kapała krew. Jej czerwień symbolizowała niebezpieczeństwo. To co wszyscy dookoła mi powtarzali. Justin był niebezpieczny. Był kompletnie wyzuty z emocji, kiedy tępo wpatrywał się w moje oczy. Słowa Jadena wyznaczyły jakąś niewidzialną barierę, która powstrzymywała Justina od zadania kolejnego ciosu, który z pewnością pozbawiłby Jacoba przytomności. Podczas gdy uwaga Justina została na moment odwrócona, ten znalazł sposobność ucieczki. Chwiejąc się podniósł z ziemi i niepewnym krokiem ruszył w kierunku głównej drogi. Przez cały ten czas Jacob nie odezwał się ani słowem. Może wreszcie dotarło do niego, że nigdy nie wygra. Gdyby nie ja i Jaden to z całkiem prawdopodobnym jest, że opuścił by to miejsce w czarnym worku.
Justin z całej siły przytrzymywany był, żeby tylko nie odwrócić się w stronę wytatuowanego mężczyzny. Jaden mocno trzymał go za ramiona. Nie zniósłby widoku uciekającego Jacoba. Pragnął jedynie wyrządzić mu jak największą krzywdę. Nawet z dość odległego miejsca w którym stałam, słyszałam jak powtarzane jest moje imię. Jaden starał się go uspokoić, zapobiec kolejnej fali złości, która w każdej chwili mogła nadejść.
Mijały kolejne minuty, czułam tylko strach. Słyszałam jak oddech Justina powoli się uspokaja. Jaden puścił jego ramiona, wtedy Justin na mnie spojrzał. Poczułam pogardę do samej siebie, kiedy zrobił krok w moim kierunku, a ja bezwiednie cofnęłam się, żeby nie mógł się zbliżyć. Chłopak z niepokojem spojrzał na Jadena który momentalnie stanął przy moim boku.
-M...móglbyś..mógłbyś zawieść mnie do Mejsi?- powiedziałam cicho w stronę Jadena. Ten pokręcił głową w potwierdzeniu i złapał mnie za ramię.
Instynktownie przesunęłam się za wysoką sylwetkę Jadena, uciekając od zrozpaczonego wzroku mojego chłopaka. Zraniło go to. Bolało go, że czuje się bezpieczniejsza z kimś innym niż on.
Jaden przesunął się o parę kroków i stanął przed Justinem. Powiedział coś do niego. Zdołałam usłyszeć tylko: Ona potrzebuje czasu, będzie dobrze.
Powiew wiatru osuszał moje łzy. Justin wyciągnął rękę w moją stronę, ale ja..ja nie mogłam jej złapać. Opuściłam głowę w dół na co on zaczął iść powoli w moją stronę. Odsunęłam się i chciałam schować za ścianą. Nie miałam siły teraz z nim rozmawiać. Gdy szłam w stronę budynku, ponieważ chciałam schować się i spokojnie poczekać na Jadena usłyszałam krzyk Justina- Ja też cię kocham
Stanęłam w miejscu. Te słowa ucieszyły mnie, bo myślałam, że Rowdy.. już mnie nie kocha. Myliłam się. Odwróciłam się do niego przodem i spotkałam jego wzrok na mojej twarzy. Nie panując nad sobą podbiegłam do niego i pocałowałam delikatnie w policzek. Zdążyłam zauważyć jego uśmiech, kiedy razem z Jadenem udaliśmy się do jego samochodu.
***
KOMENTUJCIE!!!
niedziela, 9 czerwca 2013
Rozdział czterdziesty pierwszy.
Selena's POV:
- Nie dokładnie taką rozmowę miałam na myśli. - zmarszczyłam brwi cały czas obserwując jego ruchy.
Wiedziałam co zaraz się stanie, kiedy jego duże dłonie powędrowały na moją talię. Nie udało mu się, od razu odstawił mnie na ziemię, kiedy zaczęłam wykręcać się z jego uścisku. Zrobiłam krok do tyłu, żeby złapać równowagę, zanim całkiem zmniejszyłam dystans między nami, chwytając go za ramiona i odpychając do tyłu.
- Przestań! - ledwo powstrzymywałam płacz - Przestań się tak zachowywać! Nie traktuj mnie jak małe dziecko, które za każdym razem możesz po prostu podnieść i odsunąć na bok, kiedy nie masz ochoty ze mną rozmawiać.
Moja klatka unosiła się i opadała w szybkim tempie. Justin nie zwrócił na to uwagi. Mocno zacisnęłam oczy, kiedy przeszedł obok mnie, lekko trącając moje ramię. Czułam jego rosnące poirytowanie, kiedy ruszyłam za nim do salonu. Siedział na kanapie.
W niedowierzaniu obserwowałam jak sięga po pilota i włącza telewizor. Zmieniał kanały kilkakrotnie, aż w końcu zaczął oglądać jakiś mecz. No chyba sobie żartował...
- Justin.
Zmarszczka na jego czole znacznie się pogłębiła, kiedy wlepiał nieobecny wzrok w ekran telewizora. Stanęłam przed nim.
- Nie jesteś przezroczysta. - odparł.
- Mam to gdzieś. - rzuciłam surowym tonem.
Głos dobiegający z telewizora zdawał się irytująco dudnieć, kiedy czekałam na jakąkolwiek reakcję. Jego chłodny wzrok spoczywał na moim ciele, dopóki nie odwróciłam się wyłączając telewizor.
- Porozmawiaj ze mną.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! - krzyknął nagle.
Serce mocniej zaczęło mi bić, kiedy podniósł głos, fatalnie przygotowałam się do odpowiedzi na to pytanie.
- Bo chciałam cię chronić! Jeden jedyny raz to ja chciałam cię obronić. Zagroził, że cię zabije jeśli komukolwiek powiem.
Moje ciało nie współpracowało ze mną tak jakby chciała, łzy zaczęły kapać z policzków i gdy tylko je poczułam momentalnie wytarłam twarz. Kiedy Justin podniósł się z miejsca zrobiłam krok w tył, przestraszyłam się. Drogę zablokowała mi półka z telewizorem. Nie pojmowałam tego, jak bardzo przerażający mógł być Justin, jeśli tylko chciał.
- Sam mogę o siebie zadbać! Czego z pewnością nie można powiedzieć o tobie.
Zapłakałam głośniej ze zdenerwowania. Jak on śmiał. Doskonale radziłam sobie sama, zanim pojawił się w moim życiu.
- Nie powiedziałam ci, bo nie mogłam znieść myśli, że cokolwiek może ci się stać! - wrzasnęłam - Na litość boską, Justin. Nie powiedziałam ci, bo cię kocham!
Jego oczy były szeroko otwarte. Nie spodziewał się moich słów. Justin stanął w drzwiach próbując ułożyć jakieś sensowne zdanie.
-I...idę do Mejsi- powiedziałam pewniej siebie.
Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych .
- Selena- wyjąkał Justin
Zaklęłam pod nosem na głos jego ochrypłego szeptu, słyszalnego tuż za mną. Szarpnęłam drzwi, które otworzyły się . Łzy kapały na moją koszulkę, kiedy zatrzasnęłam drewnianą powłokę, pospiesznie siłując się z metalowym zabezpieczeniem.
Chwilę później stałam na zewnątrz. Ciemne drewno stanowiło barierę między mną a Justinem. Ledwo dotarłam do połowy schodów, kiedy wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Opadłam z sił i usiadłam na schodku. Co, do diabła, się właśnie wydarzyło? Wyznałam mu miłość i uciekłam. Nie byłam w stanie pozbierać myśli. Miałam w głowie totalny bałagan. Mój rozbiegany umysł torturował mnie jednym pytaniem. Dlaczego nie odpowiedział? Czemu nie powiedział, że mnie kocha?
Dźwięk otwieranych drzwi przywołał mnie do teraźniejszości. Szybko otarłam dowód moich rozdartych emocji i odwróciłam głowę do tyłu. Justin stał na górze schodów desperacko wpatrując się w moją twarz. Ściągnęłam ramiona, kiedy ruszył w moją stronę. Zmusiłam się żeby wstać, niechętne do współpracy nogi powiodły mnie wzdłuż chodnika. Chciałam znaleźć się jak najdalej domu, z którego właśnie wyszłam.
- Selena! - usłyszałam jego krzyk - Selena, poczekaj!
I po raz drugi w przeciągu kilku ostatnich dni, uciekłam od niego.
***
Krótki, ale trudno ;/
czwartek, 6 czerwca 2013
Rozdział czterdziesty.
Justin's POV:
Obudził mnie powiew zimna z otwartego okna. Ciepło drugiej osoby, które czułem przez całą noc gdzieś znikło.Wciąż jeszcze lekko zaspany, rękami starałem się odnaleźć Selene. Nie było jej, wtedy przypomniałem sobie wszystkie wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Alkohol, krzyki, strach i siniaki na twarzy mojej dziewczyny. Nie mogłem dłużej się jej opierać, kiedy podczas snu, wtuliła się w moje ciało, delikatnie splotłem nasze palce.
Usiadłem na łóżku, światło dzienne raziło mnie w oczy. Serce zaczęło mi bić mocniej, kiedy rozejrzałem się po pokoju, żeby ją znaleźć. Odsunąłem pościel i wstałem z łóżka, ruszając prosto do drzwi łazienki.
Żałowałem tego, że na nią krzyczałem, że ją przestraszyłem.
Nie było jej w łazience. Gdzie ona mogła sobie pójść?
Byłem wściekły, pijany. Jej decyzja o tym, żeby nie poinformować mnie kto zrobił jej krzywdę, była dla mnie czymś kompletnie niezrozumiałym. Jak niby miałem ją chronić, skoro o niczym mi nie mówiła? Kiedy zobaczyłem jej twarz poprzedniego wieczoru, zdałem sobie sprawę, że Harry mówił prawdę.
Ruszyłem do kuchni mając nadzieję, że znajdę tam Selene. Pusto. Drzwi do salony były otwarte. Chwyciłem się framugi i wetknąłem głowę do środka pokoju, żeby się rozejrzeć. Już miałem się cofnąć, gdy kątem oka zauważyłem jej ciemne włosy. Siedziała na parapecie, kolana mocno przyciskając do klatki piersiowej. Patrzyła tępo przez okno obserwując zabiegany świat na zewnątrz. Małymi dłońmi oplatała swój kubek podnosząc go właśnie do ust sącząc parujący płyn. Musiała wyczuć moją obecność, bo zaraz odwróciła głowę w moją stronę. Głębia jej niebieskich oczu zawisła na mojej twarzy. Jej twarz ciągle wyglądała na obolałą. Spuchnięta warga, siny policzek. Moja piękna, załamana dziewczyna.
- Zrobiłam ci herbatę...- powiedziała niepewnie
Przyglądałem jej się, miała na sobie moją ciemną koszulę w kratę.
- Już pewnie wystygła- kontynuowała- ale nie chciałam cię budzić
Nie odezwałem się, a ona przeniosła swój wzrok na końce swoich długich włosów i zaczęła się nimi nerwowo bawić. Zeszłej nocy słyszałem niezliczoną ilość razy jak płakała, jej łzy moczyły mój tors, kiedy cicho szlochała, ale nie mogłem nic zrobić. Selena wiele razy starała mi się zamydlić oczy, ale teraz całkiem się tego nie spodziewałem. Dlaczego mi nie powiedziała?
- Dzięki- odparłem cicho.
Selena's POV:
To już powoli robiło się śmieszne. Minęły dwa dni od naszej ostatniej rozmowy. Myślałam, ze Justin potrzebuje chwili przerwy, żeby ochłonąć bo komunikował się ze mną na poziomie minimalnym. Byłam zmęczona jego niedojrzałym zachowaniem. Tak, zataiłam przed nim pewne informacje, ale to co wyprawiał było po prostu głupie. Zamykał mnie w swoim bezpiecznym mieszkanku i mimo to nie mógł przemóc się żeby ze mną normalnie porozmawiać, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nie miałam zamiaru dać nadal się ignorować. Nawet jeśli to oznaczało karczemną awanturę, trudno, niech nie oczekuje że kolejny dzień będę kluczyć koło tematu jak po polu minowym. Kiedy chłopak wynurzył się z pomieszczenia natychmiast zastąpiłam mu drogę, odważnie stając przed jego wysoką sylwetką. Zrobiłam krok w bok, kiedy Justin próbował mnie wyminąć, nie pozwalając mu ruszyć się z miejsca. Zacisnął szczękę i zmarszczył brwi, a jego oczy lekko pociemniały. Był zły. Bez trudu wywoływał przytłaczające uczucie swoim wzrostem, dodatkowo przeszywając mnie palącym wzrokiem. Starał się mnie onieśmielić, ale przemogłam swój strach. - Porozmawiaj ze mną. - powiedziałam.
Jego spojrzenie złagodniało na ułamek sekundy, nie spodziewał się mojej stanowczości. Wrócił do swojej poprzedniej postawy i znowu poruszył się żeby mnie ominąć.
- Odsuń się, albo ci pomogę. - rzucił niskim, przepełnionym groźbą głosem.
Dlaczego był taki oziębły?
***
Przepraszam, że dzisiaj taki krótki. Następny będzie dopiero w niedziele, bo wyjeżdżam :C chyba, że jutro uda mi się jakoś, przed wyjazdem..
środa, 5 czerwca 2013
Rozdział trzydziesty dziewiąty.
Selena's POV
Podskoczyłam siedząc w aucie, słysząc nagły dźwięk dzwoniącego telefonu. Odszukałam go w swojej torebce i podniosłam prosto pod twarz, żeby zobaczyć kto dzwoni. Spojrzałam na Mejsi a ona pomachała ręką, namawiając mnie żebym odebrała. Nacisnęłam zielony guzik i podniosłam telefon do ucha.
- Cześć, piękna.
Bezwarunkowy oddech, który zaczerpnęłam odbił się bólem w mojej piersi. Ostatnia osoba, która tak się ze mną witała, dała upust swojej złości na mojej twarzy.
- Selena? Skarbie, wszystko w porządku? - zabrzmiał jego niski, zaniepokojony głos
Powstrzymałam cichy płacz próbując zachować spokój.
- W...wszystko dobrze.- odpowiedziałam raczej mało przekonująco.
Przez chwile panowała cisza.
- Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę.- wyczułam, że się uśmiecha- Czujesz się już lepiej?- ton jego głosu w magiczny sposób koił moje nerwy
- Troszkę.
- Przyjadę po ciebie jutro rano- moje oczy rozpostarły się szerzej. Zaczęłam panikować. Justin nie mógł zobaczyć mnie w takim stanie. Słowa obcego mężczyzny odbijały się echem w mojej głowie. Nie mogłam pozwolić, żeby ktokolwiek skrzywdził mojego chłopaka, więc musiałam zataić przed Justinem niektóre informacje.
- N..nie. Zostanę trochę u M...Mejsi, jej rodzice wyjeżdżają, a ona nie chce być sama.
- Aha, no dobra- rozczarowanie w jego głosie łamało mi serce. - Jesteś pewna, że wszystko jest w porządku? Brzmisz jakbyś była zdenerwowana. - odgłosy w tle zaczęły słabnąć, i zdałam sobie sprawę, że chłopak przeniósł się do cichszego miejsca, żeby móc ze mną spokojnie porozmawiać.
- Nie.... nie. Po prostu źle się czuję i jestem zmęczona.- skłamałam kompletnie pomijając wcześniejsze wydarzenia. Nie musiał wiedzieć.
- No dobrze, jakby coś się działo, to dzwoń.
- Justin...- nagle zmieniłam temat, przypominając sobie o Miley- Ufam ci.- dokończyłam a mój oddech przyspieszył.
- Chodzi o Miley?- moja cisza była odpowiedzią- Nie masz się o co martwić.
Uśmiechnęłam się słabo. Zakończyliśmy rozmowe, przez ten czas zdążyliśmy przyjechać do domu Mejsi. Pożegnałyśmy się z Harrym.
Nie wychodziłam z łóżka przez dwa ostatnie dni, jedyne czego chciałam to zostać tam. Mejsi starała się mną opiekować, ale ja nie potrzebowałam współczucia. Kiedy wreszcie odważyłam się podejść do lustra i oszacować obrażenia na mojej twarzy, widok niemal wbił mnie w ziemie. Dolna warga wciąż była mocno opuchnięta a linia szczęki oznaczona była dużym siniakiem. To, że moje policzki znowu stały się mokre, nawet mnie nie zdziwiło. Łzy nie wysychały z nich przez ostatnie dni. Poczułam przeszywający ból, kiedy lekko wyprostowałam ręce. Były pokryte różnych rozmiarów plamami, które miały siny kolor.
Podskoczyłam lekko, gdy usłyszałam wibrację telefonu, na drewnianej półce stojącej koło łóżka. Chwyciłam urządzenie w drżące palce, i zamarłam kiedy nazwa dzwoniącego wyświetliła się na ekranie. Wzięłam głęboki oddech, musiałam się uspokoić.
- Selena?
- Cześć Justin- odezwałam się cicho
- Jak się czujesz?
- Już w porządku
- Później po ciebie przyjadę- powiedział zdecydowanie
Jego słowa spowodowały panike w moim umyśle. Ostatnią rzeczą jakiej chciałam to to, żeby do mnie przyjechał. Nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie.
- Nie, nie. Dzisiaj czuję się o wiele lepiej, nie musisz mnie odwiedzać- rzuciłam szybko na jednym wdechu.
- Nie obchodzi mnie to. I tak przyjadę- powaga i siła jego głosu wywołały ciarki na moich plecach.
- Ja...ja przyjadę do ciebie.- odparłam cicho.
Stanęłam ostatni raz przed lustrem. Mój widok przyprawiał mnie o mdłości.
Nie ważne jak wiele warstw makijażu nałożyłam na twarz, ciemne siniaki i tak prześwitywały. Nie miałam pojęcia jak zakryć rozcięcie na mojej wardze. Moje oczy były lekko opuchnięte od płaczu, który nie pozwalał mi zasnąć. Byłam w rozsypce. Ostatni raz rzuciłam okiem na moje odbicie zanim chwyciłam torebkę i wyszłam z domu Mejsi. Weszłam do jej auta, zaraz po mnie Mejs zrobiła to samo. Zawiozła mnie przed dom Justina. Wyszłam z samochodu i pomachałam dziewczynie. Mimo, że bardzo chciałam opóźnić moment spotkania z Justinem, to ciemna noc zaczynała mnie przerażać. Ruszyłam szybkim krokiem wzdłuż chodnika i weszłam po paru schódkach zatrzymując się przy drzwiach Justina. Wiedziałam, że będzie na mnie czekał. Przeczesałam ręką włosy pozwalając, żeby nieco opadły na posiniaczony policzek. Zawahałam się lekko zanim zapukałam do drzwi. Otworzył je szybko. Popatrzył na mnie w ciszy i odsunął się na bok pozwalając mi wejść do środka. Justin stanął do mnie tyłem zamykając drzwi. Nerwowo bawiłam się ramiączkami torebki, słysząc tylko jego głęboki oddech, jakby przygotowywał się żeby stanąć ze mną twarzą w twarz. Kiedy to w końcu zrobił, nie trudno było dostrzec bólu w jego oczach, które wędrowały po moich rysach. Mocniej zacisnęłam pasek torebki, kiedy powoli uniósł dłoń i odgarnął ciemne fale włosów, które zasłaniały mój policzek. Obserwowałam jak lekko przekrzywia głowę w bok, żeby mieć lepszy widok. Jego spojrzenie było przepełnione smutkiem, kiedy jego palce ostrożnie podnosiły mój podbródek. Był taki cichy, nienormalnie cichy.
- Co ci się stało?- prawie wyszeptał.- Starałaś się to ukryć- przejechał kciukiem po siniaku, gdzie nałożyłam najgrubszą warstwę makijażu. Starałam się odwrócić twarz, ale Justin powstrzymał mnie. Opuszkami palców delikatnie dotknął mojej dolnej wargi.
- Nie chciałam cię martwić... upadłam. To był wypadek
Bardzo trudno było mi mierzyć się z jego przenikającym spojrzeniem. Jego oczy zaczęły ciemnieć. Zmarszczył brwi, jego szczęka zacisnęła się w odpowiedzi na moje słowa. Złość. Moje ręce zaczęły coraz bardziej się trząść kiedy przeniósł swój dotyk z mojej twarzy i zbliżył się, całkowicie zmniejszając dystans między nami. Ledwo oddychałam gdy poczułam jego usta na skórze mojej szyi. Stykaliśmy się klatkami, kiedy przeniósł je do mojego ucha.
- Chyba nie myślisz, że jestem na tyle naiwny, żeby uwierzyć w to gówno, prawda?- powiedział ochrypłym głosem
Rozchyliłam usta a moje oczy otworzyły się szerzej. Justin wiedział.
Odsunął się ode mnie
- Nie wiem co mnie złości bardziej. Fakt, że nie powiedziałaś mi sama... czy to od kogo się dowiedziałem..- na jego twarzy pojawił się grymas.
Jego słowa zawisły w powietrzu, nie byłam w stanie się odezwać.
- Selena, zostałaś zaatakowana- zabrzmiał jego niski głos- On cię kurwa uderzył!
Nagła zmiana głośności w jego wypowiedzi sprawiła, że podskoczyłam. Z moich oczu natychmiast zaczęły lecieć łzy. Nadal staliśmy w korytarzu.
- Harry mi powiedział.
Skrzywiłam się kiedy sylwetka Justina przeszła tuż obok mnie. Momentalnie ruszyłam za nim, ale stanęłam w bezruchu, kiedy dotarłam do kuchennych drzwi. Stał przy zlewie, miał opuszczoną głowę.
- Muszę się napić- wymamrotał do siebie
Moje serce przeszedł dziwny ból, jak obserwowałam jak odwraca się i chwyta butelkę wódki i nalewa do szklanki. Kiedy z trzaskiem odstawił pustą szklankę na blat zrobiłam niepewny krok w tył. Justin odwrócił się szybko w moją stronę. Wpatrując się we mnie ciemnym wzrokiem zaczął iść w moim kierunku. Nie wiedziałam co mam robić, więc... uciekłam.
Nogi szybko zaprowadziły mnie wzdłuż korytarza do naszej sypialni. Krzyczał na mnie. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, spanikowałam, kiedy usłyszałam za nimi ciężkie kroki. Łzy ciurkiem spływały mi po policzkach, kiedy pospiesznie ruszyłam w stronę łazienki. i zamknęłam drewnianą powłokę., odgradzając się od rozwścieczonego, pijanego anioła, który teraz bardziej przypominał mi zwierze.
Chwilę później usłyszałam jak jego pięści z całej siły uderzają o drzwi. Z sekundy na sekundę dźwięk wydawał się głośniejszy. Zakryłam dłonią usta, żeby zagłuszyć wydostające się z nich odgłosy płaczu.
- Selena, otwórz drzwi.
Nie wiedziałam jak długo jeszcze wytrzymają drzwi, dlatego odsunęłam się od nich idąc w tył i oddalając się od przerażającego głosu Justina. Weszłam do wanny i automatycznie podkuliłam nogi pod klatkę piersiową. Moje palce chwyciły cienki materiał zasłonki prysznicowej i zaciągnęły ją nad wanną, starałam się za wszelką cenę odgrodzić chłopaka kipiącego gniewem. Nie przestawał. Odnalazłam słuchawkę prysznica i odkręciłam wodę. Była zimna, odbijała się od mojej skóry przesiąkając przez ubrania. Chciałam jedynie przestać słyszeć jego głos.
- Selena?- krzyknął pytającym tonem.
Nastała chwila ciszy.
- Selena, otwórz te pierdolone drzwi!- krzyknął nagle
To było ostatnie co powiedział, zanim ciężkie drzwi ustąpiły pod naporem jego silnego ramienia. Cienka zasłonka została momentalnie odciągnięta. Modliłam się, żeby zniknąć, żeby mnie nie zauważył. Zaryzykowałam i spójarzałam w górę, na mojego chłopaka. Stał z rozchylonymi wargami, wpatrując się w przerażoną dziewczynę skuloną w wannie. Justin przeciągnął swoją koszulkę przez głowę i rzucił ją na ziemie. Z trudem złapałam powietrze, kiedy poczułam jak jego dłonie ostrożnie przesuwają mnie do przodu. Chwile później z powrotem przyciągnął mnie do siebie, umieszczając między swoimi udami. Moje plecy zostały przytulone do jego nagiego torsu. Zdziwiłam się kiedy poczułam, że opiera głowę o moje ramie.
- Nadal jestem na ciebie zły- powiedział cicho
- Wiem
Siedzieliśmy pod zimną wodą kilka godzin. W mojej głowie ciągle zadawałam sobie pytanie, kiedy w końcu powiedziałam na głos
- Co masz zamiar zrobić?
Myślał nad odpowiedzią
- Jeszcze nie wiem- przyznał
- P..proszę cie, nie..
Przerwał mi w połowie zdania, kiedy mocniej oplótł mnie rękami przyciskając do swojego ciała ze złości.
- Nie ty będziesz o tym decydować. Nie masz żadnego wpływu na to co robię.
Załkałam cicho, w jego głosie nie było ani krzty ciepła. Kiedy nie odpowiedziałam potrząsnął moimi ramionami.
- Rozumiesz?!- rzucił szybko
- T..tak- odpowiedziałam cicho.
Woda kapała z moich ubrać, gdy Justin postawił mnie na nogi. Chwycił mnie za rękę i pomógł wyjść z wanny. Stanęłam na przeciwko niego i obserwowałam jak chwyta ręcznik i wyciera swoje mokre włosy. Po chwili wręczył mi materiał, którym osuszyłam swoje włosy i przerzuciłam je za jedno ramie. Stał i przyglądał mi się chwilę, zanim jego palce odpięły guzik moich mokrych spodni. Zaciekawione karmelowe oczy wpatrywały się w moją twarz, zanim chwycił przemoczoną bluzę i zdjął ją z moich rąk. Ledwo dotknęła ziemi, kiedy chwycił końce mojej koszulki i pociągną do góry. Delikatnie złapał moje nadgarstki i wyprostował moje ręce. Przegryzł dolną wargę kiedy zauważył ciemne siniaki pokrywające moją skórę. Mocno zacisnął oczy w których widziałam tylko ból. Uklęknął i zaczął rozwiązywać moje buty. Stałam boso w całkowitym bezruchu, kiedy drugi raz sięgnął do zapięcia moich spodni, żeby je zdjąć.
Nie protestowałam już, po prostu stałam w samej bieliźnie cała mokra. Trzęsłam się z zimna, kiedy odpiął mój stanik, majtki za chwile znalazły się wokół kostek. Stałam przed nim już całkiem nago. Jego chłodny wzrok przejechał po całym moim ciele nie wyrażając żadnych emocji, kiedy odpinał swój pasek. Opuścił je wzdłuż nóg. Jego bokserki sekundy później powędrowały tą samą drogą. Oplótł ręcznik wokół swojej talii i po prostu wyszedł. Zostawił mnie samą, dygocącą z zimna. Zakryłam piersi rękami i płakałam.
Kiedy weszłam do sypialni właśnie naciągał na siebie szare dresy. Obserwowałam jak wspina się na łóżko.
Spotkaliśmy się wzrokiem, gdy mocniej przycisnęłam ręcznik, którym się owinęłam do piersi. Jego oczy nie wyrażały nic, żadnych najmniejszych uczuć. Ruszyłam do jednej szafki z ubraniami. Poczułam pustkę rozdzierającą moje wnętrze, gdy chłopak po prostu opadł na łóżko. Nic nie pozostało z tego Justina, o którym myślałam w każdej wolnej chwili dnia.
Szlochając cicho, przeciągnęłam jeden z jego t-shirtów przez głowę. Moje palce chwyciły jakąś pare bokserek i wciągnęły na moje nogi. Odwróciłam się w stronę łóżka i zobaczyłam jak Justin unosi się na łokciach i odkrywa część pościeli. Poczułam iskrę nadziei i podeszłam do łóżka. Wspięłam się na nie i przykryłam kołdrą. Wzdrygnęłam się, kiedy przysunął mnie do swojego ciała.
- Ogrzej mnie
Jego słowa wbiły się w moje serce jak nóż. Były chłodne i pozbawione wyrazu. Znowu zaczęłam płakać, kiedy przekręcił mnie zgodnie ze swoimi potrzebami. Nie byłam dla niego niczym więcej, jak tylko źródłem ciepła. Moja ręka spoczęła na jego torsie, łzy spływały po jego skórze. Nie zrobił nic, żeby mnie pocieszyć.
Nie wiem jak długo tak leżałam wykończona brakiem snu. Jego oczy były zamknięte, długie rzęsy spoczywały na górze policzków, kiedy delikatnie przejechałam dłonią po jego piersi, przenosząc ją na mocno zarysowane kości obojczyka. Ledwo dotknęłam jego policzka, kiedy chwycił mój nadgarstek i odsunął od swojego ciała.
- Proszę cię.... Justin- załkałam
Nasza skóra miała ze sobą kontakt, ale nie pozwolił mi się dotknąć. Nie tak jakbym chciała.
- Zrobiłam to dla ciebie- wyszeptałam
Dlaczego on był na mnie aż tak zły? Straciłam nadzieję w cokolwiek.
Zamknęłam oczy w poczuciu kompletnej klęski i oparłam głowę o jego tors. Zaczęłam zapadać w głęboki sen, a chęć wplecenia palców w jego dłoń, została tylko sennym marzeniem.
http://24.media.tumblr.com/b4f4864a801d6a16032069a567a32cdb/tumblr_mhzc14KtjN1ri60xlo1_500.gif
http://24.media.tumblr.com/tumblr_lzpt6kKDsN1r04uh7o4_250.gif
Rozdział trzydziesty ósmy.
Justin's POV:
Usłyszałem dźwięk odkluczanych drzwi. Odłożyłem laptopa na stół i wstałem. Zobaczyłem uśmiechniętą twarz Seleny, od razu można było zauważyć, że ma dobry humor. Stała w drzwiach i patrzyła się na mnie. Zaśmiałem się i zacząłem iść w jej stronę. Objąłem ją w talii mocno przyciskając do siebie. Automatycznie położyła dłoń na moim ramieniu.
- Zdałam- jej uśmiech robił się coraz większy
Przez jakiś czas analizowałem to co do mnie powiedziała. Przytuliłem ją mocno do siebie kładąc głowę w zagłębieniu pomiędzy jej ramieniem a szyją. Zaciągnąłem się jej zapachem a ona pogłaskała mnie po głowie i pocałowała w czoło.
- Dobra dziewczynka- szepnąłem jej do ucha na co ona zaśmiała się cicho
- Idziemy dzisiaj na imprezę- powiedziała po jakimś czasie
Podniosłem brew i położyłem dłonie na dole jej pleców.
- Jaką?
- Do Davida, kolegi ze szkoły. Z okazji zakończenia szkoły- puściła do mnie oczko
Selena's POV:
Oboje poszliśmy do sypialni, gdzie znajdowała się duża szafa z ubraniami. Justin usiadł na łóżku przyglądając się moim ruchom z zadziwiającą dokładnością.
Przebrałam się w czarne spodnie i czarny gorset.http://24.media.tumblr.com/659262a9fea1607be82fe0a2c8d030c4/tumblr_mnx619So6I1s2p081o1_250.gif Podeszłam do lustra, zastanowiłam się chwilę i postanowiłam, że w takim stroju pójdę na dzisiejszą imprezę. Obróciłam się przodem do Justina a on oblizał usta.
- Uu- mruknął gardłowo na co ja się zaśmiałam.-Pięknie wyglądasz skarbie
Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach a on puścił do mnie oczko. http://media.tumblr.com/b8478fc7671f03ee2ea260ef86e90818/tumblr_inline_mnu1mpapnj1s1qsql.gif
- Nie mogę się doczekać.- potarłam nos o jego policzek a następnie złożyłam na nim krótki pocałunek.
- Dobra skarbie, idę się malować, a ty przebież się w coś ładnego- mrugnęłam do niego a on zaśmiał się głośno. Weszłam do łazienki i podeszłam do lustra. Nałożyłam na twarz podkład, wymalowałam oczy eyelinerem i cieniami po czym pomalowałam rzęsy. Uczesałam sobie włosy i przed wyjściem z łazienki pomalowałam sobie usta błyszczykiem i popryskałam się perfumem, który dostałam od Mejsi na urodziny.
Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Rowdiego w czarnych spodniach, białej bluzke i białej marynarce. Jego włosy jak zawsze były ułożone do góry.
- Gotowa?- powiedział i złapał mnie za rękę. Ścisnęłam ją delikatnie potwierdzając.
Wsiedliśmy do dużego, białego auta Justina i ruszyliśmy przed siebie. Wytłumaczyłam mu, jak dojechać do miejsca imprezy
Kiedy byliśmy już na miejscu, oboje wysiedliśmy z auta, większość ludzi przywitało nas zdziwieniem. Bo przecież mój Justin ,,umarł''. Widząc to zaśmieliśmy się oboje i weszliśmy do budynku. Podszedł do nas David i podał nam drinki. Napiliśmy się i stanęliśmy pod ścianą.
- Poczekaj tu na mnie- chłopak odwrócił się ode mnie i poszedł przed siebie. Zaciekawiona patrzałam gdzie idzie kiedy zatrzymał się przy dziewczynie i pocałował ją w policzek. Po sekundzie zorientowałam się, że jest to Miley. Westchnęłam i przewróciłam oczami. Nie byłam zadowolona, że Justin poszedł sobie do niej. Lokal był bardzo duży, pewnie troche kosztowało Davida wynajęcie go. Muzyka grała bardzo głośno. Szłam przed siebie w poszukiwaniu toalety. Kiedy już ją znalazłam weszłam do niej. Nie było w niej idealnie czysto. Stanęłam przed lustrem i odkręciłam kran aby umyć ręce. Kiedy dźwięk zamykanych ciężkich drzwi zabrzmiał w łazience, nawet nie zwróciłam na to większej uwagi. Nie przestałam myć rąk. Podniosłam mokrą dłoń do twarzy i ostrożnie odgarnęłam nią kilka pasemek włosów, które opadały mi na twarz. Usłyszałam chrząknięcie i dźwięk ciężkich kroków, więc mogłam się domyśleć, że jest to mężczyzna.
- Przykro mi, to jest damska toaleta.- zawołałam przez ramie.
Poczułam coś dziwnego. Nieprzyjemne przeczucie jasno mówiące, że ktokolwiek by to był, nie ma zamiaru wyjść.
- Cześć piękna- zamarłam słysząc powitanie, które zazwyczaj budziło stado motylków w moim brzuchu, wypowiadane przez Justina. Dolna warga zadrżała mi niebezpiecznie, a żołądek prawie wywrócił się na drugą stronę. Nagły dźwięk drzwi zamykanych z największą siłą wywarł mnie z otępienia. Podniosłam dłoń do ust starając się powstrzymać łkanie. Czułam gorąco bijące od osoby, która stała za mną. To nie był Justin.
Nadal nie ruszyłam się z miejsca, aż poczułam mocny uścisk na nadgarstku. Zostałam gwałtownie odwrócona. Moje obawy i lęki całkowicie się potwierdziły, kiedy stanęłam twarzą twarz z obcym mi mężczyzną.
Nie miałam najmniejszych szans. Wiedziałam o tym bardzo dobrze, gdy stał nade mną czerpiąc wszelkie korzyści ze swojego wzrostu. Stał niebezpiecznie blisko. Ostatnim czego bym sobie życzyła, to być sam na sam z tym facetem. Potrzebowałam Justina.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz, Sel?- zapytał mężczyzna.
Uśmieszek, który uformował się na jego ustach wywołał na moim ciele gęsią skórkę.
- Odpierdol się- syknęłam i wyszarpnęłam swoją rękę z jego uścisku.
Mężczyzna zaśmiał się głęboko w odpowiedzi na moją raczej marną groźbę.
Brązowe oczy spoczęły na mojej klatce piersiowej. Poczułam obrzydzenie, byłam pewna, że gapił się na odkryty dekolt.
Zrobiłam krok do tyłu i plecami naparłam na kran. Moje serce waliło jak oszalałe, kiedy z całych sił starałam się znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Momentalnie zdałam sobie sprawę, z tego, że był to jakiś wróg Justina, i że ma zamiar mnie zabić. Doskonale wiedział, że to by całkiem zniszczyło Justina. Fakt, że Justin znajdował się tak blisko, zaledwie kilka metrów dalej przygnębiał mnie, wiedziałam, że nie dam rady uciec obcemu mężczyźnie.
Jego uśmiech był chory.Czerpał niesłychaną przyjemność z tego, że wywołuje u mnie strach. Ręka mężczyzny szybko powędrowała między moje ciemne fale, mocno zaciskając ucisk, kiedy tylko spróbowałam uciec. Głośno jęknęłam z bólu.
- Krzycz skarbie, chcę żeby Justin wiedział, że go wołałaś, chciałaś, żeby cię uratował- rzucił nieprzyjemnym tonem.
Łzy strużkami ściekały mi po policzkach. Mocno przyciskał moje plecy do swojego torsu, a ja nieudolnie próbowałam wyplątać się z jego uścisku. Łatwo sterował moim ciałem ciągnąc mnie za włosy. Przekręcił moją głowę na bok pochylając się do mojego ucha.
- Bądź grzeczną dziewczynką, chcę żebyś go wołała- szepnął
Nie miałam zamiaru przystać na jego żądania. Mężczyzna wyraźnie był wściekły. Podniósł ręke na wysokość mojej twarzy i mocno uderzył mnie w twarz. Po jego ruchu, szybko wyciągnęłam dłoń do przodu i jej wewnętrzną stroną z całej siły naparłam na jego twarz, tym samym wyginając jego nos w przeciwną stronę. Szeroko otworzyłam oczy, kiedy cofnęłam rękę i zobaczyłam jak z obu dziurek jego nosa sączą się szkarłatne strużki krwi. Rzuciłam wzrokiem na mój nadgarstek, na którym ta sama krew odznaczała się na bladej skórze.
- Ty mała suko- rzucił z nienawiścią przez zaciśnięte zęby.
Przeszywający ból pulsował w mojej wardze od uderzenia.
Zanim mogłam chociaż spróbować mojej ucieczki, poczułam mocne szarpnięcie za nadgarstek, a moje biodra zakleszczone zostały pomiędzy ścianą a ciałem mężczyzny. Wyglądał jak jedno wielkie nieszczęście. Przekrzywił głowę na bok i wypluł krew, która zebrała się w jego ustach cieknąc z nosa. Moja warga bolała jak cholera, ręce zresztą też były już nieźle posiniaczone.
- Selena!
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Harrego stojącego w drzwiach od łazienki. Ciemne loki opadały mu na czoło.
Otworzył szerzej oczy i szybkim krokiem zaczął zbliżać się w naszą stronę. Jego oczy wędrowały z mojej przerażonej twarzy na uścisk dużej dłoni, która boleśnie trzymała moje przedramię. Sekundy później nie czułam już bólu, Harry przeciągnął mnie za swoją wysoką sylwetkę i zaczął krzyczeć:
- Wypierdalaj stąd!
Mężczyzna otarł krew spod nosa wierzchem dłoni. Jego wzrok przepełniony był wściekłością. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy spotkaliśmy się wzrokiem.
- Lepiej trzymaj gębę na kłódkę- rzucił przez zaciśnięte zęby- Albo twojego chłopaka, Justina też zabiję.
- Kto to kurwa był?- powiedział Harry proponując abym usiadła na blacie. Minęło jakieś 5 minut odkąd obcy mężczyzna opuścił toalete, ale wciąż nie mogłam się uspokoić.
Szybko zmyłam krew mężczyzny z moich dłoni szorując je mocno i ignorując ból. Harry chwycił papier i otarł nim moje dłonie, starając się nie zrobić mi krzywdy. Ostrożnie złapał mój podbródek i kciukiem przejechał po zaczerwienionym policzku. Byłam pewna, że będzie z tego niemały siniak.
- Proszę cię, nie- szepnęłam między pojedyńczymi łkaniami.
Spuchnięta warga coraz bardziej piekła. Z pewnością zajmie to troche czasu zanim rana całkiem się zagoi.
- To ma coś wspólnego z Justinem, prawda?- ucichł na chwilę- Ten facet.. zrobił ci to przez Justina.
Doskonale wiedziałam, że Harry był wściekły.
- Musisz mu powiedzieć- rzucił nagle
- Nie- gwałtownie przekręciłam głowę- ten facet powiedział..- mój głos zadrżał, nie miałam odwagi dokończyć zaczętego zdania.
Jego rysy pociemniały, opuścił nieco głowę żeby znalazła się na tym samym poziomie co moja. Ciepły oddech omiótł moją twarz, nie miałam wyjścia, musiałam zmierzyć się z jego wzrokiem.
- On nie jest dla ciebie Selena. Justin jest niebezpieczny. Skrzywdzi cię przez to kim jest.
- Nie- powiedziałam przepełnionym bólem głosem
Cofnęłam rękę z jego uścisku nie chcąc zaakceptować słów, które wydostały się z jego ust. Oczekiwał, że zostawie Justina? Widziałam frustracje w jego oczach kiedy ponownie sięgnął w moja stronę, chwytając moją dłoń, zanim zdążyłam się odsunąć.
- Na litość boską, Selena! Spójrz na siebie
Harry ostrożnie chwycił moją brodę przekręcił moją twarz w stronę lustra. Byłam zszokowana widokiem dziewczyny, którą zobaczyłam. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, ale ze wszystkich sił starałam się je powstrzymać. Rozcięcie na wardze było dość pokaźne, a wokół niego gromadziła się zaschnięta już krew. Policzek czerwieniał, a na nim gdzieniegdzie zaczął już prześwitywać siny kolor.
- Zabierz mnie stąd- rzuciłam szybko kierując wzrok na Harrego.
- Zabiorę Cię do Justina
- Nie!- krzyknęłam i wstałam z blatu, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Do łazienki weszła Mejsi. Na mój widok dziewczyna zasłoniła usta dłonią i stanęła w miejscu
- Co..co ci się stało?- głośno przełknęła ślinę i zbliżyła się do mnie.
Harry opowiedział jej wszystko co widział a ona wsłuchiwała się w to.
- Dzisiaj zostaniesz u mnie, ale moim zdaniem powinnaś powiedzieć to Justinowi.
- Nie! Przestańcie! On nie może się o niczym dowiedzieć, rozumiecie? Wyjdźmy stąd jakoś.... dyskretnie.- ucichłam na chwilę- Harry, proszę, powiedz mu, że źle się poczułam i pojechałam do Mejsi dobrze? I żeby się nie martwił.
Harry skinął głową i złapał mnie za rękę pocierając kostki.
Pożyczyłam chustkę od Mejsi i zakryłam sobie nią twarz. Wyszliśmy z łazienki i przeszliśmy przez duże pomieszczenie. Zobaczyłam Justina siedzącego obok Miley. W rękach trzymali kieliszki i oboje się śmiali. Na szczęście mnie nie zauważyli. Znowu zachciało mi się płakać. Zatrzymałam się na chwilę i wpatrywałam się w piękny obraz mojego chłopaka, ale na szczęście Mejsi popchnęła mnie delikatnie. Podziękowałam jej słabym uśmiechem i wyszliśmy z lokalu. Wsiedliśmy do auta Harrego, który dał nam kluczyki i kazał czekać na niego w środku.
- Będzie dobrze- Mejsi potarła moje kolano i patrzyła się w moje oczy z bólem. Zapewne współczuła mi tego jak wyglądam.
Po kilku minutach do samochodu wszedł Harry.
- Dopytywał się o Ciebie- powiedział ciężkim oddechem.
- Co mówił?
- Pytał się czy wszystko dobrze, i powiedział, że zadzwoni i będzie po Ciebie rano.
Moje oczy otworzyły się szeroko. Głośno przełknęłam ślinę, w tej chwili nie mogłam się ruszyć. Rany na pewno nie zagoją się tak szybko, a nie mogę pozwolić na to, żeby Justin je zauważył.
***
Mam nadzieję, że wam się podobał. Na następny rozdział też mam już pomysł, można się go spodziewać jeszcze dzisiaj.
wtorek, 4 czerwca 2013
Rozdział trzydziesty siódmy.
Selena's POV:
Uśmiechnęłam się słysząc jego słowa. Jego ciepły wzrok przeszywał mnie tak intensywnie, że ciarki przeszły przez całe moje ciało. Potarłam kciukiem jego policzek na co on uśmiechnął się ukazując przy tym szereg swoich białych zębów. Nie mogłam uwierzyć w to, jak człowiek może być taki idealny jak on, jak to jest w ogóle możliwe?
- Teraz na prawdę idę wziąć prysznic- oznajmiłam
Zaśmiałam się a Justin puścił mnie z objęć
Zamknęłam za sobą drzwi łazienki i odkręciłam ciepłą wodę pod prysznicem. Palce ostrożnie zaczęły zsuwać moje majtki w dół. Serce przestało mi bić kiedy zobaczyłam na nich krew. Głośno przełknęłam ślinę i szybko zsunęłam je ze swoich kostek. I włożyłam do kosza na pranie. Nie mogłam pozwolić na to, żeby Justin je zobaczył, miałby strasznie poczucie winy, a ja nie chce żeby tak było. Para wydostawała się zza zasłony prysznicowej, kiedy gorąca woda obmywała moje bolące mięśnie i moczyła włosy.
Po jakimś czasie zakręciłam wodę, i wyszłam zza zasłony. Mokrymi stopami podążałam po łazience szukając czegoś do ubrania. Nałożyłam na siebie czyste majtki i koszule w kratkę Justina. Podeszłam do lustra i zmierzwiłam swoje jeszcze mokre włosy. Po chwili chwyciłam moją szczoteczkę do zębów i nałożyłam na nią odrobinę pasty. Zaczęłam dokładnie szorować zęby.
Po umyciu podeszłam do drzwi łazienki i odkluczyłam drzwi. Naparłam na klamkę co sprawiło, że się otworzyły. Miałam nadzieję, że zobaczę przed sobą Justina wpatrującego się we mnie tak jak to było przeważnie zawsze, gdy się kąpałam i kiedy on był w domu. Wyszłam na korytarz i usłyszałam śmiech dochodzący z dołu. Mogłam się domyśleć, że mamy gości. Szybko weszłam do pokoju, podeszłam do dużej drewnianej szafy i otworzyłam ją. Wyjęłam z niej jasne rurki i czarny top. Ubrałam się w to po czym ponownie założyłam koszule Rowdiego. Uczesałam sobie włosy i zeszłam po schodach na dół. Rozglądając się szukałam wzrokiem średniego wzrostu bruneta z karmelowymi oczami. Weszłam do salonu i zobaczyłam go. Siedział w luźnych dresach. Jego klatka piersiowa była opalona co strasznie przyciągąło uwagę.
Odwróciłam wzrok w drugą stronę i zobaczyłam Miley, która siedziała na przeciwko niego i uśmiechała się do mnie.
- Cz..cześć- wydusiłam z siebie i oparłam się o framugę.
- Hej- odpowiedziała Miley słabo się uśmiechając.
Justin pokazał ręką abym usiadła . Tak też zrobiłam, usiadłam bardzo blisko niego, jakbym bała się, ze ktoś mi go zabierze sprzed nosa. Justin chyba zobaczył moje obawy, bo objął mnie ręką i ścisnął delikatnie moje ramie dodając mi otuchy.
Zrobiło się jakoś niezręcznie cicho. Widać było, że piękna blondynka o dużych oczach i pełnych czerwonych ustach czuję się dziwnie w moim towarzystwie. Wstałam z miejsca i spojrzałam się na Justina, chłopak zmarszczył czoło a jego brwi ułoży się w jedną linię.
- Pójdę już do..- zrobiłam pauze zastanawiając się, do kogo mogę się wybrać- do Mejsi- rzuciłam pospiesznie.
Uśmiechnęłam się do Miley i poszłam na górę, do sypialni aby wziąć moją torebkę.
- Poczekaj chwilę- słyszałam głos chłopaka po czym usłyszałam jak wchodzi po schodach do sypialni i siada na łóżku
- Skarbie, co jest?- powiedział i spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem.
Odgarnęłam kosmyk włosów za ucho aby móc spojrzeć na Justina.
- Po prostu czuję się jakoś.. niezręcznie i nie chce wam przeszkadzać- uśmiechnęłam się słabo i wstałam z podłogi chwytając torebkę.
- Ale nie przeszkadzasz..
- Justin.. tak będzie lepiej, będę niedługo- podeszłam bliżej i zniżyłam się trochę by móc pocałować chłopaka w policzek. Chciałam już ruszyć w stronę drzwi, kiedy poczułam mocny uścisk na moim nadgarstku.
- Ufasz mi?- szczerość w jego głosie sprawiła, że moje serce na moment się zatrzymało.
- Tak.. ufam Ci, ale Miley nie za bardzo- odwróciłam głowę na bok a jego uścisk trochę się poluźnił.
- Nic się nie wydarzy, przysięgam, nie bądź długo - na jego twarzy pojawił się grymas
Jego dłonie puściły moje nadgarstki na co ja nieśmiało się uśmiechnęłam. Jeszcze raz pocałowałam go w policzek i pomachałam. Zeszłam na dół i zobaczyłam Miley patrzącą się na mnie z zaciekawieniem.
- Do zobaczenia.- rzuciłam szybko i pomachałam jej na pożegnanie na co ona się uśmiechnęła.
Usiadłam na ławce w parku czekając na Mejsi. Wyjęłam słuchawki z uszu, kiedy zobaczyłam jej sylwetkę zbliżającą się do mnie. Powolnymi ruchami podniosłam się z pozycji siedzącej i pocałowałam naturalnie różowy policzek blondynki o włosach średniej długości. Ładnie dzisiaj wyglądała. Miała na sobie okulary i czapkę podkreślające jej rysy twarzy.
- Są już wyniki?- zapytałam pospiesznie, mój głos był drżący ze strachu. Przecież mogłam nie zdać tej matury, zwłaszcza jeśli chodzi o matematykę.
-Tak- słysząc jej odpowiedź głośno przełknęłam ślinę i ścisnęłam jej dłoń.
Nic nie mówiąc ruszyłyśmy w stronę szkoły, gdzie miały ukazać się wyniki.
W mgnieniu oka znalazłyśmy się naprzeciwko ogromnego budynku. Na zewnątrz było dużo osób, niektórzy szczęśliwi, a nieliczni płakali bądź byli bardzo smutni. To oznaczało, że wyniki już są. Oboje spojrzałyśmy się na siebie niepewnie i otworzyłyśmy, duże, szerokie drzwi. Już z daleka wiedziałam dużą tabliczkę a na niej nazwiska osób, które zdały. Podeszłyśmy bliżej i wzrokiem śledziłam tablicę, aż w końcu zauważyłam swoje nazwisko. Kamień spadł mi z serca, podskoczyłam z radości i mocno przytuliłam Mejsi, która też zdała.
Moja klatka piersiowa unosiła się w szybki tempie więc postanowiłam usiąść i odetchnąć. Przez ten cały wcześniejszy stres, było mi nie dobrze i dziwnie się czułam, teraz mogłam być spokojna. Spoczęłyśmy na ławkach, które znajdowały się z boku dużej sali gimnastycznej. Chwile rozmawiałyśmy na temat studiów, kiedy usłyszałam znajomy głos. Momentalnie odwróciłam głowę i ujrzałam chłopaka o dużych zielonych oczach, delikatnie różowych ustach, i brązowych lokach.
- Cześć Harry- uśmiechnęłam się i wstałam aby go przywitać.
- Cześć piękna- puścił do mnie oczko a ja uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Słuchajcie, ja już chyba muszę wracać- wydęłam dolną wargę na co moje towarzystwo zaśmiało się jednogłośnie.
- Podwiozę Cię- Harry wziął mnie pod rękę i spojrzał na Mejsi.
- Poczekaj tu na mnie skarbie- puścił do niej oczko a ona uderzyła go delikatnie w ramie na co oboje się zaśmialiśmy.
Wyszliśmy z budynku i zatrzymałam się na chwilę szukając wzrokiem samochodu Harrego. Pokazał palcem na duży czarne auto na co ja uśmiechnęłam się i oboje ruszyliśmy w jego kierunku.
- Ciepło dzisiaj- powiedziałam i zmarszczyłam brwi, promienie słońca przeszkadzały moim oczom a ja nie wzięłam okularów.
- Możesz zdjąć tą koszulke- chwycił za koniec mojej koszulki i dosłowne o milimetr podniósł ją do góry. Uderzyłam go w rękę a on zaśmiał się
- Znowu?- fuknął próbując udawać, że go to bolało.
Zaśmiałam się głośno a on chwycił mnie za rękę i otworzył auto, sugerując żebym weszła. Kiedy to zrobiłam, zapięłam jeszcze pasy a Harry ruszył.
Harry był moim dobrym przyjacielem, kiedy Justin zniknął mogłam na niego liczyć. Kochałam go jako najlepszego przyjaciela.
- Idziesz dzisiaj na tą imprezę u Davida?- chłopak zerknął na mnie trzymając dłonie na kierownicy.
- Jaką imprezę?- zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc o co chodzi.
- No z okazji zakończenia szkoły, przecież Ci mówiłem Sel.- westchnął udając złego. Z natury byłam niezdarą i ciągle o czymś zapominałam, więc raczej wszyscy byli do tego przyzwyczajeni.
- A no tak- położyłam rękę na czole, i po chwili ją zdjęłam.- Tak, pewnie pójdę.
Chłopak uniósł kąciki ust przy czym na jego policzkach pojawiły się dołeczki.
Po krótkiej chwili byliśmy już na miejscu, wysiadłam z auta grzecznie dziękując za podwiezienie. Pomachałam Harremu i weszłam do domu.
***
Mam już pomysł na następny rozdział asdfghjk
niedziela, 2 czerwca 2013
Rozdział trzydziesty szósty.
Selena's POV:
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina leżącego obok mnie. Już nie spał.
- Dzień dobry piękna- Justin uśmiechnął się kiedy potarł swoim nosem o mój. Kciukiem delikatnie przejeżdżał po moim policzku, nie spuszczając ze mnie wzroku, jego spojrzenie było uspokajające.
Moje mięśnie były obolałe po wczorajszym wieczorze, dwa lata przerwy to stanowczo za długo.
Justin miał potargane włosy, nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Justin oparł się rękami po obu stronach mojej głowy i zaczął składać pocałunki na całym moim ciele. Ciepło jego dotyku uspokajało moje mięśnie. Usta bez pośpiechu torowały sobie drogę do lewego biodra. Mój umysł nie zdążył skontaktować się z ciałem, gdy o mało co nie zmiażdżyłam swoim uściskiem jego palców. Bałam się, że zobaczy moje siniaki, powstałe na skutek jego gwałtownego dotyku. Nie musiał tego widzieć. Momentalnie uniósł głowę i spojrzał na mnie z niepokojem. Pełne usta rozchyliły się, żeby zapytać o moją nagłą potrzebe przerwania kontaktu, ale nic z nich nie uleciało.
- Justin- szepnęłam.
Lekko ścisnął moje palce dodając mi otuchy i za chwilę jego twarz była tuż nad moją. Całował linię mojej szczęki, by zaraz przenieść się na szyję.
Justin's POV:
Selena przysunęła się bliżej mnie. Widziałem po jej ruchach, że nadal bolą ją mięśnie. Byłem trochę zdziwiony, bo przecież nie był to jej pierwszy raz, ale po takiej długiej przerwie, czego mogłem się spodziewać.
Jej mięśnie zabolały, kiedy próbowała usiąść. Starała się ukryć dyskomfort z którym się zmagała. Natychmiast położyłem dłoń na jej ramieniu i starałem się nakłonić ją, żeby położyła się na wygodnym łóżku. Kiedy to zrobiła pochyliłem się nad nią.
- O co chodzi? Potrzebujesz czegoś? Podać Ci?- zapytałem szybko.
Byłem zdeterminowany żeby otoczyc ją opieką. Chciałem ulżyć jej poczuciu dyskomfortu w każdy możliwy sposób.
- Justin, jest w porządku- powiedziała, i znowu starała się unieść na łokciach, ale ją powstrzymałem. Już zdążyłem zauważyć jej upartą naturę.
- Przyniosę Ci wszystko czego potrzebujesz- wyjaśniłem
Mój wzrok wędrował po jej twarzy, kiedy nadal milczała. Długie, ciemne fale leżały na poduszce wokół jej twarzy. Była taka piękna. Pochyliłem głowę i pocałowałem ją w usta, by po chwili otulić ją ciepłą kołdrą. Kiedy się odsunąłem zobaczyłem jak się czerwieni i unika mojego wzroku.
- Selena?- Odwróciła głowę. Ledwie słyszałem jej głos, kiedy zaczęła coś mamrotać w poduszkę. Zaśmiałem się i odsunąłem materiał od jej ust.
- Co?- spojrzalem na nią wyczekująco.
Poruszyła się lekko poprawiając pościel na swojej klatce piersiowej, nadal nie chciała nawiązać ze mną kontaktu wzrokowego.
- Moje majtki.. Mogłabym je założyć z powrotem?- powiedziała trochę zakłopotana. Spojrzała na mnie kiedy zacząłem się śmiać.
- Jesteś taka słodka..- nie mogłem powstrzymać chichotu, ale po chwili pocałowałem ją w policzek.
Podniosłem jej czarną bieliznę z podłogi i odrzuciłem na bok kołdrę. Sprawnie wsunąłem koronkowy materiał na jej nogi ciągle patrząc jej w oczy. Uśmiechnęła się nieśmiało.
Również postanowiłem się ubrać. Wciągnąłem na siebie bokserki. Podczas mojej chwilowej nieuwagi Selena zdążyła wstać z miejsca.
- Idę wziąć prysznic- powiedziała szybko zanim zdążyłem ją o cokolwiek zapytać.
Zmieszany usiadłem na skraju łóżka nie bardzo wiedząc co mam teraz zrobić.
Nigdy wcześniej nie interesowałem się aż tak jakąś dziewczyną. Selena była moją słabością. Potrzebowałem jej.
Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu, kiedy zobaczyłem przed sobą dwie małe, bose stopy. Poruszyła palcami a połyskujący lakier zamigotał w słońcu.
- Ładny kolor- skomplementowałem jej paznokcie a ona uśmiechnęła się do mnie.
Moje oczy podniosły się na wysokość jej twarzy, kiedy z zaciekawieniem mnie obserwowała. Podniosłem się z pozycji siedzącej, moje ciało rzuciło na nią cień, kiedy staliśmy na przeciwko siebie w samej bieliźnie. Mój uśmiech zniknął zastąpiony przez dezorientacje, kiedy przechyliłem głowę na bok .Mój wzrok powędrował na jej biodro, idealną skórę znaczyły małe siniaki.
- Co j.... ja?- wyjąkałem.
Popatrzyłem na jej twarz by zaraz z powrotem wrócić na jej biodro. Sekundę później Selena zorientowała się co przykuło moją uwagę. Jej mała dłoń pospiesznie powędrowała w okolice talii, żeby zakryć siniaki, ale powstrzymałem ją. Byłem pewien, że wcześniej ich tam nie było. Kiedy zdałem sobie sprawę z rozpieszczenia siniaków poczułem się jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w twarz. Z wahaniem przeniosłem dłoń na jej biodro, serce zakołatało w mojej piersi, kiedy przylożyłem kciuki i pozostałe palce do odcisków. Pasowały idealnie. To byłem ja. Ja jej to zrobiłem.
- J...ja...ja..nie- potrząsnąłem głową. Nie mogłem sobie przypomnieć, że ją tam dotykałem. A nawet gdyby, to nie zrobił bym jej siniaków. Mój oddech przyspieszył , desperacko wpatrywałem się w jej niebieskie oczy szukając odpowiedzi.
- Ja to zrobiłem?
Selena przegryzła wargę chwytając moją dłoń i odsuwając od jej ciała. Dlaczego nie odpowiadała?
- Błagam Cię, powiedz mi.
Ledwo zauważalnie kiwnęła glową. Jej gest spowodował, że momentalnie oblała mnie fala poczucia winy. Co ja najlepszego narobiłem? Jak mogłem zrobić jej krzywdę?
- Tak bardzo Cię przepraszam- szepnąłem
- Już jest dobrze- uśmiechnęła się słabo.
Nie było dobrze, przepiękna dziewczyna która stała naprzeciwko mnie coś ukrywała.
- Co się stało?- wyszeptałem bojąc się odpowiedzi
- Justin.. Twoje oczy- zaczęła cicho- B...były czarne- zamilkła na chwilę głośno przełykając ślinę kiedy na mnie spojrzała- T..Ty
Opuściła nisko głowę wciąż trzymając moje ręce. Moje serce waliło jak szalone, kiedy czekałem aż Selena dokończy
- Przycisnąłeś mnie do łóżka- dokończyła szeptem
- Nie- mój głos załamał się, kiedy gorączkowo pokręciłem głową
Moje ręce szybko owinęły się wokół jej drobnego ciała. Jak mogłem zrobić jej krzywdę?
- Żadne słowa nie oddadzą tego jak jest mi przykro... To nie powinno się zdarzyć Sel.- ciepło jej ciała zaczęło mnie uspokajać.
- Byłem niedelikatny?
Jej cisza była dla mnie odpowiedzią.
- Cholera..- mocno zacisnąłem powieki i odsunąłem się od niej.
Zostałem wyrwany z niekontrolowanego zamyślenia, kiedy poczułem ciepły dotyk ręki Seleny na moim nagim torsie. Zaskoczył mnie jej uśmiech, powinna raczej być przerażona.
-Wróciłeś do mnie.. Dotknęłam twojej twarzy, twoje oczy... wróciłeś do mnie.
Poczułem delikatna ulgę po jej słowach. Dotknęła ręką mojego policzka a ja uśmiechnąłem się
- Zawsze do Ciebie wrócę- szepnąłem i uniosłem jej dłoń, żeby ją pocałować.
***
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE :*
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział trzydziesty piąty.
Dobrze wiecie co oznacza czerwona czcionka
Selena's POV:
Po jego wyrazie twarzy można było zauważyć, że był zaniepokojony. Zmarszczyłam brwi obserwując i pomachałam ręką prosząc aby kontynuował.
-J..ja..- widziałam, że miesza się w tym co chce powiedzieć, z pełnym skupieniem patrzał na drogę, jakby bał się spojrzeć mi w oczy.- Bo jak nie było mnie z Tobą- na moment zamknął oczy, widać było, że ma poczucie winy.- To byłem w Atlancie.. I przysięgam, że nic się nie wydarzyło, ale.. Miley ze mną była.- spojrzał mi w oczy, przysięgam, że na moment serce mi stanęło. Dlaczego wziął ją, a mnie okłamywał?
- Zatrzymaj się- do moich oczu zaczęły napływać łzy, ale nie pozwalałam im wyjść na zewnątrz.
- Co?- powiedział i spojrzał się na mnie.
- Zatrzymaj samochód.- szybko odpowiedziałam, a gdy Justin zrobił to co mu kazałam szybko otworzyłam drzwi i wyszłam z auta.
- Co ty robisz?- chłopak wyszedł za mną a ja zdjęłam szpilki, które miałam na nogach i chwyciłam je w rękę po czym zaczęłam biec. Słyszałam za mną krzyki Justina, abym się zatrzymała, ale ja biegłam coraz szybciej. Teraz już moja twarz była przepełniona łzami, a mnie nie obchodziły auta trąbiące na mnie. Chciałam tylko być jak najdalej Justina.
Zwolniłam trochę tempo, zmęczyłam się, ale za mną nadal słyszałam bieg Justina. Spanikowałam, wiedziałam, że jest coraz bliżej mnie. Nie dało się ukryć, że był bardziej wysportowany i szybszy ode mnie. Poczułam jak jego duża dłoń łapie mnie za nadgarstek i ciągnie w swoją stronę. Gwałtowne zatrzymanie się i cofnięcie w drugą stronę sprawiło, że poleciałam na jego ciało. Z całej siły starałam się odepchnąć od niego ale on popchnął mnie delikatnie do tyłu, co sprawiło, że oparłam się o pień drzewa. Jego dłoń ciągle zaciskała się na moim nadgarstku. Przywarł do mnie całym swoim ciałem, sprawiając, że nie mogłam się uwolnić, nie chciał żebym uciekła. Uniósł mój nadgarstek na wysokość swoich usta i pocałował moje blizny.
- Oszalałaś? Nie uciekaj mi więcej..- powiedział, nasze ciężkie oddechy mieszały się ze sobą.
- Puść mnie- starałam się nie patrzeć mu w oczy.
- Spójrz na mnie- rozkazał mi Justin, ale ja nie zamierzałam mu ulec.- No spójrz- chwycił moją brodę i delikatnie przesunął do góry. Mimowolnie spojrzałam mu w oczy. Jego karmelowe tęczówki, były przepełnione współczuciem.
- Przepraszam- nasze oddechy wracały do normy.- Nic się nie wydarzyło, na prawdę.
- Ty myślisz, że o to mi chodzi?- nie wytrzymałam.- Dlaczego wziąłeś ją a nie mnie? Dlaczego postanowiłeś sprawić mi największy ból jaki mogłam kiedykolwiek poczuć?
- Skarbie- przerwał mi.- Miley lubi bawić się w takie niebezpieczne rzeczy, a gdyby Ci coś się stało, nie wybaczył bym sobie. Tylko Cię kocham- obserwując moją reakcje trochę się ode mnie odsunął. Moja złość stanowczo się zmniejszyła. Jedną dłoń położyłam na jego przedramieniu ściskając delikatnie. Zbliżyłam swoją twarz do jego i potarłam nasze nosy na co on zaśmiał się cicho. Chwycił moją dłoń i potarł moje kostki.
- Dziewczyno, wiesz, że Cię kocham prawda? Wiesz? Jak tak to dobrze, bo jesteś śliczna. Jesteś, uwierz w to, pokaż, że jesteś silna. Nie płacz.. nie tnij się- potarł mój nadgarstek.- Nie warto, nie rób tego przeze mnie. Wiem co czujesz. j..ja wiem. Jesteś wrażliwa. Czasem trzeba się wypłakać, ale tylko to, nic więcej nie rób.. Proszę, dla mnie. Kocham Cię.- te słowa mocno mną wstrząsnęły. Widać było, że są szczere, i prosto z serca. Objęłam chłopaka w talii i przytuliłam się do niego na co on się uśmiechnął.
Stanął do mnie bokiem i chwycił za uda co sprawiło, że straciłam grunt pod nogami. Justin był silny i bez trudu potrafił podnieść mnie z ziemi. Jedną ręką objęłam jego szyję a w drugiej ręce trzymałam swoje buty. Zaniósł mnie z powrotem do auta. Usiadłam na miejscu pasażera a zaraz po mnie do samochodu wszedł Rowdy. Puścił do mnie oczko i ruszył w stronę domu.
Kiedy byliśmy na miejscu oboje weszliśmy do pokoju. Patrzyłam jak Justin wyjmuje klucze, telefon i portfel z tylnej kieszeni spodni i kładzie na półce. Głębia jego oszałamiających oczu spoczywała na mnie kiedy nerwowo o krok ruszyłam przed siebie.
- Chodź tu- wyciągnął swoje ręce w moją stronę, a ja po chwili je chwyciłam. Jego lewa ręka powoli zsunęła się po moich plecach przysuwając mnie bliżej jego ciała.
- Kocham Cię, bardzo. - szepnął mi do ucha po czym pocałował miejsce nad nim.
- Ja Ciebie też- odpowiedziałam szybko, byłam pewna swoich słów
- Jesteś bezpieczna, przy mnie jesteś bezpieczna- cicho powiedział do mnie.
Wierzyłam mu. Wiedziałam, że nic nie powstrzymałoby go żeby mnie ochronić. Mogłam zaufać mu praktycznie we wszystkim. Czy to właśnie jest miłość? Być tak bardzo kimś pochłoniętym, że chce mu się dać wszystko.
Pocałował mnie delikatnie. Odchylił się dosłownie na milimetry, ale wciąż byłam w stanie czuć jego usta tuż przy moich. Stykaliśmy się czołami, kiedy mój niepewny dotyk powędrował w dół jego brzucha. Drżącymi palcami dotknęłam koniec jego koszulki, którą miał na sobie. Chłopak szybko chwycił moje nadgarstki a ja spojrzałam się na niego. Jego wzrok był niepewny.
- Justin.. ja chce.- powiedziałam ciągle na niego patrząc.
- Jesteś pewna? Minęło trochę czasu od kiedy..- Tak- przerwałam mu.
Rowdy puścił moje nadgarstki a ja ściągnęłam z niego T-shirt. Moim oczom ukazał się opalony tors Justina. Wyglądał przepięknie. Jego skóra była taka miękka, dokładnie czułam jej fakturę pod palcami, kiedy kreśliłam kółka na jego brzuchu.
Jego rysy twarzy były oświetlone przez światło dzienne wpadające przez uchylone okno. Włosy, piękny uśmiech, nadzwyczajne karmelowe oczy i pełne wargi. Justin delikatnie cmoknął mnie w czubek nosa na co ja uśmiechnęłam się szeroko.
Chłopak przybliżył usta do mojego ucha i po chwili szepnął- Jesteś moja. Na jego słowa ponownie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Zrobiłam mały krok do tyłu opuszczając jego silne ramiona. Jego błyszczące, karmelowe oczy nie opuszczały mnie ani na moment. Zdjęłam z siebie luźną sukienkę, którą miałam wcześniej na sobie. Teraz stałam przed nim w samej bieliźnie. Chłopak oblizał usta mierząc mnie wzrokiem od dołu do góry. Zatrzymał się na moich oczach i przybliżył się do mnie z powrotem. Jego miękkie, pełne usta złączyły się z moimi, język delikatnie torował sobie drogę między moimi rozgrzanymi wargami. Nie sprzeciwiałam się, moje ciało swobodnie mu ulegało. Justin mógł mieć wszystko co tylko byłam w stanie mu dać, a nawet więcej. Byłam jego. Dłonią chwyciłam tył jego karku i spojrzałam mu w jego pelne pożądania oczy.
Chłopak w szybkim tempie zdjął z siebie spodnie i chwycił moją dłoń. Pokazał ręką abym położyła się na łóżku, tak też zrobiłam. Duże dłonie Justina błądziły po calym moim ciele, gdy delikatnie pieścił moją skórę. Uśmiechnął się nie odrywając ode mnie swoich ust, kiedy powędrowałam dotykiem w górę jego pleców. Owinęłam palce wokół jego idealnie ułożonych włosów i delikatnie pociągnęłam za ich końce
- Jesteś taka piękna.
Zdjął z mojego nadgarstka wszystkie bransoletki, jedna po drugiej. Uważnie obserwowałam jak jego palce pozbywają się mojej biżuterii. Jego wzrok spoczywał na mojej twarzy.
Wciąż leżałam na plecach, kiedy Justin kontynuował swój delikatny dotyk. Moje serce zabiło mocniej, gdy przesunął się w górę i zawisł nade mną. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko i wślizgnął ręce pod moje plecy chcąc rozpiąć stanik. Przed wykonaniem tej czynności spojrzał się na mnie pytając o pozwolenie. Kiwnęłam głową a on rozpiął go i delikatnie zsunął ramiączka. Rzucił go na podłogę a ja leżałam pod nim w samych majtkach. Ciągle patrzał mi głęboko w oczy a jego ręce wędrowały po całym moim ciele.
- Tęskniłem za tym- powiedział ciężko oddychając.- Jesteś taka delikatna- ostrożnie jeździł palcami po moim brzuchu. Jego dłonie powędrowały w górę mojego ciała delikatnie chwytając moje piersi i lekko je ściskając. Przyjemne uczucie spowodowało gęsią skórkę na mojej skórze. Dobrze wiedział jaki efekt na mnie wywiera, zwłaszcza, jak nie mogłam poczuć go przez taki długi czas. Przekręciłam głowę na bok ciężko oddychając po czym ponownie na niego spojrzałam. Spotkałam jego intensywny wzrok, kiedy poczułam jak jego palce zjeżdżają w dół brzucha. Każdy jego ruch wydawał mi się wspaniały. Przesunął się wgłąb łóżka cały czas całując mnie po ciele. Poczułam jego dotyk na mojej bieliźnie. Zsunął delikatnie moje majtki a jego oczom ukazała się moja kobiecość. Moje policzki zaczęło ogarniać znane mi uczucie i stały się czerwone. Chłopak zaśmiał się. Uniosłam biodra, kiedy poczułam w sobie jego język. Nie byłam w żaden sposób przygotowana na jego szybkie akcje. Usta i język współpracowały uzyskując dźwięk jego imienia z trudem wydostających się z moich rozchylonych warg. Justin uniósł głowę a ja zobaczyłam jego idealną twarz. Przybliżył się do mnie i pocałował moje rozgrzane usta. Zdjął z siebie swoje bokserki i pocałował delikatnie moje podbrzusze.
- Kocham Cię.- usadowił się między moimi udami i przyłożył czubek jego męskości do mojego wejścia pytając o pozwolenie.
- Kochanie, chce cię poczuć- szybko odpowiedziałam a on uśmiechnął się i naparł na mnie jak najostrożniej mógł. Mocno zacisnęłam powieki czując ból. Splótł nasze palce a ból przeminął. Chłopak schylił się aby pocałować mnie w usta po czym zaczął wolno poruszać biodrami obserwując moją reakcje. Z naszych ust wydobywały się ciche jęki. Chłopak zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, ciemność która w nich panowała przeszyła strachem wszystkie komórki mojego ciała. błyszczące karmelowe tęczówki, nagle stały się czarne. Pojedynczy szloch wyrwał się z moich ust, kiedy Justin wbił się we mnie wyjątkowo mocno i boleśnie. Wbiłam paznokcie w jego lśniące od potu plecy. Nisko jęknął w odpowiedzi i i chwycił moje biodro. Jego palce mocno zacisnęły się na mojej skórze, kiedy nadal pracował swoim ciałem, wsuwając się we mnie i wysuwając. Nie całowaliśmy się, nie było nic intymnego w zaistniałej sytuacji.
- Justin- rzuciłam pospiesznie, marząc aby był bardziej delikatny.
Łzy pojawiły się na moich policzkach czując jego bolesne dla mnie pchnięcia. Chciałam go pocałować, zobaczyć tego zabawnego, opiekuńczego chłopaka, w którym się zakochałam. Moje palce desperacko dotykały jego twarzy starając się przyciągnąć jego uwagę.
-P...proszę cię- powiedziałam cicho.
Mój dotyk spowodował, że mocno zamknął oczy i potrząsnął głową. Natychmiast zwolnił tempo i pocałował mnie w usta. Przyciągnęłam go za szyję przyciskając jego czoło do swojego. Teraz czułam tylko i wyłącznie przyjemność.
Przemiana była szokująca, i zaczęłam zastanawiać się, czy ten piękny chłopak nade mną, zdawał sobie w ogóle sprawę z tego co się przed chwilą wydarzyło. Poczucie ulgi przelało całe moje ciało.
Z naszych ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki, co chwile wypowiadał moje imię. Jego usta mocno przywarły do moich i w tym momencie oboje doszliśmy.
Justin zdjął rękę z mojego biodra i wysunął się ze mnie delikatnie. Położył się obok mnie i przykrył nas kocem.
- Byłaś niesamowita, tęskniłem za tobą. - potarł palcem mój policzek. Nasze oddechy powoli starały się wracać do normy. Położyłam głowę na jego torsie.
- Przy mnie jesteś bezpieczna- powiedział jeszcze a ja uśmiechnęłam sie i zamknęłam oczy.
Selena's POV:
Po jego wyrazie twarzy można było zauważyć, że był zaniepokojony. Zmarszczyłam brwi obserwując i pomachałam ręką prosząc aby kontynuował.
-J..ja..- widziałam, że miesza się w tym co chce powiedzieć, z pełnym skupieniem patrzał na drogę, jakby bał się spojrzeć mi w oczy.- Bo jak nie było mnie z Tobą- na moment zamknął oczy, widać było, że ma poczucie winy.- To byłem w Atlancie.. I przysięgam, że nic się nie wydarzyło, ale.. Miley ze mną była.- spojrzał mi w oczy, przysięgam, że na moment serce mi stanęło. Dlaczego wziął ją, a mnie okłamywał?
- Zatrzymaj się- do moich oczu zaczęły napływać łzy, ale nie pozwalałam im wyjść na zewnątrz.
- Co?- powiedział i spojrzał się na mnie.
- Zatrzymaj samochód.- szybko odpowiedziałam, a gdy Justin zrobił to co mu kazałam szybko otworzyłam drzwi i wyszłam z auta.
- Co ty robisz?- chłopak wyszedł za mną a ja zdjęłam szpilki, które miałam na nogach i chwyciłam je w rękę po czym zaczęłam biec. Słyszałam za mną krzyki Justina, abym się zatrzymała, ale ja biegłam coraz szybciej. Teraz już moja twarz była przepełniona łzami, a mnie nie obchodziły auta trąbiące na mnie. Chciałam tylko być jak najdalej Justina.
Zwolniłam trochę tempo, zmęczyłam się, ale za mną nadal słyszałam bieg Justina. Spanikowałam, wiedziałam, że jest coraz bliżej mnie. Nie dało się ukryć, że był bardziej wysportowany i szybszy ode mnie. Poczułam jak jego duża dłoń łapie mnie za nadgarstek i ciągnie w swoją stronę. Gwałtowne zatrzymanie się i cofnięcie w drugą stronę sprawiło, że poleciałam na jego ciało. Z całej siły starałam się odepchnąć od niego ale on popchnął mnie delikatnie do tyłu, co sprawiło, że oparłam się o pień drzewa. Jego dłoń ciągle zaciskała się na moim nadgarstku. Przywarł do mnie całym swoim ciałem, sprawiając, że nie mogłam się uwolnić, nie chciał żebym uciekła. Uniósł mój nadgarstek na wysokość swoich usta i pocałował moje blizny.
- Oszalałaś? Nie uciekaj mi więcej..- powiedział, nasze ciężkie oddechy mieszały się ze sobą.
- Puść mnie- starałam się nie patrzeć mu w oczy.
- Spójrz na mnie- rozkazał mi Justin, ale ja nie zamierzałam mu ulec.- No spójrz- chwycił moją brodę i delikatnie przesunął do góry. Mimowolnie spojrzałam mu w oczy. Jego karmelowe tęczówki, były przepełnione współczuciem.
- Przepraszam- nasze oddechy wracały do normy.- Nic się nie wydarzyło, na prawdę.
- Ty myślisz, że o to mi chodzi?- nie wytrzymałam.- Dlaczego wziąłeś ją a nie mnie? Dlaczego postanowiłeś sprawić mi największy ból jaki mogłam kiedykolwiek poczuć?
- Skarbie- przerwał mi.- Miley lubi bawić się w takie niebezpieczne rzeczy, a gdyby Ci coś się stało, nie wybaczył bym sobie. Tylko Cię kocham- obserwując moją reakcje trochę się ode mnie odsunął. Moja złość stanowczo się zmniejszyła. Jedną dłoń położyłam na jego przedramieniu ściskając delikatnie. Zbliżyłam swoją twarz do jego i potarłam nasze nosy na co on zaśmiał się cicho. Chwycił moją dłoń i potarł moje kostki.
- Dziewczyno, wiesz, że Cię kocham prawda? Wiesz? Jak tak to dobrze, bo jesteś śliczna. Jesteś, uwierz w to, pokaż, że jesteś silna. Nie płacz.. nie tnij się- potarł mój nadgarstek.- Nie warto, nie rób tego przeze mnie. Wiem co czujesz. j..ja wiem. Jesteś wrażliwa. Czasem trzeba się wypłakać, ale tylko to, nic więcej nie rób.. Proszę, dla mnie. Kocham Cię.- te słowa mocno mną wstrząsnęły. Widać było, że są szczere, i prosto z serca. Objęłam chłopaka w talii i przytuliłam się do niego na co on się uśmiechnął.
Stanął do mnie bokiem i chwycił za uda co sprawiło, że straciłam grunt pod nogami. Justin był silny i bez trudu potrafił podnieść mnie z ziemi. Jedną ręką objęłam jego szyję a w drugiej ręce trzymałam swoje buty. Zaniósł mnie z powrotem do auta. Usiadłam na miejscu pasażera a zaraz po mnie do samochodu wszedł Rowdy. Puścił do mnie oczko i ruszył w stronę domu.
Kiedy byliśmy na miejscu oboje weszliśmy do pokoju. Patrzyłam jak Justin wyjmuje klucze, telefon i portfel z tylnej kieszeni spodni i kładzie na półce. Głębia jego oszałamiających oczu spoczywała na mnie kiedy nerwowo o krok ruszyłam przed siebie.
- Chodź tu- wyciągnął swoje ręce w moją stronę, a ja po chwili je chwyciłam. Jego lewa ręka powoli zsunęła się po moich plecach przysuwając mnie bliżej jego ciała.
- Kocham Cię, bardzo. - szepnął mi do ucha po czym pocałował miejsce nad nim.
- Ja Ciebie też- odpowiedziałam szybko, byłam pewna swoich słów
- Jesteś bezpieczna, przy mnie jesteś bezpieczna- cicho powiedział do mnie.
Wierzyłam mu. Wiedziałam, że nic nie powstrzymałoby go żeby mnie ochronić. Mogłam zaufać mu praktycznie we wszystkim. Czy to właśnie jest miłość? Być tak bardzo kimś pochłoniętym, że chce mu się dać wszystko.
Pocałował mnie delikatnie. Odchylił się dosłownie na milimetry, ale wciąż byłam w stanie czuć jego usta tuż przy moich. Stykaliśmy się czołami, kiedy mój niepewny dotyk powędrował w dół jego brzucha. Drżącymi palcami dotknęłam koniec jego koszulki, którą miał na sobie. Chłopak szybko chwycił moje nadgarstki a ja spojrzałam się na niego. Jego wzrok był niepewny.
- Justin.. ja chce.- powiedziałam ciągle na niego patrząc.
- Jesteś pewna? Minęło trochę czasu od kiedy..- Tak- przerwałam mu.
Rowdy puścił moje nadgarstki a ja ściągnęłam z niego T-shirt. Moim oczom ukazał się opalony tors Justina. Wyglądał przepięknie. Jego skóra była taka miękka, dokładnie czułam jej fakturę pod palcami, kiedy kreśliłam kółka na jego brzuchu.
Jego rysy twarzy były oświetlone przez światło dzienne wpadające przez uchylone okno. Włosy, piękny uśmiech, nadzwyczajne karmelowe oczy i pełne wargi. Justin delikatnie cmoknął mnie w czubek nosa na co ja uśmiechnęłam się szeroko.
Chłopak przybliżył usta do mojego ucha i po chwili szepnął- Jesteś moja. Na jego słowa ponownie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Zrobiłam mały krok do tyłu opuszczając jego silne ramiona. Jego błyszczące, karmelowe oczy nie opuszczały mnie ani na moment. Zdjęłam z siebie luźną sukienkę, którą miałam wcześniej na sobie. Teraz stałam przed nim w samej bieliźnie. Chłopak oblizał usta mierząc mnie wzrokiem od dołu do góry. Zatrzymał się na moich oczach i przybliżył się do mnie z powrotem. Jego miękkie, pełne usta złączyły się z moimi, język delikatnie torował sobie drogę między moimi rozgrzanymi wargami. Nie sprzeciwiałam się, moje ciało swobodnie mu ulegało. Justin mógł mieć wszystko co tylko byłam w stanie mu dać, a nawet więcej. Byłam jego. Dłonią chwyciłam tył jego karku i spojrzałam mu w jego pelne pożądania oczy.
Chłopak w szybkim tempie zdjął z siebie spodnie i chwycił moją dłoń. Pokazał ręką abym położyła się na łóżku, tak też zrobiłam. Duże dłonie Justina błądziły po calym moim ciele, gdy delikatnie pieścił moją skórę. Uśmiechnął się nie odrywając ode mnie swoich ust, kiedy powędrowałam dotykiem w górę jego pleców. Owinęłam palce wokół jego idealnie ułożonych włosów i delikatnie pociągnęłam za ich końce
- Jesteś taka piękna.
Zdjął z mojego nadgarstka wszystkie bransoletki, jedna po drugiej. Uważnie obserwowałam jak jego palce pozbywają się mojej biżuterii. Jego wzrok spoczywał na mojej twarzy.
Wciąż leżałam na plecach, kiedy Justin kontynuował swój delikatny dotyk. Moje serce zabiło mocniej, gdy przesunął się w górę i zawisł nade mną. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko i wślizgnął ręce pod moje plecy chcąc rozpiąć stanik. Przed wykonaniem tej czynności spojrzał się na mnie pytając o pozwolenie. Kiwnęłam głową a on rozpiął go i delikatnie zsunął ramiączka. Rzucił go na podłogę a ja leżałam pod nim w samych majtkach. Ciągle patrzał mi głęboko w oczy a jego ręce wędrowały po całym moim ciele.
- Tęskniłem za tym- powiedział ciężko oddychając.- Jesteś taka delikatna- ostrożnie jeździł palcami po moim brzuchu. Jego dłonie powędrowały w górę mojego ciała delikatnie chwytając moje piersi i lekko je ściskając. Przyjemne uczucie spowodowało gęsią skórkę na mojej skórze. Dobrze wiedział jaki efekt na mnie wywiera, zwłaszcza, jak nie mogłam poczuć go przez taki długi czas. Przekręciłam głowę na bok ciężko oddychając po czym ponownie na niego spojrzałam. Spotkałam jego intensywny wzrok, kiedy poczułam jak jego palce zjeżdżają w dół brzucha. Każdy jego ruch wydawał mi się wspaniały. Przesunął się wgłąb łóżka cały czas całując mnie po ciele. Poczułam jego dotyk na mojej bieliźnie. Zsunął delikatnie moje majtki a jego oczom ukazała się moja kobiecość. Moje policzki zaczęło ogarniać znane mi uczucie i stały się czerwone. Chłopak zaśmiał się. Uniosłam biodra, kiedy poczułam w sobie jego język. Nie byłam w żaden sposób przygotowana na jego szybkie akcje. Usta i język współpracowały uzyskując dźwięk jego imienia z trudem wydostających się z moich rozchylonych warg. Justin uniósł głowę a ja zobaczyłam jego idealną twarz. Przybliżył się do mnie i pocałował moje rozgrzane usta. Zdjął z siebie swoje bokserki i pocałował delikatnie moje podbrzusze.
- Kocham Cię.- usadowił się między moimi udami i przyłożył czubek jego męskości do mojego wejścia pytając o pozwolenie.
- Kochanie, chce cię poczuć- szybko odpowiedziałam a on uśmiechnął się i naparł na mnie jak najostrożniej mógł. Mocno zacisnęłam powieki czując ból. Splótł nasze palce a ból przeminął. Chłopak schylił się aby pocałować mnie w usta po czym zaczął wolno poruszać biodrami obserwując moją reakcje. Z naszych ust wydobywały się ciche jęki. Chłopak zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, ciemność która w nich panowała przeszyła strachem wszystkie komórki mojego ciała. błyszczące karmelowe tęczówki, nagle stały się czarne. Pojedynczy szloch wyrwał się z moich ust, kiedy Justin wbił się we mnie wyjątkowo mocno i boleśnie. Wbiłam paznokcie w jego lśniące od potu plecy. Nisko jęknął w odpowiedzi i i chwycił moje biodro. Jego palce mocno zacisnęły się na mojej skórze, kiedy nadal pracował swoim ciałem, wsuwając się we mnie i wysuwając. Nie całowaliśmy się, nie było nic intymnego w zaistniałej sytuacji.
- Justin- rzuciłam pospiesznie, marząc aby był bardziej delikatny.
Łzy pojawiły się na moich policzkach czując jego bolesne dla mnie pchnięcia. Chciałam go pocałować, zobaczyć tego zabawnego, opiekuńczego chłopaka, w którym się zakochałam. Moje palce desperacko dotykały jego twarzy starając się przyciągnąć jego uwagę.
-P...proszę cię- powiedziałam cicho.
Mój dotyk spowodował, że mocno zamknął oczy i potrząsnął głową. Natychmiast zwolnił tempo i pocałował mnie w usta. Przyciągnęłam go za szyję przyciskając jego czoło do swojego. Teraz czułam tylko i wyłącznie przyjemność.
Przemiana była szokująca, i zaczęłam zastanawiać się, czy ten piękny chłopak nade mną, zdawał sobie w ogóle sprawę z tego co się przed chwilą wydarzyło. Poczucie ulgi przelało całe moje ciało.
Z naszych ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki, co chwile wypowiadał moje imię. Jego usta mocno przywarły do moich i w tym momencie oboje doszliśmy.
Justin zdjął rękę z mojego biodra i wysunął się ze mnie delikatnie. Położył się obok mnie i przykrył nas kocem.
- Byłaś niesamowita, tęskniłem za tobą. - potarł palcem mój policzek. Nasze oddechy powoli starały się wracać do normy. Położyłam głowę na jego torsie.
- Przy mnie jesteś bezpieczna- powiedział jeszcze a ja uśmiechnęłam sie i zamknęłam oczy.
***
Komentujcie :))))))))))))))))))))))))
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)






