Mówiłem, że tu jest niebezpiecznie, siedź tu i czekaj na mnie, jakby coś się działo krzycz, dobra?- powiedział pewnym głosem, trzymając broń w rękach.
T-tak- powiedziałam przestraszona. Niby było mi wszystko jedno, bo umarła moja mama i nie chciało mi się żyć, ale mimo wszystko się bałam.
Justin's POV :
Poszedłem zobaczyć co się dzieję. Miałem nadzieję, że nic poważnego, bo nie miałem dzisiaj ochoty na zabijanie kogoś. Mogłem po prostu to wszystko zignorować, i po prostu odejść, ale nie, zachciało mi się w superbohatera bawić.(czujesz ironię w tym zdaniu?) Zza krzaków widziałem tylko ciemność, nic nie wskazywało na to, że ktoś komuś robi krzywdę. Odwróciłem się, schowałem broń z powrotem do kieszeni i ruszyłem w stronę Seleny. Chciałem podprowadzić ją do domu, była taka smutna, i tak by było najlepiej. Ale był jeden problem. Nie było jej już.
Kurwa mać- powiedziałem do siebie. Przecież mówiłem żeby została. - kopnąłem róg ławki i ponownie wyjąłem broń z kieszeni. Usłyszałem cichutki pisk. Odwróciłem się i zobaczyłem Lucasa, który trzyma Selenę za gardło a jedną rękę ma zaciśniętą na jej ustach, aby nie mogła się odezwać. Uniosłem broń, spojrzałem się na Selene i zobaczyłem jak z jej oczy spływają łzy i robi się czerwona.
Puść ją- powiedziałem zaciskając szczękę ze złości. Puść, bo nie ręczę za siebie.
Oh, Bieber, jesteś taki naiwny. Myślisz, że po tym wszystkim tak po prostu zostawię cię w spokoju? - zaśmial się
Po chuj mnie śledziłeś? Nie ujdzie Ci to na sucho Lucas. - byłem taki wkurwiony, tak bardzo chciałem go w tej chwili zabić.
Lucas otworzył już usta żeby mi odpowiedzieć, kiedy nagle przerwał mu jakiś szelest i wtedy popełnił największy błąd swojego życia i się odwrócił, natychmiast wykorzystałem sytuacje i strzeliłem mu w nogę, w tym momencie Selena wyrwała mu się, podbiegła do mnie i mnie przytuliła, objąłem ją i szybko podeszłem do leżącego Lucasa, nadepnąłem mu na klatke piersiową, przyłożyłem mu lufę do skroni i już chciałem strzelić, kiedy Selena powiedziała
Nie rób tego, chodźmy już- tak bardzo chciałem go zabić, ale nie mogłem, nie mogłem teraz, przy niej. Kopnąłem go w brzuch i razem z Seleną poszliśmy przed siebie.
Selena's POV:
Połowę drogi byłam cicho. Miałam tysiąc myśli w głowie, ale bałam się o cokolwiek zapytać.
Skąd go znasz?- zapytałam mimowolnie.
Nieważne, nie interesuj się.- powiedział i nawet na mnie nie spojrzał, było widać, ze jest wściekły.
Do końca drogi byliśmy cicho, a ja ciągle przeklinałam swoje życie, moja mama umarła idzisiaj mogłam umrzeć. Nie przejmowałam się tym za bardzo, bo już dawno myślałam o samobójstwie, a to by mi tylko ułatwiło sprawę. Byliśmy już przed domem, stanęłam na schodku, teraz byłam w wzroście Justina.
To cześć- już chciałam się odwrócić i wejść do domu, gdy Justin złapał mnie za rękę i spojrzał mi głęboko w oczy. Przeszły mnie ciarki.
Czekaj.. przepraszam za dzisiaj, to moja wina. - cały czas patrzał mi w oczy
Uratowałeś mnie, dziękuję, pewnie jakby cię tam nie było to ktoś by mnie zabił, albo sama bym to zrobiła..- znowu przeklnęłam swoje życie w myślach. DLACZEGO JA TO POWIEDZIAŁAM?
Co?- powiedział Jus
Nieważne, muszę już iść- przegryzłam policzek od wewnątrz patrząc się na ziemię.
Poczekaj, dasz mi swój numer?- chłopak oblizał wargi
Po krótkim zastanowieniu powiedziałam
Jasne- uśmiechnęłam się delikatnie, Justin podał mi do ręki swojego Iphon'a, wpisałam numer, oddałam mu telefon i podeszłam do drzwi.
Cześć- uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Oparłam się o drzwi i analizowałam cały dzisiejszy dzień. Był naprawdę dziwny/
***
Beznadziejny, przepraszam was, ale nie miała pomysłu. Trochę podróba Dangera, ale się nim inspiruje, także nie miejcie pretensji. Dziękuję za przeczytanie.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz