czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty drugi.



Selena's POV:

Weszłam do domu Mejsi. Nie było jej, ale na szczęście na wszelki wypadek dała mi klucze. Rzuciłam torebkę na stół i w szybkim tempie zdjęłam bluzę. Łzy nie przestawały lecieć mi z oczu.  Mimo że wciąż byłam cała rozdygotana, to mój stan był nieporównywalny z tym, kiedy opuściłam mieszkanie Justina.  Nie miałam ochoty, żeby ktokolwiek na mnie patrzył w takim stanie, więc zamiast zatłoczonego autobusu wybrałam pieszą podróż do domu. Lekki wiatr zdawał się koić moje nerwy, przy okazji osuszając mokre od płaczu policzki. Bez przerwy zadręczałam się tym co zostało powiedziane, a raczej tym co nie zostało powiedziane. Usiadłam na zimnej posadzce i zaczęłam rozwiązywać swoje buty. Pragnęłam tylko jednej rzeczy, znaleźć się w moim łóżku i jakimś cudem odpędzić od siebie to wszystko co się stało, odpłynąć w nieświadomość. Moja uwaga została natychmiast odwrócona, kiedy usłyszałam gwałtowne walenie w drzwi wejściowe. Kompletnie się tego nie spodziewałam, dlatego głośny dźwięk sprawił, że lekko podskoczyłam.
Natychmiast się podniosłam i szybszym krokiem podeszłam do drzwi i z lekkim trudem je otworzyłam.
Przede mną stał zdyszany Jaden.
- Jaden? Co się dzieje?
Jego ręka oplotła moje ramie.
- Musisz iść ze mną.- rzucił szybo.
- Co się stało? Coś z Justinem?- moje serce biło coraz szybciej a klatka piersiowa poruszała się w szybkim tempie.
Mój głos zdecydowanie zdradzał wszelkie oznaki lekkiej paniki, załamując się kiedy z trudem zadawałam ostatnie pytanie. Mój Boże... Justin.
- Chodź ze mną, wytłumaczę ci wszystko po drodze.
Nie czekając dłużej chwyciłam klucze z torebki i szybko zamknęłam za sobą drzwi. Ruszyłam za Jaden'em prosto do samochodu, który cały czas podczas naszej krótkiej rozmowy, stał z odpalonym silnikiem na poboczu. Wskoczyłam na miejsce pasażera, auto już pędziło ulicą zanim zdążyłam zapiąć swój pas. Ze zniecierpliwieniem patrzyłam na Jaden'a, żeby w jakiś sposób wytłumaczył mi to, co się właśnie dzieje.
- Sel, on stracił nad sobą panowanie. Wyszedł szukać Jacoba.- Mogłam się domyślić, że Jacob, to ten obrzydliwy facet, który dal upust swojej złości na mojej twarzy.
Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę, a palce mocno zacisnęły na materiale siedzenia, kiedy dotarły do mnie jego słowa.
- Jaden. - wiedziałam, że to jeszcze nie wszystko, dlatego chciałam żeby kontynuował.
- Znalazł go.
Nigdy, w całym moim życiu, nie doświadczyłam takiej jazdy samochodem. Serce podchodziło mi do gardła, a puls przyspieszał jak oszalały. Jaden nie zdejmował nogi z gazu. Dotarliśmy na miejsce. Jak tylko samochód stanął w miejscu, momentalnie z niego wyskoczyłam i pobiegłam w stronę wejścia do nieznanego mi baru, do którego jak wcześniej powiedział mi Jaden, swego czasu, często przychodził Justin. Ilość bójek wywołanych spożyciem alkoholu, skutecznie odciągnęła mnie od jego picia na całą resztę mojego życia.
- Sel, czekaj!
Moje dłonie mocno popchnęły ciężkie drzwi. Przeciskałam się miedzy ludźmi, śmiali się, rozmawiali.. Moje oczy desperacko wypatrywały chłopaka z karmelowymi oczami. W tamtej chwili najmniej obchodziło mnie to, że moje wyznanie nie zostało odwzajemnione przez Justina. Pragnęłam jedynie znaleźć go i powstrzymać, zanim zdąży zrobić coś głupiego.
W jednej chwili mój wzrok zawisł na dwóch wysokich mężczyznach. Wiedziałam, że to był Justin. Mimo, że jego idealne włosy ukryte były pod kapturem ciemnej bluzy, to jego postawna sylwetka, była czymś z czym byłam bardzo dobrze zaznajomiona. Duże dłonie zaciśnięte były na koszulce Jacoba ciągnąc go przy ścianie wąskiego korytarza w stronę wyjścia przy łazienkach. Byli praktycznie tego samego wzrostu, budowę ciała też mieli podobną, ale Jacob był niczym w porównaniu z pięknym mężczyzną, który aktualnie mierzył go lodowatym spojrzeniem.
Podskoczyłam, kiedy Justin podniósł Jacoba z jego pochylonej pozycji, tylko po to, by zaraz przycisnąć go z wielką siłą z powrotem do ściany. Ręka na moim ramieniu odwróciła moją uwagę od przerażającego widoku. Jaden podążył za moim wzrokiem, dostrzegając swojego przyjaciela, niezważającego na nic, całkowicie skupionego na osiłku, którego ciągnął wzdłuż zaciemnionego korytarza. Ruszyłam za nimi, żaden z nich nie miał pojęcia, że ja i Jaden tam jesteśmy. To znowu się działo. Justin znowu stracił nad sobą panowanie. ZNOWU
Drzwi ewakuacyjne otworzyły się z hukiem uderzając o zewnętrzną ścianę. Zimne, nocne powietrze wypełniło wąski korytarz. Szłam za Jaden'em, który szybko mnie wyprzedził. Nie zdążyłam całkiem wyjść z pubu, zanim Justin wymierzył mocny cios w brzuch Jacoba, na co ten zgiął się w pół i zachwiał na własnych nogach.
- Jesteś pierdolonym śmieciem. - wycedził przez zęby Justin - Jaki facet bije kobietę?!
Jaden starał się wepchnąć mnie z powrotem do baru, powtarzając pod nosem, że nie powinien był mnie tam przywozić. Nie ruszyłam się z miejsca, nie mogłam oderwać wzroku od tego co działo się przede mną. Dłoń Justina zacisnęła się na ramieniu Jacoba, przytrzymując go w miejscu, kiedy gwałtownie uniósł kolano wymierzając kolejny, bolesny cios w brzuch wytatuowanego mężczyzny.
- Błagam cię, Jaden. Powstrzymaj go.-wyjąkałam pewna siebie
Stałam, cała się trzęsąc, kiedy chłopak, który potrafił być tak delikatny i opiekuńczy z wielkim impetem posyłał kolejne uderzenia na osłabionego już faceta, który przyprawił moją skórę o kilka siniaków. Jacob wydawał się taki potężny, kiedy stał na przeciwko mnie. Teraz wcale nie przypominał tego samego człowieka, który był wtedy w łazience. Zwijał się z bólu i słaniał na nogach, kiedy pięść Justina bez przerwy lądowała na jego szczęce.
Jaden od razu posłuchał mojej prośby, chwytając bruneta za ramię i starając się go odciągnąć. Obserwowałam jak Justin odpycha go od siebie. Był zbyt zaabsorbowany chęcią sprawienia bólu swojemu przeciwnikowi, żeby zorientować się kto stara się go powstrzymać. Tym razem Jacob otrzymał silne kopnięcie w ramię. Zawył z bólu, powoli staczając się w agonię. Nie zdziwiłabym się gdyby wyszedł z tego z kilkoma złamanymi kośćmi. Jeżeli w ogóle by z tego wyszedł. To w jaki sposób Justin się nad nim pochylał, było czymś przerażającym.
Nie dużo brakowało i to wszystko zaszłoby za daleko. Ruszyłam w stronę trzech mężczyzn, zdesperowana żeby coś zrobić, cokolwiek. Stanęłam w pół kroku, kiedy Jaden zatrzymał mnie ręką i bezgłośnie powiedział, żebym się odsunęła.
- Wykończę cię, kurwa! - krzyknął Justin.
Dłonią zakryłam usta, żeby powstrzymać wydostające się z nich łkanie. Wściekłość bijąca od Justina wywołała ciarki na całym moim ciele. Tym razem Jaden był bardziej stanowczy.
- Stój! Justin, uspokój się, Selena się ciebie boi.
Znajomy odcień brązu spoczął na mojej twarzy, kiedy Jaden siłą odwrócił Justina w moją stronę. Przez ułamki sekund wyglądał na kompletnie zagubionego, zanim jego rysy ponownie się zaostrzyły.
- Zabierz ją stąd. Nie chcę żeby na to patrzyła.
Gorączkowo pokręciłam głową, a ciemne włosy opadły na moją twarz.
- Stracisz ją. Justin, stracisz najlepszą rzecz, jaka przydarzyła się w twoim życiu, jeżeli teraz nie przestaniesz!
Z kostek jego palców kapała krew. Jej czerwień symbolizowała niebezpieczeństwo. To co wszyscy dookoła mi powtarzali. Justin był niebezpieczny. Był kompletnie wyzuty z emocji, kiedy tępo wpatrywał się w moje oczy. Słowa Jadena wyznaczyły jakąś niewidzialną barierę, która powstrzymywała Justina od zadania kolejnego ciosu, który z pewnością pozbawiłby Jacoba przytomności. Podczas gdy uwaga Justina została na moment odwrócona, ten znalazł sposobność ucieczki. Chwiejąc się podniósł z ziemi i niepewnym krokiem ruszył w kierunku głównej drogi. Przez cały ten czas Jacob nie odezwał się ani słowem. Może wreszcie dotarło do niego, że nigdy nie wygra. Gdyby nie ja i Jaden to z całkiem prawdopodobnym jest, że opuścił by to miejsce w czarnym worku.
Justin z całej siły przytrzymywany był, żeby tylko nie odwrócić się w stronę wytatuowanego mężczyzny. Jaden mocno trzymał go za ramiona. Nie zniósłby widoku uciekającego Jacoba. Pragnął jedynie wyrządzić mu jak największą krzywdę. Nawet z dość odległego miejsca w którym stałam, słyszałam jak powtarzane jest moje imię. Jaden starał się go uspokoić, zapobiec kolejnej fali złości, która w każdej chwili mogła nadejść.
Mijały kolejne minuty, czułam tylko strach. Słyszałam jak oddech Justina powoli się uspokaja. Jaden puścił jego ramiona, wtedy Justin na mnie spojrzał. Poczułam pogardę do samej siebie, kiedy zrobił krok w moim kierunku, a ja bezwiednie cofnęłam się, żeby nie mógł się zbliżyć. Chłopak z niepokojem spojrzał na Jadena który momentalnie stanął przy moim boku.
-M...móglbyś..mógłbyś zawieść mnie do Mejsi?- powiedziałam cicho w stronę Jadena. Ten pokręcił głową w potwierdzeniu i złapał mnie za ramię.
Instynktownie przesunęłam się za wysoką sylwetkę Jadena, uciekając od zrozpaczonego wzroku mojego chłopaka. Zraniło go to. Bolało go, że czuje się bezpieczniejsza z kimś innym niż on.
Jaden przesunął się o parę kroków i stanął przed Justinem. Powiedział coś do niego. Zdołałam usłyszeć tylko: Ona potrzebuje czasu, będzie dobrze. 
Powiew wiatru osuszał moje łzy. Justin wyciągnął rękę w moją stronę, ale ja..ja nie mogłam jej złapać. Opuściłam głowę w dół na co on zaczął iść powoli w moją stronę. Odsunęłam się i chciałam schować za ścianą. Nie miałam siły teraz z nim rozmawiać. Gdy szłam w stronę budynku, ponieważ chciałam schować się i spokojnie poczekać na Jadena usłyszałam krzyk Justina- Ja też cię kocham
Stanęłam w miejscu. Te słowa ucieszyły mnie, bo myślałam, że Rowdy.. już mnie nie kocha. Myliłam się. Odwróciłam się do niego przodem i spotkałam jego wzrok na mojej twarzy. Nie panując nad sobą podbiegłam do niego i pocałowałam delikatnie w policzek. Zdążyłam zauważyć jego uśmiech, kiedy razem z Jadenem udaliśmy się do jego samochodu. 

                                                                       ***

KOMENTUJCIE!!!

6 komentarzy :

  1. Najlepszy <3333333

    OdpowiedzUsuń
  2. Chce juz nastepny noo !! Ten byl zajebisty <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy nastepny nie moge sie doczekac?<3333

    OdpowiedzUsuń
  4. co ile dodajesz rozdziały ? powinnaś dodawać je częściej , są świetne !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <333333333333

    OdpowiedzUsuń
  5. Prooosze bedzie dzisiaj następny ? :***********************

    OdpowiedzUsuń