poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdział pięćdziesiąty pierwszy.
Selena's POV:
Justin przeklął pod nosem wyciągając dzwoniący telefon z tylnej kieszeni spodni. Duże, karmelowe oczy spoczęły na wyświetlaczu, a kiedy zobaczył nazwę osoby dzwoniącej na jego pełnych ustach pojawił się uśmiech. Nie zdążyłam zerknąć kto to. Moje usta otworzyły się zanim pomyślałam nad tym co powiedziałam.
- Kto to?
Justin podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi karmelowymi oczami. Nie był przygotowany na takie pytanie.
- Um.... - zaczął zmagać się sam sobą.
- Nie musisz odpowiadać, po prostu jestem ciekawa. - zamilkłam na chwilę, Justin wrócił wzrokiem na telefon, który cały czas brzęczał między nami
- To stary przyjaciel... - potaknął głową jakby sam siebie chciał o tym przekonać.
- Och, ok. - przygryzłam dolną wargę.
Odebrał telefon i szybko powiedział osobie po drugiej stronie, żeby poczekała, po czym spojrzał na mnie.
- Zostań tutaj. - poinstruował - Mówię serio, Selena. Nigdzie się stąd nie ruszaj.
Jego surowy wzrok niemal przybił mnie do ziemi.
- Dobra. - rzuciłam i zaczęłam energicznie odpychać powietrze, dając mu znak, że może odejść.
- Wrócę za minutę. Nie oddalaj się nigdzie.
Jego zaborcza potrzeba, żebym była bezpieczna, często powodowała, ze traktował mnie jak dziecko. Wiedziałam, że był tylko ostrożny, ale jego ciągła opiekuńczość ostatnimi czasy zaczynała mi działać na nerwy. Obserwowałam jak się oddala lawirując pomiędzy ludźmi spacerującymi po wesołym miasteczku. Przesunęłam żółwia pod pachę, kiedy obrócił się na moment. Nie ufał mi? Teatralnie wskazałam palcem na miejsce w którym stałam i bezdźwięcznie rzuciłam w jego kierunku "Stoję". Telefon mocno przyciskał do ucha, kiedy palcem wolnej ręki zatykał sobie drugie, żeby odciąć się od hałasu panującego wokół niego. Widziałam, że był lekko rozdrażniony, gdy ściągnął brwi i równie bezdźwięcznie powiedział "Przestań się ze mnie nabijać".
Czekałam na Justina kołysząc nogami zwisającymi z niewykorzystanego podestu, na który się wdrapałam. Palcami wyciągałam z woreczka różowe kosmyki waty cukrowej, którą kupił mi Justin, wkładałam ją do ust i pozwalałam, żeby cukier roztopił się na języku. Uśmiechnęłam się, gdy obok przeszły jakieś dzieci, ciasno trzymające w rączkach pęki balonów na sznurku. Byłam zajęta obserwowaniem ludzi, zanim z zamyślenia wyrwał mnie głos.
- Sama jesteś?
Odwróciłam głowę i zobaczyłam grupkę młodych chłopaków. Mięli jakieś 15, 16 lat, niektórzy z nich mieli naciągnięte kaptury. Stali i gapili się na mnie, dlatego nie czułam się całkiem komfortowo. To był ten typ chłopaków, na widok których przechodzisz na drugą stronę ulicy, żeby tylko nie minąć się z nimi na chodniku.
- Nie. - odwróciłam wzrok mając nadzieje, że zrozumieją aluzję i się odczepią. Ale serce zaczęło mi bić szybciej, kiedy kontynuowali zadawanie swoich pytań.
- Jesteś pewna? - odezwał się jeden z wyższych.
Wokół kręciło się jeszcze sporo ludzi, próbowałam odnaleźć wzrokiem Justina. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaków, ich uśmieszki były dalekie od przyjaznych, kiedy wytrwale czekali na moją odpowiedź.
- Czekam na mojego chłopaka.
Widziałam jak jeden z nich szturcha lekko drugiego, który wydawał się być ich liderem. Ich przeszywający wzrok wywoływał u mnie gęsią skórkę.
- Możemy poczekać z tobą.
- Nie, dziękuję. Dam sobie radę sama. Powinien zaraz być.
Odsunęłam się szybko, chwytając swojego żółwia, kiedy jeden z nich wspiął się na podest i postanowił się przysiąść. Był ode mnie większy, mimo że byłam starsza. Reszta cały czas się na nas gapiła, prowokując jeszcze chłopaka.
- Na twoim miejscy nie próbowałabym nic robić. - ostrzegłam go.
Justin skopałby mu dupę. Kiedy poczułam dotyk jego ręki na moim udzie zamachnęłam się pluszakiem i uderzyłam go nim w tył głowy. Szybko stanęłam na równe nogi, okręcając się w kółko na drewnianej platformie. Poczułam ulgę, kiedy zobaczyłam Justina idącego ze złością w naszym kierunku.
- Selena!
Stanął przede mną patrząc w górę, odwrócił się plecami, żebym mogła się na nie wspiąć. Oplotłam swoje ręce wokół jego szyi, kiedy powoli zsunęłam się na dół. Justin podtrzymał moje uda, żebym mogła opleść je wokół jego talii. Chłopak wstał górując nad nami wzrostem i zajmując tę samą pozycję w której ja byłam przed momentem.
- Nie waż się jej dotknąć, ty mały chuju. - syknął Justin.
Chwycił go za kostkę i mocno pociągnął wytrącając chłopaka z równowagi. Jego koledzy mogli tylko patrzeć, jak ten ląduje na twardym drewnie. Usłyszeliśmy jęknięcie, gdy chłopak zwinął się z bólu.
Justin odwrócił się zwinnie, wtuliłam twarz w zagłębienie między jego szyją a ramieniem i zaczęliśmy oddalać się od szemranego towarzystwa.
- Zimna suka! - zawołał jeden z kolesi.
Moje ręce mocniej oplotły jego szyję, a usta od razu powędrowały do ucha, kiedy Justin odwrócił się z powrotem w stronę chłopaków.
- Proszę, proszę cię Justin, nie...- szepnęłam błagalnie.
Kilkoro niższych chłopców skuliło się pod wpływem ostrego wzroku Justina, był wściekły. Poczuł moje kapiące łzy na skórze swojej szyi, co pozwoliło mu wyrwać się ze swojego gniewnego otępienia. Jego mięśnie wciąż były napięte, ale oblała mnie fala ulgi kiedy powoli odwrócił się w kierunku którym szliśmy. Ręka w której trzymałam żółwia lekko masowała jego tors, starałam się go uspokoić. Poczułam jak mocniej ściska moje uda, co odebrałam jako docenienie moich działań.
- Dziękuję. - szepnęłam - Dziękuję, że odpuściłeś... Na prawdę nie chciałabym odwiedzać mojego chłopaka za kratkami.
Justin przenosił mnie przez tłum jeszcze kilka minut.
- Odwiedziłabyś mnie w więzieniu? - zapytał już nieco spokojniejszym głosem.
- Nie, Justin. Chodziło mi o to, że właśnie bym nie chciała.
Słyszałam jak fuknął.
- Pewnie byś musiała, gdybyś mnie nie powstrzymała.
Mocniej zacisnęłam oczy na samą myśl.
- Ale teraz już jest dobrze, tak? - zapytałam sprawdzając poziom jego rozgrzanego temperamentu.
- Dobrze. - odpowiedział całując moją prawą rękę.
Odpłynęłam myślami, zastanawiając się co potencjalnie mogło się wydarzyć, aż ciarki przeszły po moim ciele. Ale coś jeszcze dało mi do myślenia.
- O co w tym wszystkim chodzi... Jak tylko na moment zostawię cię samą, zaraz przyciągasz do siebie wszystkich palantów.
Mimo, że jego oddech wciąż był ciężki, wyczułam rozbawienie w jego głosie. Starał się odwrócić moją uwagę od wcześniejszego tematu.
- Widocznie to jedna z wielu wyjątkowych cech, które posiadam.
- Tak... szczególnie wyjątkowa... ok. - zaczął się ze mną droczyć.
Przycisnęłam usta do skóry jego szyi i poczułam lekką wibrację, kiedy mruknął pod wpływem mojego dotyku.
- Wygląda na to, że większość mojego wolnego czasu spędzam ratując cię od jakichś idiotów. - jego palce mocniej oplotły się wokół moich ud, kiedy się zaśmiał - Nie to, żebym narzekał...
- Cóż... Może powinieneś pozwolić mi raz uratować ciebie.
Podeszliśmy trochę dalej, gdzie gromadzili się ludzie, żeby obejrzeć pokaz fajerwerków.
- Uderzyłaś go swoim żółwiem? - Justin zapytał wyraźnie zaciekawiony i rozbawiony.
Już wiedziałam, ze przeszła mu złość, kiedy zaczął wkurzać mnie. Wciąż przytulałam się do jego pleców, co pozwoliło mi ukryć przed nim róż, który wpłynął na moje policzki. Oparłam głowę o jego szyję.
- To była jedyna rzecz, którą mogłam się bronić. - odpowiedziałam w odwecie.
Odchyliłam się trochę od jego pleców wciskając pluszaka między nas. Wolną ręką otwarłam torebeczkę z watą cukrową, którą nadal trzymałam. Moje ręce swobodnie opierały się o jego ramiona, kiedy oderwałam jeden mały kosmyk.
- Zjadłaś już ponad połowę torby? - zapytał Justin wyraźnie zaskoczony.
Wymamrotałam, żeby się zamknął i oparłam brodę o jego ramię. Podstawiłam mu pod usta nowo oderwany kawałek. Chwycił słodki kosmyk między usta, zawadiacko zasysając przy tym moje palce. Dokarmiałam go co jakiś czas, podczas naszej rozmowy. Jednak większość waty cukrowej wędrowała do moich ust.
- Skarbie, wracamy już? Jestem zmęczona.- mruknęłam mu do ucha.
- Oczywiście, jak sobie życzysz księżniczko- odstawił mnie na ziemię i mocno złapał moją dłoń kierując mnie w stronę wyjścia.
Większość ludzi, również powoli kierowała się ku wyjścia, za niecałe 20 minut zamykali wesołe miasteczko. Omijając ich w końcu znaleźliśmy się poza lunaparkiem.
- Chciałabym, żeby każdy dzień wyglądał podobnie- powiedziałam patrząc się na ziemie. Chłopak tylko zerknął na mnie kątem oka, nie odzywając się słowem. Oczywiście wiedziałam, że nie może tak być, mój chłopak to w końcu Justin Bieber, ten znany Rowdy, czasami mnie to wkurzało, ale nie miałam mu tego za złe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)

<333 chce dalej! Kocham to !
OdpowiedzUsuńKckckckc <3
OdpowiedzUsuńKiedy będzie następy ? <33333
OdpowiedzUsuń