niedziela, 15 września 2013

Rozdział pięćdziesiąty drugi.


Justin's POV:

Po słowach Seleny, zrobiło mi się jakoś dziwnie przykro. Wiedziałem, że nie mogę zapewnić jej tego, czego naprawdę chciała. Zacząłem się zastanawiać, czy jestem dla niej odpowiedni, chcę jej szczęścia, może lepiej byłoby, gdyby znalazła sobie normalnego chłopaka, z normalnymi problemami i normalnym życiem. Ale przecież jestem pierdolonym egoistą, i mimo tego nie pozwoliłbym jej odejść, w końcu tak bardzo ją kocham, i jej potrzebuje.

Następnego dnia obudziliśmy się około 11. Selena wydawała mi się jakaś inna, była strasznie blada i zmęczona.
- Coś się stało?- zapytałem patrząc na jej bladą, niewinną twarzyczkę.
- Źle się czuje, pewnie się przeziębiłam.- powiedziała przykrywając się kołdrą po samą szyje.
Od razu do głowy przyszło mi, że przecież ma ranę na ręce. Bez słowa poszedłem do łazienki po nowy bandaż i wróciłem do sypialni.
- Pokaż rękę, zmienie ci opatrunek.
Selena wyciągnęła rękę spod kołdry i położyła na moim kolanie. Powoli odwinąłem bandaż. Ręka była spuchnięta i cała czerwona, od rany szła ciemna kreska w stronę serca. Złapałem ją trochę mocniej na co Selena pisknęła.
- Boli
Rana wyglądała nieciekawie. Widać było, że później jeszcze leciała z niej krew.
- Kurwa, Selena, mówiłem, żeby jechać do szpitala.
- Ale to przecież nic takiego, ręka przestanie boleć a teraz pewnie się po prostu przeziębiłam.
- Ja pierdole, czy ty nie rozumiesz, że jak wdało się zakażenie to może być bardzo źle? Ubieraj się i jedziemy do szpitala.
Dziewczyna niechętnie wstała z łóżka i po paru krokach upadła na podłoge. Podbiegłem do niej szybko i wziąłem ją na ręce.
- Albo może od razu pojedziemy.
- Justin, nie panikuj, zakręciło mi się w głowie po prostu.
Przewróciłem oczami i zaniosłem ją do auta.

Po przybyciu do szpitala Selena była bardziej słaba. W ogóle się nie odzywała i nie mogła chodzić. Miałem poczekać przed salą. Dziewczyna często miała kłopoty ze zdrowiem i to tylko przez swoją głupotę.
Kiedy siedziełem przed salą i myślałem o tym wszystkim, nagle lekarz wybiegł z sali.
- Co się dzieje?- wstałem szybko i złapałem go za ramie
- Najprawdopodobniej wdało się zakażenie, musimy ją ratować zanim dojdzie do serca.- pobiegł dalej.
- O kurwa- powiedziałem do siebie i szybko wszedłem do sali. Selena była nieprzytomna. Jej biała skóra kontrastowała z całym pomieszczeniem.
Znowu zobaczyłem lekarza, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
- Wyjdź stąd.
- Nie!- krzyknąłem- To moja dziewczyna, nie zostawię jej
Doktor szturchnął mnie i podszedł do dziewczyny. Dał jej parę zastrzyków. W mojej głowie miałem setki myśli. Selena nie zostawiaj mnie. Moją uwagę przykuło pewne urządzenie. Widziałem je wcześniej na różnych filmach. Przypomniałem sobie, że pokazuje ono tętno pacjenta. Kardiomonitor. Patrząc na niego wywnioskowałem, że Selena jest blisko śmierci. Kreski były ledwo podniesione, większość była prosta. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
- Kiedy to zacznie działać?- zapytałem
Lekarz mnie ignorował. Patrzał się na dziewczynę podając jej jakieś leki.
- HALO- wrzasnąłem
- Już powinno.
- Co się stanie? Uratuje ją pan, prawda?
Znowu się nie odezwał.
- Ratujcie ją, ja pierdole!

Selena's POV:

Zobaczyłam rażące światło. Słyszałam głos Justina i lekarzy, ale niestety nie widziałam ich. Coś ciągnęło mnie do tego, aby pójść w stronę światła, ciekawiło mnie co się w nim znajduje. Zrobiłam jeden krok ku niemu. Z oddali zobaczyłam moich rodziców trzymających się za rękę. Pomachali mi. Można było zobaczyć, że są uśmiechnięci. Również się uśmiechnęłam. Podeszłam do nich.
- Cześć córeczko.
- Mamo, tato... to.. to wy? - zapytałam drżącym głosem.

                                                                    ***
komentujcie

1 komentarz :

  1. Ja pierdoole .. Co się stanie??? Czekam na następny rozdział !!!

    OdpowiedzUsuń